Reklama

Reklama

Białucha arktyczna w wodach Tamizy

Kilka dni temu w Tamizie zauważono "bardzo dużą rybę". Teraz okazuje się, że jest to zagubiona białucha arktyczna - podaje BBC. Skąd się tam wzięła?

Zaskakuje przede wszystkim to, że białucha arktyczna znalazła się w Wielkiej Brytanii, tysiące kilometrów od swojego naturalnego środowiska, jakim jest Ocean Arktyczny. Skąd więc się tam wzięła? Na to pytanie próbują odpowiedzieć brytyjscy naukowcy.

Białucha arktyczna ma bardzo wydatny tzw. melon, który pełni niezwykle ważną funkcję w zakresie echolokacji. Przypuszcza się, że białuchy mają jeszcze lepsze zdolności echolokacyjne od delfinów, powszechnie uznawanych za najlepszych nawigatorów. Wobec powyższego, brytyjski wieloryb być może jest chory i ma zaburzony zmysł echolokacji, a być może przez hałas po prostu zboczył z toru.

Reklama

Wieloryba po raz pierwszy zauważono we wtorek, w okolicach Gravesend w hrabstwie Kent, ponad 40 km od Londynu. Początkowo budził niepokój, a w Wielkiej Brytanii znów zaczęto mówić o potworze z Loch Ness, czyli słynnej tamtejszej legendzie. Jak się okazało, wieloryba zauważono jeszcze kilka razy, w innych miejscach, i udało się określić, że jest to właśnie białucha arktyczna.

Powołano nawet specjalną ekipę ratunkową.

"W tej chwili wieloryb zachowuje się normalnie. Nie mamy związanych z tym żadnych obaw. Ruszył dalej w kierunku ujścia Tamizy, co jest dobrym znakiem" - mówi BBC Clare Dew z akcji ratunkowej.

"Wygląda na to, że żywi się normalnie, nie zbliża się do brzegu, a znajduje się w głębokim rowie w samym środku Tamizy" - dodaje.

Eksperci obawiają się natomiast, że głodny wieloryb mógłby zacząć żywić się plastikowymi i szklanymi butelkami i torebkami, których w Tamizie jest bardzo dużo.

Naukowcy na razie obserwują zachowanie białucha. Wolą, by poradził sobie sam, a sytuacją niepożądaną byłyby próby ratowania go przez ludzi. W okolicach, gdzie pływa wieloryb, nie poruszają się statki i łodzie. Białucha potrzebuje niemal idealnej ciszy, by przywrócić zdolność nawigacyjną i wpłynąć do odpowiedniejszego akwenu. Każdy hałas może to znacznie utrudnić.

Tymczasem trzy lata temu białuchy arktyczne zostały dostrzeżone w okolicach Irlandii Północnej, ale nigdy nie wpłynęły w głąb wyspy.

Białuchy arktyczne osiągają długość od czterech do sześciu metrów. Największe okazy mogą ważyć nawet 1,5 tony. Brytyjczycy piszą, że wieloryb, który zagubił się w Tamizie, ma około 20 stóp, co oznacza, że mierzy ponad sześć metrów.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy