Reklama

Reklama

Birma: Początek kampanii wyborczej Aung San Suu Kyi

Birmańska laureatka Pokojowej Nagrody Nobla Aung San Suu Kyi, której partia wystartuje w kwietniowych wyborach uzupełniających do parlamentu, rozpoczęła we wtorek kampanię wyborczą.

Wiwatujące tłumy witały opozycjonistkę we wszystkich miejscowościach, które odwiedziła podczas czterogodzinnego pobytu w prowincji Irawadi, na południe od Rangunu. Są to tereny zniszczone w 2008 roku przez cyklon Nargis; zginęło wówczas lub zaginęło prawie 140 tys. ludzi.

Reklama

"Kochamy Matkę Suu" wykrzykiwali zwolennicy 66-letniej noblistki, wymachując bukietami róż.

W poniedziałek komisja wyborcza oficjalnie zaakceptowała kandydaturę Suu Kyi w wyborach uzupełniających do parlamentu, które odbędą się 1 kwietnia.

Choć Suu Kyi będzie walczyła o miejsce w parlamencie z okręgu Kawhmu, na południe od Rangunu, rozpoczęła ona kampanię ogólnokrajową, by zdobyć poparcie dla innych członków swojego ugrupowania, Narodowej Ligi na rzecz Demokracji (NLD).

Opozycjonistka po raz ostatni odwiedziła prowincję Irawadi podczas kampanii w 1989 roku. Choć rok później NLD odniosła wielkie zwycięstwo wyborcze, wojskowy reżim zignorował wyniki i uwięził wielu członków ugrupowania oraz jego zwolenników, w tym przyszłą laureatkę Pokojowej Nagrody Nobla.

Birmańskie władze rozwiązały NLD w maju 2010 roku, krótko po zapowiedzi, że ugrupowanie zbojkotuje kolejne wybory. Zwyciężyła w nich partia wspierana przez wojskowych. Tydzień po głosowaniu Suu Kyi zwolniono z aresztu domowego, w którym w sumie spędziła 15 lat.

W listopadzie 2011 roku NLD zdecydowała się powrócić na scenę polityczną kraju w następstwie reform wdrażanych przez nominalnie cywilne władze, wspierane przez wojskowych. W marcu ubiegłego roku rządząca od lat junta przekazała formalnie władzę popieranej przez nią administracji cywilnej, a prezydent Thein Sein rozpoczął dialog z demokratyczną opozycją i zapowiedział dalsze reformy.

Szybkie reformy zaskoczyły nawet najtwardszych krytyków birmańskich władz - ocenia agencja AP. Na wolność wyszły setki więźniów politycznych, podpisano zawieszenie broni z rebeliantami i poluzowano cenzurę. Władze mają nadzieję, że zmiany doprowadzą do zniesienia sankcji gospodarczych, wprowadzonych za rządów generałów. Jednak Zachód i ONZ jako warunek stawiają przeprowadzenie wolnych i sprawiedliwych wyborów.

Nawet jeśli w wyniku kwietniowych wyborów partia Suu Kyi obsadzi wszystkie 48 miejsc w parlamencie, o jakie toczyć się będzie wyborcza walka, jej wpływ pozostanie minimalny. W 440-osobowej izbie niższej wojskowi mają zagwarantowanych 110 miejsc, a w 224-osobowej izbie wyższej - 56. Głównej, zbliżonej do armii partii przypada 80 proc. z pozostałych 498 miejsc.

Dowiedz się więcej na temat: 'Wyborcza' | Birma | Aung San Suu Kyi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne