Reklama

Reklama

Armia Azerbejdżanu poinformowała o rozpoczęciu ofensywy

Wojska Azerbejdżanu przejęły kontrolę nad sześcioma miejscowościami w ramach operacji przy tzw. linii kontaktowej - oświadczyło w niedzielę ministerstwo obrony w Baku. Doniesienia te zdementował resort obrony Armenii, oceniając, że jest to informacyjna prowokacja.

"Decyzją rządu Armenii w republice wprowadzany jest stan wojenny i powszechna mobilizacja. Decyzja wchodzi w życie w chwili publikacji" - napisał Paszynian na Facebooku. Tego samego dnia także Azerbejdżan ogłosił wprowadzenie stanu wojennego w części kraju stanu wojennego i godziny policyjnej.

Reklama

Azerbejdżan i Armenia wzajemnie oskarżają się o eskalację sytuacji. Według Erywania siły Azerbejdżanu zaatakowały osady cywilne w regionie Górskiego Karabachu. Z kolei ministerstwo obrony w Baku podało, że siły zbrojne Armenii "przeprowadziły duże prowokacje" i ostrzelały pozycje azerbejdżańskiej armii i przygraniczne miejscowości.

Wcześniej stan wojenny ogłosiły władze górskiego Karabachu

Szef władz Górskiego Karabachu Araik Arutjunian wprowadził w niedzielę stan wojenny w tej nieuznawanej republice i ogłosił powszechną mobilizację. Decyzję podjęto w związku z eskalacją sytuacji w regionie, o którą Armenia i Azerbejdżan oskarżają się wzajemnie.

Nagranie z wypowiedzią Arutjunjana opublikował na Facebooku jego rzecznik Wagram Pogosjan. "W związku z zaistniałą sytuacją zwołałem pilne posiedzenie Narodowego Zgromadzenia i ogłosiłem stan wojenny i powszechną mobilizację osób powyżej 18 lat" - oznajmił.

Korespondent Deutsche Welle informuje, że mieszkańcy miasta Szuszi ukrywają się w schronach, wstrzymano dostawy energii elektrycznej.

Pojawiają się informacje o ofiarach i rannych

Ombudsman Górskiego Karabachu Artak Belgarian poinformował o ofiarach i rannych wśród ludności cywilnej w wyniku eskalacji konfliktu, o którą Azerbejdżan i Armenia oskarżyły się wzajemnie.

"Rano 27 września Azerbejdżan otworzył ogień rakietowo-artyleryjski i wykorzystał drony, uderzając w miejscowości i obiekty infrastruktury, w tym stolicę Stepanakert. Są straty wśród ludności i zniszczenia obiektów cywilnych" - poinformowało biuro prasowe ombudsmana.

Wzajemne oskarżenia

Premier Armenii Nikol Paszynian poinformował, że siły sąsiedniego Azerbejdżanu zaatakowały osady cywilne w regionie Górskiego Karabachu. Resort obrony Armenii podał, że w odpowiedzi na atak armeńskie wojsko zestrzeliło dwa azerbejdżańskie śmigłowce i trzy drony.

Z kolei ministerstwo obrony Azerbejdżanu podało, że siły zbrojne Armenii "przeprowadziły duże prowokacje" i ostrzelały pozycje azerbejdżańskiej armii i przygraniczne miejscowości. Według Baku są zabici i ranni. Przekazano też, że rozpoczęto operację wojskową wzdłuż tzw. linii kontaktowej, mocno zaminowanej ziemi niczyjej, która oddziela siły wspierane przez Armenię od wojsk Azerbejdżanu w regionie - podały rosyjskie agencje informacyjne. Resort przekazał, że wojsko zniszczyło 12 baterii systemu przeciwlotniczego, ale, że straciło jeden śmigłowiec, którego załoga jednak przeżyła.

Azerbejdżan informuje o rozpoczęciu ofensywy

Wojska Azerbejdżanu przejęły kontrolę nad sześcioma miejscowościami w ramach operacji przy tzw. linii kontaktowej - oświadczyło w niedzielę ministerstwo obrony w Baku. Doniesienia te zdementował resort obrony Armenii, oceniając, że jest to informacyjna prowokacja.

Górski Karabach poinformował z kolei o zniszczeniu czterech śmigłowców Azerbejdżanu, 15 dronów i 10 czołgów podczas walk, które wybuchły w niedzielę rano.

Armia Azerbejdżanu poinformowała o rozpoczęciu ofensywy w kierunku regionów wokół miast Terter i Agdam, których część znajduje się pod kontrolą Górskiego Karabachu.


Głosy z zagranicy

W związku z eskalacją sytuacji głos zabrały też inne państwa. "Francja jest ogromnie zaniepokojona tą konfrontacją" - poinformowała rzeczniczka tamtejszego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Agnes bon der Muhll w specjalnym oświadczeniu. Razem ze Stanami Zjednoczonymi i Rosją Francja jest członkiem grupy z Mińska, która prowadziła mediacje pomiędzy Armenią i Azerbejdżanem. Jak informuje Reuters, Ankara wezwała w niedzielę Armenię do natychmiastowego zaprzestania wrogich działań w stosunku do Azerbejdżanu, które mogą "podpalić region".   

- Największą przeszkodą dla pokoju i stabilności w regionie Kaukazu jest wroga postawa Armenii, która musi wycofać się z tej wrogości, która podpali region - stwierdził w niedzielę turecki minister obrony Hulusi Akar. Polityk zapowiedział, że Turcja wesprze Azerów wszystkimi swoimi zasobami.  Konflikt zbrojny o Górski Karabach wybuchł w 1988 roku, tuż przed upadkiem ZSRR. Starcia przerodziły się w wojnę między już niepodległymi Armenią a Azerbejdżanem; pochłonęła ona ok. 30 tys. ofiar śmiertelnych. W 1994 roku podpisano zawieszenie broni. Nieuznawana przez świat, zamieszkana w większości oraz kontrolowana przez Ormian enklawa, choć ogłosiła secesję, formalnie pozostaje częścią Azerbejdżanu. W ostatnich miesiącach starcia między siłami Armenii i Azerbejdżanu nasiliły się. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy