Reklama

Reklama

Amerykanie omyłkowo zbombardowali szpital. 19 ofiar

​19 osób, w tym troje dzieci, zginęło wskutek omyłkowego zbombardowania w nocy z piątku na sobotę szpitala prowadzonego przez organizację Lekarze bez Granic (MSF) - podała jej rzeczniczka. Dowódca wojsk USA w Afganistanie gen. John Campbell przeprosił za atak.

Kancelaria prezydenta Afganistanu Aszrafa Ghaniego oświadczyła, że dowódca wojsk USA w tym kraju przeprosił za zbombardowanie szpitala. Generał Campbell przekazał prezydentowi szczegóły dotyczące ataku i przeprosił - brzmi komunikat kancelarii, w którym mowa jest jeszcze o dziewięciu ofiarach śmiertelnych.

Reklama

Później MSF poinformował na Twitterze, że w nalocie zginęło 19 osób, w tym co najmniej 12 pracowników organizacji, czterech dorosłych pacjentów i troje dzieci. Według wcześniejszych informacji MSF rannych zostało ponad 30 osób.

Komisja Europejska wyraziła głębokie ubolewanie z powodu - jak to ujęła - najprawdopodobniej omyłkowego zbombardowania szpitala w Kunduzie. "Jestem głęboko wstrząśnięty śmiercią" pracowników organizacji Lekarze bez Granic - oświadczył w sobotę w Brukseli komisarz UE ds. pomocy humanitarnej i zarządzania kryzysowego Christos Stylianides.

Złożył kondolencje rodzinom ofiar, oddał również hołd ludziom, którzy pracują "w bardzo trudnych warunkach". Sprzęt medyczny i pracownicy humanitarni powinni być chronieni - podkreślił.

Wysoki komisarz ONZ ds. praw człowieka Zeid Ra'ad Al-Husajn uznał, że atak na szpital w Kunduzie był "tragiczny, niewybaczalny, a może być nawet przestępczy". "To wielce szokujące zdarzenie powinno zostać poddane szybkiemu, gruntownemu i niezależnemu śledztwu, a jego wyniki powinny zostać upublicznione" - oświadczył. "Powagę incydentu podkreśla fakt, że jeśli przed sądem zostanie on uznany za umyślny (...), atak na szpital może być zbrodnią wojenną" - podkreślił.

Szef Pentagonu Ashton Carter poinformował w sobotę, że w sprawie "tragicznego incydentu toczy się wyczerpujące śledztwo w koordynacji z afgańskimi władzami". Podkreślił, że w pobliżu szpitala w ostatnich dniach dochodziło do intensywnych walk między "siłami amerykańskimi wspierającymi afgańskie siły bezpieczeństwa a bojownikami talibskimi".

Organizacja MSF poinformowała, że do ataku na placówkę, w której przebywało ponad stu pacjentów, doszło w nocy z piątku na sobotę.

Afgańskie ministerstwo obrony oświadczyło, że terroryści uzbrojeni w ciężką broń i światła wtargnęli do szpitala i użyli "budynków i ludzi wewnątrz jako tarcz", gdy strzelali w kierunku afgańskich sił bezpieczeństwa.

Rzecznik resortu Dawlat Waziri poinformował, że islamistów ostrzelano ze śmigłowca, powodując uszkodzenia budynków.

Rzecznik ministerstwa spraw wewnętrznych Sedik Sedikki powiadomił, że 10-15 terrorystów ukrywało się w szpitalu w chwili bombardowania. "Wszyscy terroryści zginęli, ale również straciliśmy lekarzy" - powiedział. Dodał, że 80 członków personelu szpitala, w tym 15 cudzoziemców, zostało zabranych w bezpieczne miejsce.

Wcześniej rzecznik amerykańskich sił w Afganistanie pułkownik Brian Tribus przyznał, że szpital mógł ucierpieć w wyniku amerykańskiego uderzenia. Atak, przeprowadzany przeciwko "osobom zagrażającym siłom koalicji, mógł spowodować uboczne szkody w znajdującym się w pobliżu ośrodku medycznym" - oświadczył.

W środę Tribus poinformował, że do Kunduzu wysłano siły specjalne NATO, by pomóc afgańskiemu wojsku w odbiciu tego miasta. Afgańskie wojska zdołały odzyskać kontrolę nad większością Kunduzu.

W ciągu ostatnich dni toczyły się walki o Kunduz. Zajęcie miasta przez talibów było uważane za jedno z ich największych zwycięstw w czasie trwającego prawie 14 lat konfliktu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne