Reklama

Reklama

Bułgaria: Domniemany zabójca dziennikarki przyznał się do winy

Domniemany zabójca dziennikarki z bułgarskiego miasta Ruse Sewerin Krasimirow przyznał się do winy. Sąd w Ruse, dokąd mężczyzna został przewieziony z Niemiec, postanowił w ramach środka zapobiegawczego pozostawić go w areszcie.

"Bardzo żałuję. Jestem winny" - powiedział na sali sądowej 21-letni Rom, dodając, że przyjmie każdy wyrok. Rozprawa była otwarta, mimo starań obrońcy Krasimirowa, by prowadzono ją przy drzwiach zamkniętych.

Krasimirow powiedział, że w dniu zabójstwa, 6 października, spotkał przypadkowo Wiktorię Marinową, która uprawiała jogging w parku wzdłuż Dunaju. Mężczyzna dodał, że nie miał zamiaru napadać na nią i jej zabijać. Na miejscu doszło do sprzeczki, uderzył kobietę kilka razy i dalej nic nie pamięta, ponieważ był pod wpływem narkotyków - mówił. Zapewnił, że nie miał wspólników.

Reklama

Krasimirow nie pamięta, ile klas ukończył. Przebywał w Niemczech, gdzie pracuje jego matka, i nie mówi dobrze po bułgarsku.

Na rozprawie postawiono mu dwa zarzuty - gwałtu i zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Grozi mu dożywotnie więzienie.

Sprawa zabójstwa Marinowej nabrała szerokiego rozgłosu w kraju i za granicą. Bardzo ostro zareagowały m.in. ONZ, Komisja Europejska, deputowani Parlamentu Europejskiego, Rada Europy, niemiecki rząd i ambasada USA w Sofii. Wielu polityków i ekspertów sugerowało, że zabójstwo mogło być związane z pracą zawodową Marinowej, która zajmowała się m.in. tematem defraudacji funduszy unijnych; w jej ostatnim programie pojawiła się ekipa portalu Biwoł, prowadząca dziennikarskie śledztwo w tej sprawie.

Według bułgarskich śledczych takiego powiązania jednak nie ma. Jak informował prokurator generalny Sotir Cacarow, zabójstwo miało podłoże seksualne i rabunkowe.

Krasimirowa zatrzymano w ubiegłym tygodniu w Niemczech; dwa dni temu dokonano jego ekstradycji do Bułgarii.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne