Reklama

Reklama

Cenzura w sprawie tragedii w Szanghaju

Pytania o przyczyny tragedii, do której doszło w noc sylwestrową w Szanghaju, wywołały zaostrzenie chińskiej cenzury. Na pół godziny przed północą w tłumie osób czekających na noworoczne iluminacje w szanghajskiej dzielnicy Bund wybuchła panika. 36 osób zginęło, a prawie 50 zostało rannych.

Internauci zastanawiają się, jak to możliwe w jednej z największych metropolii świata. Według źródeł, na które powołuje się hongkoński dziennik "South China Morning Post", władze Szanghaju podjęły "bezprecedensowe i zdecydowane" działania dotyczące cenzurowania informacji o tragedii.

To najtragiczniejszy tego typu incydent w Chinach od ponad dekady. Hongkońska gazeta, powołując się na anonimowe wypowiedzi przedstawiciela policji informuje, że w związku z tragedią stanowiska może stracić wielu wysokich rangą policjantów i urzędników. 

Reklama

Szanghajska policja informowała, że kiedy doszło do wybuchu paniki, do opanowania sytuacji skierowano 500 funkcjonariuszy. Nie podano jednak, ilu znajdowało się na Bundzie w chwili tragedii. 

Dostępu do rodzin ofiar strzegą policjanci. Krewnym ofiar powiedziano, że na kontakty z mediami muszą mieć pozwolenie lokalnego biura propagandy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy