Reklama

Reklama

Alaksandr Łukaszenka: Przeciw Białorusi rozpętano wojnę terrorystyczną

Alaksandr Łukaszenka uważa, że opozycyjne protesty na Białorusi są w rzeczywistości wojną terrorystyczną, rozpętaną przeciwko jego krajowi. - Należy położyć temu kres - oznajmił we wtorek (27 października). Łukaszenka oskarżył Polskę i Litwę o podsycanie konfliktu wewnętrznego oraz zagroził uczestnikom akcji protestacyjnych.

Łukaszenka oznajmił, że organizatorzy protestów pokonali już "siedem do ośmiu etapów" zgodnie z modelem kolorowych rewolucji.

Reklama

- Zostało już bardzo niewiele. Następny etap to radykalizacja. Ona już trwa. Rozpętano przeciw nam nie tylko informacyjną, ale i pod niektórymi względami terrorystyczną wojnę. Musimy temu położyć kres - oświadczył na naradzie poświęconej przygotowaniu Ogólnobiałoruskiego Zjazdu Ludowego.

Jego zdaniem przykładem tego może być automatyczne zamykanie torów kolejowych, które grozi poważnymi awariami na kolei. O tym, że w poniedziałek doszło do przypadków niezgodnego z prawdą sygnalizowania na kolei statusu zajęcia torów, informowało wcześniej białoruskie MSW.

- To działania zorganizowanych grup przestępczych o cechach terroryzmu - powiedział Łukaszenka.

"Przekroczona czerwona linia"

Jako inny przykład podał przecięcie przewodów do sygnalizacji świetlnej w kilku miejscach Mińska.

- Rozbijają, niszczą to, co całe państwo tworzyło w Mińsku przez wiele dekad czy lat - oznajmił. Ocenił, że władza jest "coś warta", jeżeli potrafi bronić siebie i swój naród, i dlatego "kiedy zostaje przekroczona czerwona linia, władza powinna reagować".

"Im do tej pory płaci się z Polski i Litwy"

Wspomniał o "apelach z Polski i Litwy o ultimata i strajki" i oznajmił, że jeśli ktoś nie chce pracować, to nie musi, ale takie przypadki są jednostkowe, a pozostałych pracowników trzeba uwolnić od tej "opłaconej" grupy.

- Wiemy przecież, że chodzi o 10-12 osób w fabryce, które są opłacone, im do tej pory płaci się z Polski i Litwy - stwierdził, dodając, że pieniądze są przekazywane "otwartymi i zamkniętymi kanałami".

Łukaszenka oświadczył też, że studentów uczestniczących w akcjach protestacyjnych należy skreślać z listy na uczelniach.

- Skoro studenci przyszli się uczyć, niech się uczą.(...) Ale ten, kto wyszedł (na ulicę), łamiąc prawo, traci prawo do bycia studentem. Proszę ich odesłać: jedni do wojska, inni na ulicę. Niech chodzą po ulicy. Ale powinni zostać skreśleni z listy studentów na uczelni - oznajmił.

Wezwał przy tym rodziców, żeby wpłynęli na swoje dzieci, by przestały wychodzić na nielegalne akcje protestacyjne, bo inaczej "będzie potem bolało". - Z pozostałymi uporamy się z całą surowością prawa - oświadczył.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy