Reklama

Reklama

Starcia z policją w Sosnowcu. 9 osób z zarzutami

Dziewięć osób zatrzymanych po wtorkowych starciach z policją w Sosnowcu usłyszało zarzuty czynnej napaści na funkcjonariuszy oraz udziału w zbiegowisku.

Do burd doszło we wtorek wieczorem podczas demonstracji zorganizowanej przed sosnowiecką komendą w związku ze śmiercią 23-latka, który zmarł kilka dni po policyjnej interwencji. Rodzina i przyjaciele winą za śmierć młodego mężczyzny obarczają policję. Policja odpiera zarzuty.

Według wstępnych wyników sekcji zwłok przyczyną zgonu był obrzęk mózgu, który mógł być efektem zażycia środków odurzających. Specjaliści wykluczają, że przyczyną zgonu mogło być pobicie.

Jak przekazała PAP w czwartek kierująca Prokuraturą Rejonową Sosnowiec-Południe prok. Magdalena Ziobro, postawione dziewięciu zatrzymanym zarzuty dotyczą czynnej napaści na funkcjonariuszy policji w warunkach występku o charakterze chuligańskim, a także czynnego udziału w zbiegowisku.

Reklama

"Większość podejrzanych złożyła wyjaśnienia, część osób przyznała się do popełniania zarzucanych danej osobie przestępstw, część nie przyznała się" - wskazała prok. Ziobro. "Zastosowaliśmy środki zapobiegawcze o charakterze wolnościowym, to jest dozór policji połączony z poręczeniem majątkowym" - dodała.

Po zajściach zatrzymano czternaście osób. Prokuratorskie zarzuty mogło usłyszeć dziewięciu dorosłych. Pozostali zatrzymani zostali zwolnieni - są nieletni i nie podlegają Kodeksowi karnemu, mogą odpowiedzieć jedynie przed sądem rodzinnym.

Prokuratura planowała, że jeszcze w środę przedstawi zatrzymanym zarzuty, jednak po analizie akt zwróciła je policji celem uzupełnienia. Prokurator nie zdradziła, o jakie braki w materiałach sprawy chodziło. "To początkowy etap postępowania, będziemy jeszcze analizowali materiał dowodowy i uzupełniali; nie są wykluczone kolejne zatrzymania" - zaznaczyła prok. Ziobro.

We wtorek wieczorem w demonstracji przed budynkiem sosnowieckiej komendy brało udział ok. 300 osób. Początkowo zgromadzenie przebiegało spokojnie - organizatorzy protestu zapalili znicze. Później uczestnicy manifestacji zablokowali drogę i zaczęli wznosić okrzyki, a na koniec w kierunku policji poleciały kamienie i petardy. Wybitych zostało kilka szyb w budynku i uszkodzona została w kilku miejscach elewacja. Dwóch mundurowych odniosło obrażenia.

W miniony czwartek wieczorem policjanci zostali wezwani przez załogę pogotowia ratunkowego, która udzielała pomocy młodemu człowiekowi najprawdopodobniej zatrutemu środkami odurzającymi. Za kierownicą samochodu siedział młody mężczyzna, który - jak wynikało z treści zgłoszenia - najprawdopodobniej także był pod wpływem takich substancji.

Policjanci podają, że wezwali kierowcę do wylegitymowania się i do opuszczenia samochodu. Ponieważ kierowca nie reagował na polecenia, policjanci wyciągnęli go na zewnątrz, obezwładnili, skuli dłonie kajdankami i przewieźli radiowozem do izby wytrzeźwień. Tam stan jego zdrowia pogorszył się, lekarz z izby udzielił mu pierwszej pomocy, a wezwane na miejsce pogotowie przewiozło mężczyznę do szpitala. W poniedziałek mężczyzna zmarł. Krewni i znajomi 23-latka uważają, że policjanci byli agresywni, a mężczyzna za późno trafił do szpitala.

"Z zebranych dotąd materiałów wynika, że wobec agresywnego 23-latka policjanci zastosowali tylko siłę fizyczną, by wyciągnąć go zza kierownicy samochodu i kajdanki, by zapobiec jego dalszej agresji. Zebrane dotąd dowody nie wskazują na przekroczenie przez policjantów ich uprawnień" - oświadczyła śląska policja.

Śledztwo w sprawie śmierci mężczyzny od sosnowieckiej prokuratury rejonowej przejęła Prokuratura Okręgowa w Katowicach. W środę otrzymała wstępne wyniki sekcji zwłok. Biegli wskazali, że na ciele mężczyzny nie ma żadnych obrażeń ciała, które mogłyby powstać od uderzeń. Stwierdzili otarcia naskórka, charakterystyczne dla przytrzymywania.

"Zdaniem biegłych, bezpośrednią przyczyną zgonu mężczyzny był silny obrzęk mózgu. Zdaniem biegłych, mogło to być efektem zażycia środków odurzających lub psychotropowych" - mówiła w środę rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Katowicach Marta Zawada-Dybek. Ostateczna przyczyna śmierci będzie znana po dodatkowych badaniach - toksykologicznych i histopatologicznych.

Prokuratura wszczęła śledztwo po zawiadomieniu ojca 23-latka, który uważa, że jego syn zbyt późno trafił pod opiekę lekarzy. W postępowaniu przesłuchano już interweniujących policjantów, pracowników pogotowia i znajomych zmarłego.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy