Reklama

Reklama

Bułgaria: Kolejne publiczne samopodpalenie

W Bułgarii doszło w środę do ósmej próby samospalenia od lutego. Mężczyznę w średnim wieku, który dokonał tego aktu publicznie w mieście Smolan na południu kraju, przewieziono do szpitala - poinformowało MSW. Desperat ma oparzenia na 70 proc. powierzchni ciała.

Fala samopodpaleń rozpoczęła się w lutym, gdy w kraju wybuchły protesty przeciwko wysokim rachunkom za energię. Doprowadziły one do dymisji centroprawicowego gabinetu Bojko Borysowa i rozpisania przedterminowych wyborów planowanych na 12 maja.

Reklama

Czterech sprawców desperackich czynów zmarło. Jeden z nich dokonał samospalenia na znak protestu przeciw malwersacjom władz w Warnie. Fala protestów po śmierci 36-letniego fotografa Płamena Goranowa zmusiła mera tego miasta Kiriła Jordanowa do ustąpienia. W pozostałych przypadkach przyczyną desperackich prób było ubóstwo i beznadzieja.

- Ludzie-pochodnie są symbolem dotychczasowych rządów centroprawicy - powiedział przed kilkoma tysiącami zwolenników na pierwszomajowym wiecu w Sofii lider Bułgarskiej Partii Socjalistycznej Sergiej Staniszew.

- Coraz więcej ludzi rozumie, że przez ostatnie cztery lata żyliśmy w kłamstwie. W kłamstwie i desperacji łatwiej manipulować ludźmi - mówił; przypomniał, że do wyborów decydujących o losie kraju zostało 10 dni.

Organizatorzy szacują, że na wiecu, będącym częścią kampanii wyborczej lewicy, i w pochodzie do parku, w którym odbywa się tradycyjne święto prasy lewicowej, uczestniczyło 35 tys. osób. Według obserwatorów zebranych było mniej.

Tegoroczne Święto Pracy zbiega się ze szczytem kampanii wyborczej. Wiece są bardziej jej elementem niż odnotowaniem 1 maja, o którym znany aktor Stefan Danaiłow, kandydat lewicy, powiedział: "Niestety, dzisiaj mamy święto nie pracy, lecz bezrobocia".


Dowiedz się więcej na temat: samopodpalenie | Bułgaria

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy