Reklama

Reklama

​Barack Obama wie lepiej

Barack Obama /AFP

Barack Obama jest zdeterminowany, by jeszcze przed końcem swojej kadencji domknąć umowy o wolnym handlu TPP i TTIP. Prezydent USA chce, by stanowiły one jego dziedzictwo i odrzuca argumenty przeciwników tych porozumień.

Wyjaśnijmy, że TPP (Partnerstwo Transpacyficzne) to gotowa już umowa o wolnym handlu między 12 państwami Azji i Pacyfiku m.in. Australią, Kanadą, Japonią, Meksykiem i Stanami Zjednoczonymi. 

Reklama

Z kolei TTIP (Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji) to wciąż negocjowane porozumienie między Unią Europejską a USA.

Dużo bliżej ratyfikacji jest TPP. Członkowie Kongresu zgodzili się w 2015 r., by umowa ta głosowana była w trybie "fast-track" - oznacza to, że kongresmeni będą mogli ją albo przyjąć, albo odrzucić w całości, bez żadnych modyfikacji.

Barack Obama już formalnie powiadomił Kongres o tym, że przedłoży TPP; głosowanie ma się odbyć na pierwszej sesji po tegorocznych wyborach, ale jeszcze przed zaprzysiężeniem nowego prezydenta, senatorów i członków Izby Reprezentantów.

Jeśli chodzi o TTIP, to porozumienie wciąż jest negocjowane, ale jak wynika ze słów Ignacio Garcii Bercero, głównego negocjatora z ramienia UE, determinacja zwolenników umowy po obu stronach oceanu jest ogromna. Komisja Europejska wprost informuje, że chce zakończyć negocjacje, zanim dojdzie do zmiany rządu w USA.

Sprawa TTIP ma być dyskutowana na spotkaniu unijnych ministrów we wrześniu w Bratysławie.

Kwestionowany sprzeciw Hillary Clinton

Tymczasem prezydent USA ruszył "w teren", by promować TPP wśród lokalnych przedsiębiorców.

Obama forsuje TPP, choć kandydaci na prezydenta - Donald Trump i Hillary Clinton - sprzeciwiają się jej. Ostro przeciwko TPP występował również Bernie Sanders, konkurent Hillary Clinton w prawyborach demokratów. 

Clinton zarzuca się jednak, że jeśli wygra, to po wyborach zmieni zdanie - jako sekretarz stanu popierała bowiem TPP, gorącym zwolennikiem umowy jest kandydat na wiceprezydenta Tim Kaine, a zachowanie TPP w programie demokratów forsowali ludzie Clinton. Kandydatka zapewnia jednak: "Sprzeciwiam się teraz, sprzeciwię się po wyborach i sprzeciwię się jako prezydent".

Co na to Barack Obama?

"W tej chwili to ja jestem prezydentem i popieram TPP. Sądzę, że dysponuję lepszymi argumentami. Jesteśmy częścią globalnej gospodarki. Nie odwrócimy tego" - oznajmił aktualnie urzędujący prezydent.

Obama uważa, że TPP i TTIP pozwolą zniwelować gospodarcze wpływy Chin i pomogą eksporterom, poprzez zniesienie ceł i jednolite regulacje (nie trzeba będzie przygotowywać osobnych produktów na każdy rynek).

Prezydenta nie przekonała nawet jego przyjaciółka, z pasją zwalczająca TPP senator Elizabeth Warrren.

Poważne wątpliwości

Przeciwnicy umów o wolnym handlu argumentują, że zostały one wynegocjowane przez wielkie korporacje dla wielkich korporacji. Rozmowy były tajne, a brzmienie przepisów kształtowali przede wszystkim lobbyści. Jednolite regulacje mogą spowodować obniżenie standardów ochrony żywności, leków, środowiska, gorsze prawo pracy. 

Przykład: w USA, by zakazać danej substancji na rynku kosmetycznym, trzeba udowodnić, że jest ona szkodliwa, w UE, by substancja trafiła na rynek, trzeba najpierw dowieść, że jest ona w pełni bezpieczna. W jaki sposób będzie wyglądało ujednolicenie regulacji? Albo Stany przyjmą kosztowne z punktu widzenia koncernów rozwiązania europejskie, albo pogorszy się bezpieczeństwo europejskich produktów. Komisja Europejska zapewnia, że nic takiego nie będzie miało miejsca, ale organizacje obywatelskie pozostają sceptyczne.

Jeszcze większe kontrowersje budzi mechanizm ISDS - obecny zarówno w TTIP jak i TPP - czyli możliwość pozywania rządów państw przez koncerny do międzynarodowego arbitrażu. Rozstrzygnięcia takich trybunałów są dla państw sygnatariuszy wiążące. Negocjatorzy przekonują, że ISDS ma chronić inwestorów np. przed wywłaszczeniem, ale dotychczasowa praktyka pokazuje, że koncerny pozywają państwa za regulacje, które mogą przyczynić się do obniżenia ich spodziewanych zysków.

Gdy Kanada zakazała firmie wydobywczej niszczących środowisko prac u wybrzeży Nowej Szkocji, firma pozwała Kanadę w ramach mechanizmu ISDS i wygrała. Rząd Kanady musiał jej wypłacić 300 milionów dolarów odszkodowania. Z kolei gdy administracja Obamy, zgodnie z amerykańskim prawem, zablokowała budowę rurociągu Keystone, korporacja TransCanada, opierając się na mechanizmie ISDS z umowy NAFTA, zażądała od USA 15 miliardów dolarów odszkodowania. Sprawa jest w toku.

Komisja Europejska zapewnia, że zawarty w TTIP mechanizm rozstrzygania sporów inwestor-państwo będzie dwuinstancyjny, sprawiedliwy i niezależny od korporacji.

Unijne peany na cześć TTIP

"TTIP ma sens z ekonomicznego, politycznego i strategicznego punktu widzenia. TTIP to pozytywna odpowiedź na obawy związane z globalizacją, tak często wyrażane przez krytyków umowy. Jeśli chcemy mieć wpływ na globalizację, potrzebujemy podobnie myślącego partnera, który podziela nasze poszanowania dla demokracji i dla prawa. TTIP to nie tylko ogromna ekonomiczna szansa, ale także możliwość nasycenia globalizacji naszymi wartościami" - przekonuje z pasją główny unijny negocjator.

Dziedzictwo Obamy? Bruksela chętnie pomoże.

Czytaj więcej na temat umowy TTIP:

Nowy wspaniały świat TTIP

TTIP, czyli korporacje kontra obywatele

Ministerstwo Rozwoju: Polska za wprowadzeniem TTIP

Komisja Europejska: TTIP jak najszybciej

Po co Polsce TTIP?

Dowiedz się więcej na temat: Barack Obama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy