Reklama

Reklama

Sprawa śmierci Szymona odroczona; adwokat okradziony w drodze do sądu

Przed katowickim sądem nie doszło do zaplanowanej na czwartek kolejnej rozprawy w procesie Beaty Ch. i Jarosława R., oskarżonych o zabicie prawie dwuletniego syna Szymona. Powodem odroczenia procesu była nieobecność obrońcy Beaty Ch. Został on okradziony w drodze do sądu.

Posiedzenie rozpoczęło się tuż po godz. 9. Sędzia Bartłomiej Witek poinformował wówczas, że sprawa ruszy z dwugodzinnym opóźnieniem. Obrońca Beaty Ch. Marek Krupski powiadomił sąd, że krótko przed rozprawą ktoś włamał się do jego samochodu i zabrał mu teczkę. Do godz. 11 mec. Krupski miał załatwić na policji formalności związane z kradzieżą.

Reklama

Później jednak złożył wniosek o przerwę w rozprawie. Poinformował sąd, że w skradzionej teczce był laptop, dokumenty oraz klucze do mieszkania i kancelarii, i musi załatwiać formalności związane z utratą tych przedmiotów. Sąd uwzględnił wniosek adwokata i odroczył rozprawę do piątku.

Beata Ch. ma też drugiego obrońcę - mec. Michała Ergietowskiego. Jak poinformował Krupski, Ergietowski nie mógł stawić się w czwartek w katowickim sądzie.

Rodzice chłopca nie przyznają się do zbrodni

Proces rozpoczął się na początku września. Rodzice chłopca nie przyznają się do zbrodni i wzajemnie obciążają się winą.

W czwartek Beata Ch. miała kontynuować odpowiadanie na pytania sądu. Po przesłuchaniu kobiety na sali sądowej mają zostać odtworzone filmy z konfrontacji rodziców Szymona podczas śledztwa i przeprowadzonego przez prokuraturę eksperymentu procesowego.

Śledztwo ws. śmierci dziecka prowadziła Prokuratura Okręgowa w Bielsku-Białej. Akt oskarżenia trafił do sądu w czerwcu tego roku. Według ustaleń postępowania 24 lutego 2010 r. ojciec mocno uderzył Szymona w brzuch, co skutkowało pęknięciem jelita cienkiego.

Rodzice godzili się na śmierć dziecka

Dziecko miało też inne obrażenia - sińce na twarzy, plecach i w okolicy nerek, rozciętą wargę. Po uderzeniu w brzuch jego stan pogarszał się z minuty na minutę: gorączkował, wymiotował, miał biegunkę i nie przyjmował pokarmu. 27 lutego Jarosław R. miał zadać dziecku kolejny silny cios pięścią w brzuch. Tego samego dnia Szymon zmarł.

Rodzice próbowali reanimować Szymona, ale na pomoc było już za późno. Jeszcze w dniu śmierci zwłoki syna przewieźli samochodem do Cieszyna, gdzie porzucili je w stawie. Policja długo nie mogła ustalić kim jest znalezione w stawie dziecko. Rodziców chłopca zatrzymano dopiero w czerwcu 2012 r. Prokuratura przyjęła, że rodzice godzili się na śmierć dziecka, nie udzielając mu pomocy, pomimo konieczności natychmiastowego podjęcia leczenia. Grozi im dożywocie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje