Reklama

Reklama

Białoruś: Skrajne reakcje po wywiadzie byłego specnazowca o mordach politycznych

W białoruskich media pojawiają się skrajne komentarze dotyczące wyznań byłego funkcjonariusza specnazu. Na łamach Deutsche Welle zdradził on, że uczestniczył w porwaniach oraz był świadkiem zabójstw politycznych na Białorusi. Ich ofiarami mieli paść przeciwnicy prezydenta Aleksandra Łukaszenki, którzy zaginęli w latach 1999-2000.

"Od 'można mu wierzyć' do 'rosyjskiej wrzutki'" - tak komentarze na temat wywiadu byłego funkcjonariusza oddziałów specjalnych milicji (SOBR - Specijalnyj Otriad Bystrogo Rieagirowania) Juryja Harauskiego podsumowuje Radio Swaboda, białoruska redakcja Radia Wolna Europa.

Reklama

Wywiad z 41-letnim Juryjem Harauskim opublikował w poniedziałek portal rosyjskiej redakcji Deutsche Welle. Mężczyzna miał sam zwrócić się do Deutsche Welle we wrześniu tego roku po wcześniejszej ucieczce z Białorusi.

Mężczyzna twierdzi, że w latach 1999-2003 służył w siłach specjalnych SOBR pod dowództwem Dzmitryja Pauliczenki. Na zlecenie z góry, razem z innymi funkcjonariuszami, porwał i uczestniczył w zabójstwie byłego szefa MSW Juryja Zacharenki, byłego przewodniczącego Centralnej Komisji Wyborczej Wiktara Hanczara oraz jego przyjaciela, biznesmena Anatola Krasouskiego. Mężczyźni zaginęli w niewyjaśnionych okolicznościach w latach 1999-2000.

Komentarze z różnych stron

W ciągu pierwszej doby po publikacji wywiadu Harauskiego w mediach niezależnych na Białorusi pojawiły się komentarze krewnych zaginionych, osób, które zajmowały się badaniem zabójstw polityków, a także byłych funkcjonariuszy i dowódcy SOBR, którego Harauski oskarża o to, że osobiście dokonał egzekucji.

Oficjalne struktury na razie nie komentują wywiadu Harauskiego. Prokuratura generalna odesłała dziennikarzy do Komitetu Śledczego. Komitet Śledczy oświadczył, że zapoznaje się ze sprawą.

Cytowany przez kilka różnych niezależnych mediów Dzmitry Pauliczenka odciął się od sprawy zabójstw - oświadczył, że SOBR nie miał z nimi nic wspólnego. W różnych wywiadach podawał jednak sprzeczne informacje o samym Harauskim. Najpierw twierdził, że go znał, a potem - że pomylił go z innym funkcjonariuszem.

"Kompletną bzdurą" nazwał rewelacje Harauskiego były funkcjonariusz, który służył z nim w jednym oddziale. "Harauski po prostu wymienił ludzi, z którymi pracował. To wszystko. Do widzenia" - powiedział Alaksandr Rumianceu.

Córka jednego z zaginionych: To rzeczywiste wydarzenia

Córka Juryja Zacharenki Alena oceniła w wywiadzie dla Deutsche Welle, że "to rzeczywiste wydarzenia". "To ciężkie, widzieć miejsca pochówku, słyszeć, jak to się odbyło. To nie on jednak (Harauski), to cały system w jego osobie. Jemu nic nie można powiedzieć" - oceniła córka Zacharenki.

Były śledczy prokuratury, który w 1999 r. stanął na czele społecznej komisji do spraw badania zaginięć oponentów prezydenta Łukaszenki, ocenił: relacja Harauskiego "w dużym stopniu jest zbieżna z naszą wersją, którą ogłosiliśmy trzy dni po zaginięciu".

Ałeh Ałkajeu, były dyrektor aresztu KGB, autor książki "Rasstrelnaja komanda" (Ekipa do zabijania), powiedział internetowej gazecie Nasza Niwa, że "słowa Harauskiego trzeba uznać za prawdę". "Może nie wszystko widział i nie wszystko wie, ale wziął na siebie ten ciężar i odpowie za to" - ocenił.

Jego zdaniem publikacja materiału to sygnał dla białoruskiego prezydenta od "starszych braci z Moskwy, którzy zamknęli mu szlaban na Zachód". "Siedzą na Kremlu mądrzy ludzie i widzą, że człowiek trochę zaczął przesadzać. Trzeba było mu pokazać, że droga na Zachód jest zamknięta, szlaban opuszczony. Trzeba odpowiedzieć na wszystkie pytania, jakie postawił ten zbieg" - powiedział Ałkajeu.

Były szef białoruskiego MSW: Pojawił się nieprzypadkowo

Były minister spraw wewnętrznych Jury Siwakou stwierdził z kolei w rozmowie z Naszą Niwą, że wywiad Harauskiego pojawił się nieprzypadkowo na kilka dni przed rozmowami prezydentów Białorusi i Rosji o pogłębionej integracji.

"Materiał jest zrobiony profesjonalnie (...). I, co najważniejsze, w odpowiednim momencie. Kiedy ma być to spotkanie Łukaszenki i Putina? 20 grudnia? Myślę, że to nawet nie jest deser, a dopiero przekąska. Powinny pojawić się jeszcze pierwsze, drugie i trzecie danie. Takie atuty przygotowuje się zawczasu. Leżą sobie gdzieś, czekają na minutę prawdy, potem są ujawniane społeczeństwu" - powiedział Siwakou.

"Myślę, że można mu wierzyć. Opowiada szczegóły, które łatwo sprawdzić, i to wiele mówi. Człowiek twierdzi, że trupy zakopano, zakopano samochód i jest gotów wskazać miejsca, ujawnia nazwiska - to wszystko można sprawdzić i są podstawy, by zrobić to pilnie" - powiedział z kolei Mikałaj Kazłou, lider opozycyjnej Zjednoczonej Partii Obywatelskiej i były podpułkownik milicji.

Specnazowcy chcą się bronić

Media ujawniły również treść pisma stowarzyszenia byłych specnazowców Honor, do którego dotarł bloger NEXTA. Byli funkcjonariusze zwrócili się do prezydenta z prośbą o możliwość zorganizowana konferencji prasowej, by "obronić honor państwa, prezydenta, specnazu i członków stowarzyszenia".

"Biorąc pod uwagę ciężką sytuację materialną członka stowarzyszenia pana J. Harauskiego, a także zbliżające się wybory prezydenckie, podejrzewamy, że wywiad ten jest atakiem informacyjnym na suwerenność, honor i godność naszego kraju oraz prezydenta, jak również specnazu i naszego stowarzyszenia" - napisał w piśmie przewodniczący organizacji kombatantów specnazu Honor. Według listu za prowokacją stoją siły, które dążą do destabilizacji Białorusi.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje