Reklama

Reklama

​Bezdomny Polak podbija serca Madrytu

Hiszpanie nazywają go "pan Kowalczyk". Nie jest to jego prawdziwe nazwisko. Ma około pięćdziesięciu lat i zanim został bezdomnym, pracował na budowie. Od niemal dekady śpi na ulicy, ostatnio w luksusowej dzielnicy w centrum Madrytu, gdzie o Polaku jest coraz głośniej. Jej mieszkańcom podoba się, że maleńki zaułek, w którym sypia, jest zamieciony i udekorowany, a pan Kowalczyk - czysty i śledzący na bieżąco polityczne wydarzenia kraju.

Od trzech lat zaimprowizowanym domem jest dla Polaka niewielki uskok ściany. Na ceglanym murze wisi wielka flaga Hiszpanii, różaniec, a także obrazy i okładka analogowej płyty Enrique Urquija - kompozytora, wokalisty i gitarzysty, który przed dwudziestoma laty zginął w wypadku samochodowym. 

Reklama

Na Halloween Polak powiesił wycięte z kartonu nietoperze, a teraz, przed świętami Bożego Narodzenia - ozdoby choinkowe. Od ulicy oddzielają go kartony i udająca okno plastikowa kratka. W środku niemal całą powierzchnię zajmuje materac i nocna szafka, którą teraz pan Kowalczyk ozdobił miniaturową choinką i żłóbkiem ze świętą rodziną.

Początki były trudne. Kiedy przed trzema laty Polak po raz pierwszy rozłożył kartony w zagięciu muru, konsjerż (dozorca) eleganckiej kamienicy chciał dzwonić po policję. Nie zgodzili się na to pracownicy firmy, do której należy fasada domu, pod którą mieszka bezdomny. Powoli, widząc zadbany i udekorowany kąt, do Polaka zaczęli przekonywać się najpierw mieszkańcy domu, a potem dzielnicy. Cenią go za porządek i wiedzę. 

- On zawsze czyta - twierdzi mieszkanka Chamberi. Teraz, niemal codziennie, pan Kowalczyk znajduje obok swojego posłania kawę i śniadanie, a sprzątaczka firmy, która zajmuje parter, podarowała mu zegarek.   

Położona w centrum Madrytu Chamberi, gdzie śpi, zwana jest "dzielnicą arystokratów". Ceny mieszkań rzadko schodzą poniżej miliona euro. Tam też usytuowane są najlepsze galerie sztuki i najpopularniejsze w mieście restauracje. Ulice tej najbardziej ekskluzywnej dzielnicy codziennie przemierza bezdomny Polak. Wcześniej jednak wypełnia poranną rutynę.

Jak donosi dziennik "El Pais", pan Kowalczyk budzi się codziennie punktualnie o 10.10. Potem, na starym telefonie komórkowym, czyta poranne wiadomości, ścieli łóżko i zamiata chodnik, przy którym sypia. Kolejnym punktem poranka jest wzięcie pastylki na serce i przeczytanie kilku stron kryminału. 

Do Hiszpanii dotarł 20 lat temu. Rozwoził butle z gazem, a potem pracował na budowie. Jednak przez chory kręgosłup, serce i kontuzję ręki musiał zrezygnować z zajęć i pewnego dnia znalazł się na ulicy. Niewykluczone, że wkrótce znów czeka go tułaczka, bo firma, która zajmuje parter budynku, za miesiąc zmienia swoją siedzibę. Nie wiadomo, czy jej następcy będą równie tolerancyjni, co ona.

Ewa Wysocka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje