Reklama

Reklama

​Brazylia: Spektakularny skok na bank. Rabusie opanowali miasto

Najpierw gangsterzy zablokowali drogi prowadzące do miasta Criciúma w południowej Brazylii, by uniemożliwić przybycie policyjnych posiłków. Następnie około trzydziestu zamaskowanych bandytów przystąpiło do ataku na bank - informuje NBC News. Przez dwie godziny panowali nad miastem.

Napastnicy zjawili się w mieście gotowi do bitwy - byli zamaskowani, mieli kamizelki kuloodporne, hełmy i broń automatyczną dużego kalibru. W Criciúma dało się słyszeć strzały i eksplozje. Akcja przestępców, która trwała około dwóch godzin, rozpoczęła się w poniedziałek (30 listopada), tuż przed północą czasu miejscowego. Jak informuje Reuters, powołując się na oświadczenie żandarmerii wojskowej prowincji Santa Catarina, nikt nie zginął. Ranne zostały dwie osoby, wśród których jest policjant.   

Reklama

Za swój cel gang obrał placówkę Baku Brazylii. Aby dostać się do pieniędzy bandyci użyli ładunków wybuchowych. Jedna z eksplozji wyrzuciła na ulice miasta fontannę banknotów. W czasie gdy jedni rozpruwali skarbiec banku, inni napastnicy ostrzeliwali policjantów.

- To były surrealistyczne sceny - stwierdził Clésio Salvaro, burmistrz miasta liczącego około 220 000 mieszkańców, udzielając wywiadu telewizyjnego we wtorek rano. - Miasto pogrążyło się w panice.

- Nie mam pojęcia, skąd pochodzą, ale byli profesjonalistami - stwierdził, odnosząc się do tego, jak zorganizowana była akcja gangu. - Nigdy w historii tego miasta nie doświadczyliśmy czegoś takiego - podkreślił burmistrz. 

"Wyspecjalizowana grupa"

Napastnicy byli świetnie przygotowani, a cała operacja zaplanowana w najmniejszych szczegółach. Po wszystkim odjechali w kolumnie samochodów.

Na razie nie wiadomo, jak dużą kwotę udało się ukraść w czasie skoku na bank. Gdy włamywali się do sejfu eksplozja wyrzuciła część banknotów w powietrze. Mieszkańcy Criciúma rzucili się do zbierania pochodzących z kradzieży pieniędzy. Jak podaje BBC, ci których policjanci zdążyli zatrzymać, mieli zebrać około 800 tys. reali (560 tys. zł.).

Jak poinformowała Samira Bueno, cytowana przez "The New York Times" dyrektor wykonawcza Brazylijskiego Forum Bezpieczeństwa Publicznego, taka taktyka nie jest obca siłom bezpieczeństwa. Przestępcy przeprowadzali podobne ataki już wcześniej, choć nie koniecznie stoi za nimi ta sama grupa. Rabusie zawsze wybierali mniejsze miasta, położone na uboczu, w których siły policyjne nie mają tak dużego doświadczenia w zwalczaniu brutalnej przestępczości. Nie decydowali się na ataki w miastach takich jak np. Rio de Janeiro, gdzie funkcjonariusze są dobrze uzbrojeni i wyszkoleni. 

- To ciekawe widzieć, jak bardzo nieprzygotowane były siły bezpieczeństwa do poradzenia sobie z tym incydentem - stwierdziła Bueno. - To jasne, że mamy do czynienia z dobrze zorganizowaną i wyspecjalizowaną grupą - podkreśliła.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje