Reklama

Reklama

Bezdzietni z wyboru

Nie ma z czego się tłumaczyć. Niektórzy ludzie po prostu nie chcą mieć dzieci. Mówi się o tym coraz częściej i głośniej - pisze na łamach "Przeglądu" Karolina Grzech.

Reklama

"Tu możesz się wyżalić, porozmawiać o kłopotach z samą sobą i światem wokół Ciebie, jak również podzielić radością, która stała się Twoim udziałem", zaprasza internetowe forum dla matek.

Użytkowniczka edzia086 ma trudne pytanie. "Według naukowców jedno dziecko w USA to 58,6 tony szkodliwych emisji rocznie. Rodzina, która rezygnuje z kolejnego potomka, przyczynia się do dobra środowiska tak jak 684 nastolatków, którzy zobowiązaliby się do końca życia obsesyjnie dbać o recykling". Edzia086 widziała też wyliczenia: w ciągu roku jeden człowiek pompuje do atmosfery tyle dwutlenku węgla, ile jeden samochód w ciągu 20 lat. "To jak, zrezygnowałybyście z dzieci lub chociaż ograniczyły ich ilość, aby chronić klimat?".

Reklama

Pod jej postem ponad 200 komentarzy. Zdania są podzielone. Karen8 uważa, że problem jest wydumany: "Popełnisz samobójstwo, żeby chronić klimat? - szydzi. - Mniej więcej ten poziom dywagacji". Wtóruje jej Demagda: "Jak rezygnujesz z dziecka, to dla kogo chronisz klimat? Sztuka dla sztuki?". Po nas choćby potop. Albo wyspa z pieluch na Oceanie Spokojnym.

Taki ton debaty nie dziwi - forum dla młodych matek to niekoniecznie najlepsze miejsce, by dyskutować o świadomej bezdzietności. Jednak sam fakt, że temat tam się pojawił, świadczy, że dobrowolna rezygnacja z rodzicielstwa jest coraz bardziej obecna w debacie publicznej. Dzieci można nie chcieć. Mówi się o tym coraz częściej i głośniej, nie tylko w kontekście zmian klimatu.

Marta chce lepiej spożytkować energię

Marta również troszczy się o klimat, ale matką nie chce zostać z innego powodu. Gdy zaczęło się mówić o kryzysie klimatycznym, zyskała jedynie dodatkowy argument. Uważa, że ludzie nie podchodzą do wychowania dzieci dostatecznie poważnie. Rodzicielstwo to zobowiązanie na całe życie, którego ona nie chce brać na siebie. O sobie mówi, że jest cyfrową nomadką. Pomieszkuje tam, gdzie akurat można - czasem u znajomych, czasem w wynajętym mieszkaniu. Pracuje w start-upach, organizuje wydarzenia związane z pracą zdalną, zna się na marketingu. Uczy też ludzi, jak walczyć z prokrastynacją i efektywnie realizować cele.

- Wychowanie szczęśliwego człowieka pochłania mnóstwo czasu i energii - wyjaśnia. - Ktoś może chcieć przeznaczyć je na dziecko, ale ja wolę spożytkować te zasoby w inny sposób.

Dziecko jako zabezpieczenie na przyszłość? - W Europie nie potrzebujemy już dziesięciorga dzieci, żeby troszczyły się o nas na starość - uważa. - Mamy inne narzędzia, żeby zadbać o siebie i swój przyszły dobrobyt.

"Efektywny altruizm"

Marta czuje się odpowiedzialna także za dobrobyt innych. Dlatego próbuje żyć w zgodzie z założeniami efektywnego altruizmu. Efektywni altruiści mówią o sobie, że kierują się i sercem, i rozumem. Próbują pomagać tak, aby ich działania spowodowały maksymalnie pozytywne zmiany. Najbardziej znany popularyzator tego ruchu to Peter Singer. Jego wystąpienie na platformie TED z marca 2013 r. ma ponad dwa mln odsłon. Singer promuje racjonalne, ilościowe podejście do rozwiązywania globalnych problemów, takich jak głodowa śmierci dzieci. 

Stawia kontrowersyjną tezę: aby żyć w sposób moralny, nie wystarczy powstrzymać się od czynienia zła. Musimy być aktywni; nadwyżkę własnych zasobów przeznaczyć na pomoc innym i dzielić się w przemyślany sposób. Efektywny altruizm nie nawołuje do bezdzietności. Dobrostan członków ruchu jest ważny, dlatego każdy powinien żyć w zgodzie ze swoimi wartościami i aspiracjami. Ale jednocześnie nie chodzi o to, żeby było nas jak najwięcej. Raczej o to, żebyśmy wszyscy żyli najlepiej, jak to możliwe.

700 tys. hedonistów?

W 2019 r. na jedną Polkę w wieku reprodukcyjnym (15-49 lat) przypadało 1,43 noworodka. Byliśmy pod tym względem na 19. miejscu wśród 27 krajów Unii Europejskiej. Szacunki mówią, że co piąta Polka urodzona w 1975 r. nie została i nigdy już nie zostanie matką. Badaczka zjawiska bezdzietności Barbara Dolińska pisze, że świadoma decyzja, by nie mieć dzieci, to ciągle margines. W różnych niezależnych od siebie badaniach bezdzietni z wyboru stanowią ok. 5 proc. ankietowanych. Jeśli te wyniki są miarodajne, ponad 700 tys. osób w Polsce świadomie rezygnuje z rodzicielstwa. Ile jest ich naprawdę i jakie mają motywacje, trudno powiedzieć, bo niewiele zebrano na ten temat danych. Międzynarodowe badania, które uwzględniały pytanie o bezdzietność z wyboru, pozostały w sferze planów. Pandemia wymusiła na socjologach inne priorytety.

Przekonanie, że dzieci dają szczęście, jest powszechne na całym świecie (chociaż - jak pisze dr Dolińska - nie znajduje potwierdzenia w badaniach empirycznych). A jeśli źródłem szczęścia jest rodzicielstwo, można by założyć, że bezdzietni muszą być samotni i nieszczęśliwi. Nawet jeśli jednocześnie zarzuca się im, że żyją beztrosko i bez obciążeń. Bezdzietnych z wyboru powszechnie uważa się za hedonistów i krótkowzrocznych egoistów, a media i kultura wzmacniają ten przekaz. Wystarczy przypomnieć sobie prezeskę z telewizyjnego spotu, która "zdążyła pojechać do Paryża, ale nie zdążyła zostać matką".

Tyle że i w tym przypadku percepcja nie idzie w parze z empirią. Jak pisze Barbara Dolińska w miesięczniku "Znak", "poziom empatii, przystosowanie i hierarchia wartości nie różnicują osób bezdzietnych z wyboru i tych, którzy zdecydowali się na posiadanie dziecka". Okazuje się za to, że bezdzietni z wyboru są bardziej solidarni. Jak przyznaje Dolińska, zdziwiło to nawet badaczy: "Wizerunek młodych ludzi, którzy zakładają, że nie chcą mieć dzieci ani teraz, ani w przyszłości, nie potwierdza zatem stereotypu niewrażliwych, nieprzystosowanych lekkoduchów skoncentrowanych na hedonistycznym doświadczaniu przyjemności. To raczej odpowiedzialne i rzetelne jednostki traktujące rodzicielstwo nader poważnie".

Michał Z. jest za szczęściem - mimo wszystko

Michał nie wygląda na lekkoducha. Studiuje filozofię, o swoich poglądach mówi z profesjonalizmem zawodowego etyka. - Uważam, że cierpienie odczuwa się dużo dotkliwiej niż szczęście. Ale nie jestem radykalny. Gdyby na 1000 osób 999 żyło w idylli, a jedna cierpiała, nie byłbym antynatalistą.

Antynatalizm to pogląd filozoficzny. Jego głównym popularyzatorem jest obecnie David Benatar, filozof z RPA. Ale podobne wątki można znaleźć w pracach Schopenhauera, Nietzschego czy Ciorana, a źródła antynatalizmu sięgają buddyzmu i gnostycyzmu. W wielkim skrócie: antynatalizm negatywnie ocenia narodziny, ponieważ są źródłem cierpienia nieuchronnie związanego z życiem. Samo życie, jeśli już powstanie, jest jednak warte troski i ochrony. Chodzi przecież o to, żeby było jak najmniej cierpienia.

Michał: - Myślę, że w decyzji o posiadaniu dzieci dużą rolę odgrywa intuicja moralna. Większość ludzi nie zastanawia się nad tym. Przekonanie, że życie jest super i należy je rozwijać, to potężny dogmat. Uważam, że wszyscy jesteśmy egoistami. Posiadanie dzieci, tak samo jak ich nieposiadanie, wynika z egoistycznych pobudek. Rozumiem, fajnie by było, żebyśmy mieli emerytury. Ale generować nowe byty, żeby ktoś nam podał szklankę wody na starość?

Bezdzietność ze względu na klimat Michał traktowałby podejrzliwie. Ci, których martwi globalne ocieplenie, to niekoniecznie antynataliści, czyli osoby przekonane, że życie jest złe. - Debata o klimacie to świeża sprawa, więc taka motywacja musi być dość nowa. Z drugiej strony niektórzy desperacko potrzebują poczucia sprawczości. Może deklarując bezdzietność, czują, że mogą coś zdziałać wobec zmian klimatu? - zastanawia się Michał.

Antynatalistom bliska jest filozofia utylitaryzmu, czyli przekonanie, że trzeba maksymalizować to, co pożyteczne i dobre, a minimalizować cierpienie. Michał stara się wprowadzać w życie te ideały. Był wolontariuszem w organizacji walczącej o prawa zwierząt, do dziś wpłaca pieniądze na ten i inne cele charytatywne. Organizacje, które wspomaga, dobiera według klucza efektywnego altruizmu - zwraca uwagę na to, jak skutecznie działają.

Zauważam, że altruizm to bardzo pozytywna przesłanka do antynatalizmu. Michał uśmiecha się: - My, antynataliści, może i jesteśmy nieszczęśliwi, ale bardzo zależy nam, żeby świat był dobry.

Michał T. stawia na jakość


Michał T. ma świadomość, że radykalne poglądy łatwo zlekceważyć, zwłaszcza jeśli odbiegają od normy. Dlatego chętnie debatuje i szuka rozmówców myślących inaczej niż on. Do grupy dla antynatalistów, którą założył na Facebooku, zaprosił też znajomych, którzy mają dzieci. Dziś grupa to forum dyskusji dla ponad sześciu tys. członków. I kopalnia antynatalistycznych memów.

Michał rozważa zostanie metrologiem - specjalistą od dokonywania i interpretacji pomiarów. To chyba trafny wybór, bo przez telefon słucha się go tak, jakby rozrysował sobie wszystkie pojęcia, argumenty i związki przyczynowo-skutkowe. Wspaniale wyjaśnia filozoficzne i logiczne zawiłości antynatalizmu. Tłumaczy, że to nie to samo, co denatalizm albo ekstynkcjonizm - przekonanie, że ludzkość powinna wyginąć. Antynataliści po prostu nie uważają za słuszne mnożenia życia za wszelką cenę. Michał sądzi, że dzieci powinno się mieć tylko wówczas, jeśli można im zapewnić dobre warunki. Róbcie domy, a nie dzieci - to byłoby jego przesłanie dla ludzkości.

Nic nie stoi na przeszkodzie, by antynataliści adoptowali i wychowywali dzieci - to, jak mówi, "antynatalizm opiekuńczy". Niektórzy decydują się na takie rozwiązanie, jeśli chcą być rodzicami bez powoływania na świat nowego życia. Michał ma duży dystans do siebie i swoich poglądów. Nie wyklucza zresztą, że kiedyś je zmieni. Na razie jednak antynatalizm wydaje mu się najbardziej logicznym podejściem do życia.

Marta, Ola i Dasza chcą żyć po swojemu


Marta - z wykształcenia pedagożka, z zamiłowania graficzka, z przekonania delikatna nihilistka. Życie to według niej przede wszystkim cierpienie. Nie widzi sensu, by kogoś na nie skazywać: - Nie byłabym dobrą matką. Nie chcę również przekazać potencjalnym dzieciom moich problemów z sercem i poważnych chorób skóry. Ale jeśli ktoś chce mieć dzieci i będzie potrafił zapewnić im dobre warunki - to super. Mam duży szacunek dla mojej siostry, matki dwójki szczęśliwych maluchów.

Ola rozmawia ze mną trochę z ciekawości, trochę sprowokowana docinkami swojego chłopaka. On też nie chce mieć dzieci, ale powtarza jej, że antynatalizm nie istnieje, a rzekomi antynataliści to banda oszołomów. Ola chce dorzucić swoje trzy grosze, bo przecież antynataliści działają dla dobra planety, a więc całego społeczeństwa. No, w pewnym sensie.

Klimat? - Za 10 lat może zabraknąć wody, pszczoły giną, zima w Polsce to jakiś żart. Prognozy pokazują, że nic z tym nie robimy... Możliwe, że moje potencjalne dzieci nie miałyby czego do garnka włożyć. Nie umiem skazywać kogoś na takie cierpienie - mówi Ola. Ale to nie kwestie klimatyczne są dla niej decydujące. Nie chciałaby usłyszeć tego samego, co powiedziała kiedyś swojej matce: że żałuje, że żyje, i wolałaby, żeby matka ją wyskrobała. Może niepotrzebnie wtedy się uniosła, ale pod tą opinią podpisuje się nadal.

Jak wobec tego wyobraża sobie idealne życie? - Bezludna wyspa, dobrodziejstwa natury, zwierzęta... Żadnych ludzi. No, może ktoś o poglądach podobnych do moich. Ale - dodaje po namyśle - tak naprawdę idealne życie to brak życia.

Dasza pracuje w marketingu, pasjonuje ją psychologia. Zawód marzeń: policyjna profilerka. W przeciwieństwie do Oli uważa, że życie jest piękne. - Rozumiem, że ludzie chcą przekazać swoje geny, ale tyle dzieci żyje w domach dziecka albo na ulicy. Dlaczego takich nie wziąć, skoro już są? To dla mnie jeden z argumentów, by się nie rozmnażać.

Inny argument jest taki, że Dasza - jak Marta i Ola - w dzieciństwie doświadczyła modelu rodzicielstwa, którego nie chciałaby powielać. Poza tym panicznie boi się ciąży, porodu i tego, jak mogłoby się zmienić jej ciało. Kiedyś myślała, że bycie matką to cel nadrzędny. Uświadomienie sobie, że nie chce tak żyć, wymagało od niej długich przemyśleń i lat pracy nad samoświadomością.

- Myślę, że dla wielu kobiet zostanie matką to najprostsze wyjście, takie życie na autopilocie - mówi. Dasza woli sama zdecydować, dokąd poleci.

Buntownicy bez powodu?


W społecznej dyskusji o planowanej bezdzietności dominuje jedno pytanie: dlaczego? Dużo zastanawiamy się, jak można nie chcieć dziecka, jednocześnie nie pytając, czemu większość z nas chce być rodzicami. Używamy argumentów ekonomicznych. Mówimy o przetrwaniu gatunku, narodu, o obowiązku, o determinizmie biologicznym. Nie wspominamy o wolności wyboru i wzajemnym poszanowaniu poglądów. Od świadomie bezdzietnych oczekujemy, że będą nas przekonywać do swoich racji, a my mamy prawo je uznać lub nie, filtrując odpowiedź przez naszą własną moralność.

Jesteśmy w stanie zaakceptować bezdzietność wtedy, kiedy stoi za nią szczytna motywacja. Blythe Pepino z brytyjskiej grupy BirthStrike ma prawo o swojej decyzji mówić z dumą, bo chce chronić planetę. Ale nie podoba nam się, że nasza sąsiadka z klatki dziecka nie ma tak po prostu, a nie dla wyższej sprawy. Mówi, że macierzyństwo nigdy jej nie interesowało, ale części z nas to nie przekonuje - pewnie tak gada, bo wstyd się przyznać, że nie mogła.

Bezdzietnik.pl założyła Edyta Broda, żeby opowiedzieć, jak wygląda codzienne życie dojrzałej, bezdzietnej kobiety w dzisiejszej Polsce. Chciała dać świadomie bezdzietnym głos, bo jak pisze we wstępie do bloga, "są chyba ostatnią grupą, która nie zrobiła jeszcze zbiorowego coming outu". W 2018 r., przedstawiając się czytelnikom, Edyta podkreślała: bezdzietni "nie piszą książek ani blogów, nie reagują na inwektywy, nie biegają do telewizji śniadaniowych". Dzięki jej działalności zaczynają być widoczni. Sama bywa w telewizji, udziela licznych wywiadów. Napisała książkowy przewodnik po bezdzietności z wyboru. Na blogu i w mediach społecznościowych nie tylko rozprawia się z mitami dotyczącymi życia bez dzieci, ale też daje praktyczne porady. We współpracy z czytelniczkami stworzyła mapę gabinetów ginekologicznych przyjaznych bezdzietnym. Pisze o sterylizacji antykoncepcyjnej kobiet, która - w przeciwieństwie do wazektomii - nie jest w Polsce niedostępna.

Sukces Bezdzietnika przerósł najśmielsze oczekiwania Edyty. - Ci, którzy mają niepopularne poglądy, potrzebują bezpiecznej przestrzeni, żeby móc wyrażać je bez skrępowania. A motywacje i styl życia bezdzietnych wciąż są publicznie kwestionowane - zwraca uwagę.

Swoje posty podpisuje jako Chwatka Niematka. Trafnie, bo publiczne mówienie o tym, że szczęście mogą dawać nie dzieci, ale ich brak, nadal wymaga w Polsce sporej odwagi cywilnej. Jak przed każdą mniejszością, tak i przed bezdzietnymi z wyboru stawia się niemożliwe do spełnienia wymagania. Z jednej strony, jeśli już chcą być bezdzietni, to niech - jak ironizuje Edyta - nie dorabiają do tego ideologii, jakichś -izmów, teorii o cierpieniu i klimacie. Z drugiej strony, jeśli otwarcie mówią, że po prostu wolą życie bez dzieci, osądza się ich - na przekór wynikom naukowych badań - jako egoistycznych hedonistów. To bardzo polski paradoks: tak źle i tak niedobrze.

Karolina Grzech

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy