Reklama

Reklama

Sosnowiec: Udało się opanować pożar składowiska odpadów

Pożar w Sosnowcu opanowany, ale strażacy będą pracować na miejscu jeszcze wiele godzin - przekazał na antenie Polsat News zastępca komendanta miejskiego PSP mł. bryg. Marcin Pilarski. W środę 16 września kłęby czarnego dymu unosiły się nam miastem, a okoliczni mieszkańcy zostali wezwani do zamknięcia okien i pozostania w domach. Płonęło składowisko odpadów przy ul. Radocha. Jak przekazał Pilarki, dym jest toksyczny, ale unosi się on do góry, a strażacy na bieżącą analizują skład powietrza.

- Sytuacja jest opanowana. Na obecną chwilę można powiedzieć, że odpady już się nie palą. Prowadzimy działania polegające na sprawdzaniu, nadzorowaniu, przelewaniu miejsc, które jeszcze budzą wątpliwości, które jeszcze mogłyby się rozpalić - powiedział Pilarski po godz. 6. Rano w Polsat News.

Pojemniki zapalały się gwałtownie jeden po drugim

Reklama

Jak dodał, działania takie będą prowadzone jeszcze "wiele godzin". Przypomniał, że w początkowej fazie pożar wyglądał groźnie: po zgłoszeniu ok. godz. 17.20 i przyjeździe pierwszych jednostek na miejsce okazało się, że jest on bardzo rozległy - obejmował powierzchnię ok. 7,5 tys. m kw. Paliły się substancje palne oraz plastiki i inne odpady.

- Pożar wyglądał bardzo groźnie: pojemniki z substancją palną rozpalały się bardzo gwałtownie jeden po drugim. Ponieważ pożar był na bardzo dużej powierzchni, działania trzeba było prowadzić z kilku miejsc naraz - relacjonował zastępca komendanta miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Sosnowcu.

Wyjaśnił, że pożar został opanowany przede wszystkim "przy użyciu bardzo dużej ilości wody". Podjęcie takiej próby w ciągu nocy śląski komendant Państwowej Straży Pożarnej nadbrygadier Jacek Kleszczewski zapowiadał na briefingu w środę późnym wieczorem.

Jak mówił Kleszczewski, strażacy najpierw musieli zapewnić odpowiednią ilość wody, m.in. zbudować magistralę wodną z przepływającej w bezpośrednim pobliżu rzeki Przemszy. Część substancji, które płonęły, była składowana na zewnątrz; natomiast spłonęła też część 160-metrowej hali m.in. z pojazdami - pożar tam został zatrzymany. Strażacy obronili też sąsiednie budynki.

Jak groźne były substancje, które spłonęły

Straż pracowała przy dużej emisji dymu, dużym promieniowaniu cieplnym, przy użyciu środków ochrony dróg oddechowych. Dopytywany o palące się substancje Kleszczewski wskazał, że strażacy podejrzewają, że są to materiały ropopochodne, ew. rozpuszczalniki.

Pytany o szkodliwość dymu z pożaru szef śląskiej PSP wyjaśnił, że w bezpośrednim kontakcie jest on toksyczny, natomiast unosi się on do góry - grupa chemiczna strażaków na bieżąco analizuje skład powietrza i dotąd nie było bezpośredniego zagrożenia dla mieszkańców. - Natomiast rozsądnie jest mieć po prostu zamknięte okna - sugerował.

Jeszcze w środę wieczorem służby kryzysowe wojewody śląskiego zaczęły rozsyłać komunikat, że w związku z pożarem zaleca się zamknięcie okien i unikanie przebywania na zewnątrz na obszarze miast: Sosnowiec i Dąbrowa Górnicza oraz na obszarze powiatów będzińskiego, myszkowskiego i zawierciańskiego.

W środę wieczorem przedstawiciele samorządu Sosnowca akcentowali m.in., że w ostatnich miesiącach miasto zawiadamiało prokuraturę i służby środowiskowe o nielegalnym składowisku odpadów znajdującym się na prywatnej działce w rejonie ul. Radocha.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje