Reklama

Reklama

Afera łapówkarska w Kanadzie. Były wiceprezes koncernu uznany winnym

Były wiceprezes kanadyjskiej firmy inżynieryjno-budowlanej SNC-Lavalin Sami Bebawi został w niedzielę uznany za winnego w toczącym się w prowincji Quebec procesie o oszustwa i wręczanie łapówek w Libii urzędnikom w czasach reżimu Muammara Kadafiego.

W czwartym dniu obrad, po trwającym sześć tygodni procesie, przysięgli ostatecznie uzgodnili werdykt, uznając Bebawiego za winnego wszystkich pięciu postawionych mu zarzutów, związanych z oszustwami, przez pranie pieniędzy, do wręczania łapówek m.in. synowi Kadafiego, Saadiemu. Bebawi, jak przypomniały kanadyjskie media, był szefem działu projektów międzynarodowych SNC-Lavalin, działającej na całym świecie firmy z siedzibą w Quebec.

Publikacja "The Globe and Mail"

Reklama

SNC-Lavalin to ta sama firma, która na początku lutego br. stała się przyczyną poważnych problemów rządu Justina Trudeau po tym, gdy dziennik "The Globe and Mail" napisał, że przedstawiciele kancelarii premiera mieli wywierać naciski na Jody Wilson-Raybould, będącą wówczas ministrem sprawiedliwości, by zamiast kierować sprawę do sądu prokuratorzy zgodzili się na ugodę, legalną w kanadyjskim prawie. Zamiast podlegać procesowi karnemu, firma SNC-Lavalin mogłaby zostać ukarana grzywną, ale nie zostałaby odsunięta na 10 lat od publicznych przetargów. SNC-Lavalin na całym świecie zatrudnia ponad 50 tys. pracowników, w Kanadzie daje pracę prawie 9 tys. z nich.

Wilson-Raybould miała przeciwstawić się naciskom. Ostatecznie odeszła z rządu po publikacji "The Globe and Mail". W październikowych wyborach startowała jako niezależna kandydatka i utrzymała mandat. Jak twierdzili komentatorzy, część afery SNC-Lavalin rozgrywająca się na poziomie federalnym była jedną ze spraw, które zaważyły na końcowym wyniku wyborów: liberałowie mają co prawda najwięcej mandatów, ale mogli utworzyć tylko mniejszościowy rząd.

Szczegóły sprawy

Jak podsumowywało w niedzielę Radio Canada, prokuratura postawiła Bebawiemu zarzut stworzenia przestępczego schematu pozyskiwania dużych kontraktów w Libii i to już od końca lat 90. SNC-Lavalin miało przekazać 113 mln dolarów CAD do fikcyjnych spółek, które następnie opłacały "usługi" osób decydujących o kontraktach zlecanych przez rząd Kadafiego. Jednym z beneficjentów łapówek był Saadi Kadafi, który np. otrzymał jacht o wartości 25 mln dolarów. Bebawi otrzymał "podziękowania" o wartości 26 mln dolarów CAD.

Inne osoby nie zostały oskarżone, a Bebawi zachował milczenie przez cały proces i nie składał wyjaśnień. Jak cytował dziennik "La Presse", adwokaci Bebawiego utrzymywali, że stał się on "kozłem ofiarnym" w sprawie i nie miał kontroli nad operacjami w Libii.

Sędzia Guy Cournoyer podejmie w nadchodzących tygodniach decyzję o wysokości kary.

Afera zatacza coraz szersze kręgi

To nie koniec sądowych spraw SNC-Lavalin. Niezależnie od procesu w sprawie Bebawiego, toczy się nadal postępowanie federalne, dotyczące samej firmy. Prokuratorzy federalni zarzucają m.in. firmie SNC-Lavalin, że w latach 2001-2011 wypłaciła w Libii ok. 48 mln dolarów łapówek. Data rozpoczęcia procesu nie jest jeszcze znana.

Po niedzielnej decyzji przysięgłych, SNC-Lavalin przekazała mediom komunikat, w którym napisała jedynie, że "koncentruje się na swojej działalności i nie będzie komentować postępowań sądowych przeszłych lub przyszłych".

Z Toronto Anna Lach)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne