Reklama

Reklama

"Barack Obama chce upolitycznić naszą tragedię"

Barack Obama, który w piątek przyleciał do stanu Oregon spotkać się z rodzinami ofiar ubiegłotygodniowej strzelaniny w college'u w miejscowości Roseburg, został powitany na lotnisku przez protest grupy zwolenników prawa do posiadania broni.

Liczący około 20 tys. mieszkańców Roseburg, w stanie Oregon, w północno-zachodniej części USA, uchodzi za bardzo konserwatywny. Zamieszkuje tam wielu zwolenników prawa do posiadania broni.

"Chce upolitycznić naszą tragedię"

Reklama

Część mieszkańców publicznie okazała niezadowolenia z wizyty Obamy, który, po ubiegłotygodniowej strzelaninie ponowił apel o ograniczenie prawa do posiadania broni, a zwłaszcza o wprowadzenie ostrzejszych kontroli dla kupujących.

"Przyjeżdżając tutaj Obama chce upolitycznić naszą tragedię wzywając do zaostrzenia kontroli osób  posiadających broń" - powiedział George Starr, jeden z około 200 osób protestujących koło lotniska, na którym wylądował Obama. Niektórzy trzymali w dłoniach flagi USA oraz transparenty z napisami: "Prosimy zostaw nas w spokoju" oraz "Wspieramy naszego szeryfa" (gorącego zwolennika prawa do posiadania broni - PAP). 

Obama przyleciał spotkać się z rodzinami ofiar strzelaniny, do jakiej doszło w college'u w tym mieście w ubiegły czwartek. Napastnik zabił 9 osób a siedem ranił, w tym trzy ciężko. Biały Dom uprzedził, że będzie to prywatne spotkanie i Obama nie będzie wygłaszać żadnego przemówienia na temat prawa do posiadania broni.

Prezydent był głęboko wstrząśnięty kolejną strzelaniną w amerykańskiej szkole. W przemówieniu wygłoszonym bezpośrednio po tragedii powtórzył, że w USA konieczne jest zaostrzenie prawa do posiadania broni, o co bezskutecznie zabiega od kiedy objął urząd prezydenta. Podkreślił, że podejmowane przez niego próby zaostrzenia prawa blokuje zdominowany przez Republikanów Kongres, w którym silne wpływy ma lobby strzeleckie.

Apele o ochronę w szkołach

Ale w Roseburgu, jak donosiły lokalne media, po strzelaninie wśród mieszkańców tylko wzrosło przekonanie, że posiadanie broni jest konieczne dla zapewnienia sobie bezpieczeństwa. Wielu mieszkańców, którzy nie mieli licencji na broń wystąpiło o nią; pojawiły się też apele, by uzbrojeni strażnicy pilnowali szkół.

Tymczasem Demokraci w Senacie podjęli w czwartek kolejną inicjatywę legislacyjną w sprawie zaostrzenia prawa do posiadania broni, która ma jednak małe szanse na przyjęcie zważywszy na brak zainteresowania ze strony republikańskiej większości. Demokraci chcą m.in. zwiększyć zakres kontroli kupujących broń palną, tak by dotyczyły wszystkich zakupów, łącznie z dokonywanymi w internecie, oraz na popularnych wiejskich targach broni. Celem jest zapewnienie aby broń nie dostała się w ręce osób nieodpowiednich, w tym chorych psychicznie. Podobna ustawa została zablokowana w Senacie w 2013 roku, kilka miesięcy po strzelaninie w szkole podstawowej Sandy Hook, w Newtown, w stanie Connecticut, w której zginęło 20 uczniów i sześciu nauczycieli.

Większe szanse na realizację, bo nie wymaga poparcia Kongresu, ma pomysł zaostrzenia kontroli poprzez dekret prezydencki, co - jak napisał w piątek dziennik "Washington Post" - poważnie rozważa prezydent Obama. Dekret miałby wprowadzić obowiązek uzyskiwania co roku licencji przez największych sprzedawców broni palnej w działającej przy ministerstwie sprawiedliwości federalnej agencji ATF (Agencja ds. Alkoholu, Tytoniu, Broni Palnej oraz Materiałów Wybuchowych). Licencja zobowiązywałaby sprzedawców do przeprowadzania bardziej szczegółowych kontroli kupujących.

Z Waszyngtonu Inga Czerny

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy