Reklama

Reklama

Bunt elektorów w USA? "Nieprawdopodobny scenariusz"

Grupa amerykańskich elektorów, którzy 19 grudnia będą formalnie głosować na prezydenta Stanów Zjednoczonych, stara się storpedować wybór Donalda Trumpa. Buntownicy apelują do swoich kolegów, by zamiast na miliardera oddali głos na alternatywnego kandydata. Prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest jednak minimalne.

By zostać prezydentem USA trzeba uzyskać 270 głosów elektorskich. Podczas listopadowych wyborów Donald Trump zdobył ich 307. Oznacza to, że aby pozbawić go prezydentury, co najmniej 38 elektorów z jego kolumny musiałoby złamać zobowiązanie do głosowania na zwycięzcę w swoim stanie. Tymczasem jak dotąd tylko jeden republikański elektor z Teksasu Chris Suprun ogłosił, że nie zagłosuje na Donalda Trumpa. 

Reklama

7 demokratycznych elektorów zwanych "grupą Hamiltona" apeluje do pozostałych, by zamiast na Donalda Trumpa oddali głos na innego kandydata - na przykład gubernatora Ohio Johna Kasicha. Ten jednak nie poparł inicjatywy. 

Nawet gdyby Donald Trump nie zdobył 270 głosów elektorskich, to wyboru prezydenta dokonałaby Izba Reprezentantów. Tam większość mają Republikanie, którzy nie odważyliby się zmienić woli wyborców.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje