Reklama

Reklama

Burmistrz Nowego Jorku grozi Trumpowi sądem

Burmistrz Nowego Jorku Bill de Blasio ostrzegł we wtorek (21 lipca), że pozwie do sądu Donalda Trumpa, jeśli przyśle do jego miasta federalne organy ścigania. Prezydent zagroził podjęciem takich kroków, uzasadniając to koniecznością ścigania przestępców. De Blasio uznał to za "bzdurę".

Nowy Jork odnotował ostatnio wzrost przemocy z użyciem broni palnej. W minionym tygodniu w mieście doszło do 64 strzelanin. W tym samym okresie ubiegłego roku było ich 20.

Reklama

"Gdyby Trump próbował to zrobić, spowodowałoby to tylko więcej problemów. Natychmiast podjęlibyśmy kroki w sądzie, aby to powstrzymać" - zapewnił burmistrz.

W poniedziałek prezydent USA wezwał gubernatora stanu Nowy Jork Andrew Cuomo, by podjął kroki, mające na celu położenie kresu fali przestępstw.

"Jeśli gubernator nie zamierza czegoś z tym zrobić, my coś z tym zrobimy" - ostrzegł Trump, dodając, że zna dobrze nowojorską policję, która jest najlepsza, ale w istocie nic nie może zrobić, ponieważ wszystkiego się boi.

Zdaniem prezydenta, podobne problemy z przemocą są też w Chicago, Filadelfii, Detroit i Baltimore.

Na wypowiedź Trumpa zareagował komisarz policji nowojorskiej (NYPD) Dermot Shea, który zajął bardziej dyplomatyczne stanowisko.

"Zawsze dziękuję ludziom za chęć udzielenia pomocy, ale mamy tutaj własne zasoby. (...) Mam nadzieję, że wyrażam się jasno. Mamy wiele przeszkód, ale zamierzamy je przezwyciężyć razem: NYPD, mieszkańcy Nowego Jorku i przywódcy Nowego Jorku" - przekonywał Shea w CNN.

Według komisarza, wyjście z impasu ułatwiłoby wznowienie pracy sądów zamkniętych z powodu pandemii COVID-19.

"Potrzebne jest reaktywowania systemu sądownictwa (...), nie możemy pozwolić, aby ludzie byli aresztowani i wypuszczani z powrotem na ulice" - podkreślał Shea. Przypomniał, że doszło do dwóch tysięcy zatrzymań, ale winni "chodzą po ulicach".

"Mamy sprawy gotowe do rozpatrzenia, ale nie możemy nic zrobić, ponieważ nie mamy wielkich ław przysięgłych" - tłumaczył komisarz.

Przyznał, że należy zbudować większe zaufanie między społecznością Nowego Jorku, a policjantami, którzy ją chronią.

Prezydent wysłał w zeszłym tygodniu funkcjonariuszy resortu bezpieczeństwa narodowego, który powstał po atakach 11 września, by zwalczać terroryzm, do Portland w stanie Oregon. Była to odpowiedź na gwałtowne protesty, które wybuchły po zabiciu przez policjanta z Minneapolis Afroamerykanina George'a Floyda. Tamtejsze władze poinformowały, że obecność sił federalnych tylko zaostrzyła zamieszki.

De Blasio nazwał w poniedziałek akcję Waszyngtonu w Portland "fiaskiem".

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy