Reklama

Reklama

87-latek z Hiszpanii wygrał proces z wnuczką, która zajęła jego mieszkanie

Sąd w Madrycie nakazał eksmitować dziką lokatorkę, która zajęła nielegalnie mieszkanie w czasie hospitalizacji hiszpańskiego seniora. Intruzem, który wykorzystał nieobecność schorowanego 87-latka, okazała się jego wnuczka.

Sprawa, z pozoru łatwa do rozwiązania, prowadzona była przed dwiema instancjami przez ponad pół roku. Senior nie tylko zgłosił sprawę na policję, ale też wynajął spółkę wyspecjalizowaną w eksmisji dzikich lokatorów. Pierwszą eksmisję zablokował jeden z madryckich sędziów, tłumacząc w werdykcie zachowanie wnuczki jej trudnymi warunkami materialnymi.

Reklama

Według relacji rozgłośni Cope mieszkaniec Madrytu po powrocie z kilkutygodniowego pobytu w szpitalu zastał w swoim domu 18-letnią wnuczkę i jej przyjaciółkę. Obie odmówiły opuszczenia lokalu. Wtedy po zgłoszeniu na policję uruchomił też procedurę sądową.

W ocenie komentatorów sprawa eksmisji nastoletniej wnuczki jest jedną z licznych, w których dziadkowie lub rodzice prowadzą w Hiszpanii sprawy sądowe przeciwko dzieciom nielegalnie zajmującym ich mieszkania.

"Pasożytowanie" młodszych pokoleń

Ocenia się, że orzeczenie w drugiej instancji korzystne dla madryckiego seniora pozwoli zwalczać coraz powszechniejsze zjawisko "pasożytowania" młodszych pokoleń na swoich dziadkach lub rodzicach.

Jak przypominają radio Cope oraz dziennik "El Espanol", w Hiszpanii żyją obecnie tysiące właścicieli mieszkań, które zostały zajęte przez tzw. okupas, czyli dzikich lokatorów, zazwyczaj niespokrewnionych z posiadaczami tych nieruchomości.

- Zajęcie mieszkań przez intruzów to dosyć powszechny w ostatnich latach proceder w Hiszpanii. Zajmujące lokale osoby korzystają z luk w hiszpańskich przepisach, które sprzyjają takim patologiom - powiedział Abel Monteiro, właściciel nieruchomości w południowej i środkowej części Półwyspu Iberyjskiego.

Przedsiębiorca wskazał, że wyrzucenie dzikiego lokatora jest znacznie trudniejsze, jeśli zajmuje on lokal w towarzystwie osób niepełnoletnich. - Nawet po szybkim uruchomieniu procedury przed sądem takie sprawy mogą wlec się latami - dodał Monteiro.

Marcin Zatyka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje