Reklama

Reklama

Alternatywa dla Niemiec: Ksenofobia i rewizjonizm czy niemiecki patriotyzm?

Alternatywa dla Niemiec (AfD) zapewnia o swoim "patriotyzmie". Tymczasem niektórzy członkowie partii szokują ksenofobicznymi i rewizjonistycznymi wypowiedziami oraz są łączenie z prawicowymi ekstremistami – pisze serwis AFP.

Przypomnijmy, że AfD to pierwsza po drugiej wojnie światowej nacjonalistyczna i prawicowa partia w Niemczech, która weszła do Bundestagu. Sukces wyborczy partii zaskoczył nawet samych Niemców.

Po ogłoszeniu wyników wyborów, zaczęło się pospieszne sprawdzanie nowych członków Bundestagu, którzy zdobyli głosy retoryką odrzucającą uchodźców, muzułmanów i politykę kanclerz Angeli Merkel. Wśród członków AfD znajdziemy oficerów policji, prokuratorów i sędziów, pracowników naukowych i przedsiębiorców, a nawet prezentera radiowego, grabarza i byłego pilota myśliwców.

Reklama

Większość z nich pochodzi ze wschodnich, post-komunistycznych i biedniejszych Niemiec. Tam na AfD głosowali przede wszystkim mężczyźni. Bastionem AfD jest Saksonia, gdzie partia wygrała wybory.

W czasie kampanii wyborczej AfD atakowała kanclerz Merkel, czyniąc z niej wroga numer jeden i nazywając "zdrajczynią" za otwarcie niemieckich granic i umożliwienie "inwazji" ponad miliona uchodźców. Niektórzy wybrani w niedzielę parlamentarzyści z AfD mają związki ze stowarzyszeniem PEGIDA (Patriotische Europäer gegen die Islamisierung des Abendlandes, pol. Patriotyczni Europejczycy przeciw Islamizacji Zachodu) z siedzibą w Dreźnie, stolicy Saksonii.

Inni członkowie AfD mają powiązania z podejrzanymi organizacjami, kibicowskimi chuliganami, rosyjskimi ultranacjonalistami i sympatykami identytaryzmu, nurtu związanego z ruchem Europejskiej Nowej Prawicy, którą interesują się niemieckie służby wywiadowcze.

Według doniesień "Tagesspiegel", jeden z parlamentarzystów AfD jeździ samochodem z numerem rejestracyjnym "AH1818". To neonazistowski kod oznaczający inicjały Adolfa Hitlera oraz podwójny numer tych liter w alfabecie,  

Natomiast Jens Maier, sędzia z Drezna, wywołał oburzenie wyrażając zrozumienie dla Andersa Breivika, który w 2011 roku zamordował 77 osób. Maier miał powiedzieć, że Norweg działał "powodowany desperacją" wywołaną multikulturalizmem.

"Zwyczajne postulaty"

AfD, obecnie trzecia siła w Bundestagu z 93 parlamentarzystami - Frauke Petry wystąpiła z partii w ramach protestu przeciwko jej radykalizacji i wewnętrznym rozgrywkom- "szykuje się do pracy". Tak przynajmniej twierdzi jedna z liderek ugrupowania Beatrix von Storch. "Chcemy ograniczyć liczbę uchodźców, jesteśmy przeciwko islamizacji, bo chcemy zachować naszą kulturę i chronić nasze granice" - oznajmiła polityk partii, która do wyborów szła z hasłem "Bikini - nie burki". "Jesteśmy za tradycyjnym modelem rodziny, nie chcemy Stanów Zjednoczonych Europy, ale Europy ojczyzn. To są zupełnie zwyczajne postulaty" - von Storch odrzucała oskarżenia o prawicowy ekstremizm.  

Tymczasem według "Die Zeit", co najmniej 13 parlamentarzystów z AfD ma ultra-prawicowe przekonania, 30 to narodowi konserwatyści, a 18 można określić jako osoby o umiarkowanych przekonaniach. Co z resztą? Tego tygodnik nie zdołał ustalić. Wśród nich jest między innymi Leif-Erik Holm, 47-letni były prezenter radiowy, który powiedział, że Niemcy "zamieniają się w kalifat".

Jakie jeszcze przekonania wiążą członków AfD? Wielu z nich jeszcze w 2013 roku protestowało przeciwko subwencjom dla pogrążonej w kryzysie Grecji, inni chcą zaostrzenia kar i surowszych przepisów, popierają tradycyjne wartości rodzinne, wreszcie są przeciwni lewicowym wpływom w mediach. Ale nie tylko. 

W partii pojawiają się szokujące głosy dotykające tematu tabu, jakim jest "pokuta" Niemiec za wywołanie drugiej wojny światowej i Holocaust. Na przykład jeden z liderów ugrupowania Alexander Gauland otwarcie mówi, że Niemcy powinni być dumni ze swoich żołnierzy walczących na frontach drugiej wojny światowej. Martin Renner krytykuje natomiast niemiecki "kult winy". Później tłumaczył, że nie wiedział, iż to sformułowanie jest sloganem wykorzystywanym przez nazistowską i antysemicką Narodowodemokratyczną Partię Niemiec.

W tej retoryce najdalej idzie regionalny przywódca Bjoern Hoecke, który wprost domaga się "zmiany o 180 stopni" w niemieckiej kulturze pamięci, a berliński pomnik ofiar Holocaustu określa mianem "monumentu wstydu" - puentuje AFP.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy