Reklama

Reklama

Bułgaria: Były premier potwierdza, że był podsłuchiwany

​Nagrania z rozmowy byłego premiera, szefa stołecznej prokuratury i eksministra oskarżonego o malwersacje wstrząsnęły w piątek sceną polityczną Bułgarii. Były premier Bojko Borysow pośrednio potwierdził ich autentyczność, mówiąc, że był nagrywany w swym domu.

Zdaniem prokuratury były minister rolnictwa Mirosław Najdenow brał czynny udział w sprzeniewierzeniu funduszy unijnych.

W piątek na skrzynki mailowe redakcji wybranych mediów bułgarskich trafiły nagrania z około półtoragodzinnej rozmowy między Borysowem, Najdenowem oraz szefem sofijskiej prokuratury Nikołajem Kokinowem. Kilka godzin po publikacji nagrania Kokinow podał się do dymisji - poinformowała agencja BGNES.

"Naczelny polecił mi, żebym go ukrzyżował"

Reklama

Nagranie pochodzi prawdopodobnie z 15 kwietnia i zostało wykonane na kilka godzin przed konferencją prasową prokuratury, na której poinformowano o wszczęciu pięciu dochodzeń w sprawie prowadzonych przez MSW nielegalnych podsłuchów.

W rozmowie, zawierającej wiele przekleństw, Borysow, Najdenow i Kokinow poruszają m.in. kwestię tego, jak wpłynąć na świadków, którzy mogliby obciążyć Najdenowa w ewentualnym procesie. "To twój problem, bo chodzi o unijne pieniądze" - mówi Borysow do byłego ministra rolnictwa. A Kokinow dorzuca, że prokuratura "proponuje  porozumienie dwóm dziewczynom, jedną z nich jest ta, z którą żyjesz - ma złożyć zeznania na twoją niekorzyść, wtedy sama uniknie oskarżenia".

Z nagrania staje się jasne, że prokurator przekazuje Borysowowi dokumenty o toczących się dochodzeniach, omawiane są stosunki między prokuratorami a przedstawicielami mediów. Dziennikarz, który wcześniej publikował dokumenty świadczące o naruszeniach prawa przez prokuraturę w sprawie podsłuchów, jest określany wulgarnymi słowami. "Naczelny (prokurator) polecił mi, żebym go ukrzyżował" - mówi Kokinow.

Były premier Borysow, który obecnie prowadzi kampanię wyborczą na prowincji przed wyborami parlamentarnymi 12 maja, pośrednio potwierdził autentyczność nagrań. "Istnieją równoległe do MSW i państwa struktury, które prowadzą podsłuchy. Stoją za nimi (lider opozycyjnej lewicy) Sergej Staniszew i jego ludzie. Publikowane dzisiaj nagrania oznaczają, że ci ludzie są na tyle podli, że podsłuchują mnie w moim własnym domu" - powiedział.

Afera podsłuchowa

Afera podsłuchowa pogłębia się od czwartku, kiedy Najdenow oskarżył byłego wicepremiera i szefa MSW Cwetana Cwetanowa o nielegalne podsłuchiwanie wszystkich członków poprzedniego rządu. Cwetanow jest szefem obecnej kampanii wyborczej Borysowa i wiceszefem jego centroprawicowej partii GERB (Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii). Krótko potem Najdenow został wykluczony z tego ugrupowania.

W piątek były szef resortu gospodarki Trajczo Trajkow potwierdził, że wiedział o stosowanych na masową skalę podsłuchach.

Cwetanow odpiera zarzuty, a Borysow broni go. W piątek były premier powiedział, że celem "kampanii oszczerstw" jest usunięcie ze stanowiska Cwetanowa, do czego jednak nie dojdzie, gdyż to właśnie Cwetanow kontroluje partyjne struktury.

Skandal odbija się na notowaniach GERB. Według sondaży z początku kwietnia partia ta miała przewagę około 6 punktów procentowych nad głównym rywalem, lewicową Koalicją na rzecz Bułgarii, w której główną rolę odgrywa Bułgarska Partia Socjalistyczna (BSP) Staniszewa. Po nagłośnieniu skandalu przewaga ta stopniała do dwóch punktów procentowych i nadal maleje. Socjolog bułgarskiej filii Gallupa Andrej Rajczew nie wyklucza nawet porażki GERB w wyborach.

Dowiedz się więcej na temat: Bułgaria | Bojko Borysow

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy