Reklama

Ruda Śląska: Prezydent popierany przez PO dogadał się z PiS?

Po tym jak popierany przez PO Michał Pierończyk został prezydentem Rudy Śląskiej, stanowisko przewodniczącego rady miasta objął Kazimierz Myszur z PiS. W Warszawie zawrzało. Padały sugestie, że Pierończyk "zdradził" i dogadał się z PiS. Lokalni politycy wskazują jednak, że w radzie miasta zasiada tylko jeden polityk PO i ośmiu z PiS. - Nie boję się powiedzieć, że wybór przewodniczącego nie jest najszczęśliwszy. Rozumiem jednak pana prezydenta, że tak to poukładał i chce po swojej stronie mieć również radnych PiS - mówi Interii Łukasz Wodarski, jedyny radny PO w Rudzie Śląskiej.

Ruda Śląska w ostatnich tygodniach skupiała zainteresowanie polityczne nawet partyjnych centrali. To przecież w sprawie wyborów w tym mieście głos zabierał prezes PiS Jarosław Kaczyński, który udzielił poparcia posłowi Markowi Wesołemu.

Wybraniec Kaczyńskiego przepadł w wyborach, a nowym prezydentem Rudy Śląskiej został Michał Pierończyk, którego wspierały m.in. lokalne struktury Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej, a także część przedstawicieli rozwiązanego wcześniej klubu radnych PO. Po wyborach politycy PO obwieszczali, że to sukces ich kandydata i rzeczywiste odzwierciedlenie nastrojów społecznych, które miałyby wskazywać, że czas PiS w polityce krajowej również się kończy. Tyle tylko że po pierwszych decyzjach personalnych Pierończyka konieczna była nowa układanka w radzie miasta.

Reklama

- Nie uważam, że było zamieszanie. Musiały nastąpić zmiany w prezydium, bo radną przestała być przewodnicząca. Trzeba więc było uzupełnić prezydium. Okazało się w międzyczasie, że jeden z wiceprzewodniczących też złożył rezygnację, stąd tych ruchów było dość sporo - mówi nam Wioletta Tkocz, nowa wiceprzewodnicząca rady.

Nowy przewodniczący RM: Kazimierz Myszur z PiS

W wyniku personalnych przetasowań nowym przewodniczącym RM został Kazimierz Myszur z PiS, którego wybrano przy zaledwie trzech głosach sprzeciwu. Po takich rozwiązaniach politycy szczebla centralnego PO zamilkli, a ożywili się ci z PiS. Co się wydarzyło w Rudzie Śląskiej? Czy rzeczywiście doszło tam do politycznego małżeństwa Pierończyka z PiS-em? Sprawa jest o wiele prostsza, niż się wydaje.

Wystarczy rzut oka na skład rady miasta. Wśród 25 radnych funkcjonuje tam tylko jeden klub "partyjny". Mowa o klubie PiS, który tworzy ośmioro radnych. Pozostałe głosy rozlokowane są w lokalnych: "Razem dla Rudy Śląskiej", "Solidarni z Rudzianami" i "Niezależni Rudzianie". W radzie nie ma klubu Platformy Obywatelskiej, choć kiedyś był - rozpadł się przeszło dwa lata temu.

- Nie wiedziałem wcześniej, że będę przewodniczącym. Polityka to polityka, a różne scenariusze wchodzą w grę. Po wyborach były prowadzone rozmowy i wyszło, jak wyszło - mówi nam nowy przewodniczący Myszur.

- Głosujemy dla dobra mieszkańców. (...) Radny w PO jest tylko jeden. Tylko PiS ma klub partyjny, a pozostałe kluby powstały z lokalnych komitetów - doprecyzowuje Wioletta Tkocz. - Decyzje rady miasta są suwerennymi decyzjami rady miasta - dodaje.

PO ma w Rudzie Śląskiej jednego radnego

Rzeczywiście, Platforma Obywatelska w radzie ma tylko jednego przedstawiciela. To Łukasz Wodarski, który w lokalnych mediach przymierzany był do fotela wiceprezydenta. Stanowisko otrzymała jednak m.in. Aleksandra Skowronek, do 2020 roku szefowa rudzkich struktur... Platformy Obywatelskiej, a nawet była kandydatka tej partii w wyborach na prezydenta miasta w 2018 roku.

- Wygląda na to, że dziś nie będzie w radzie mocnej opozycji. W kampanii popierałem prezydenta, ale nie zamierzam siedzieć cicho. Jeśli pewne sprawy nie będą mi się podobać, to będę o tym mówić. Nie żałuję, że poparłem prezydenta, bo mamy wspólne cele do zrealizowania choćby w zakresie sportu i edukacji - mówi Interii Wodarski.

To właśnie Pierończyk jest tu kluczem do zrozumienia tej zagadki. W mieście postrzegany jest jako "człowiek dialogu", który potrafi i chce rozmawiać ze wszystkimi. I nie przeszkadza mu to również w rozmowach z PiS, mimo że w kampanii utożsamiany był bardziej ze środowiskiem PO.

Co ciekawe, obserwatorzy lokalnej polityki nie byli zaskoczeni tym, że to polityk PiS objął funkcję przewodniczącego rady. Jeszcze przed wyborami Pierończyk mówił, że czas skończyć z rządami mniejszości i liczy na stabilną większość w radzie. Jego współpraca z rudzkim PiS nie jest więc zaskoczeniem w samej Rudzie Śląskiej, choć dla warszawskich polityków już tak.

Polityk PO: Kilka telefonów "z góry"

Zaskoczony nie jest też jedyny polityk PO w radzie, Wodarski. - Ten scenariusz był raczej spodziewany. Wiedzieliśmy od jakiegoś czasu, jakie są plany co do rady miasta. Nie było więc wielkiego zaskoczenia. Rozumiem pana prezydenta, że chce pracować z szeroką grupą radnych, ale osobiście byłem przeciw tej decyzji jako jeden z trzech radnych. Nie boję się powiedzieć, że wybór przewodniczącego nie jest najszczęśliwszy. Rozumiem jednak pana prezydenta, że tak to poukładał i chce po swojej stronie mieć również radnych PiS, przedstawicieli partii rządzącej w Polsce - dodaje Wodarski.

Czy wobec głośnej współpracy na linii Pierończyk-PiS, rudzki polityk Platformy miał do czynienia z partyjną centralą?

- Po wyborach nie miałem zbyt wielu telefonów "z góry". Jestem tylko szeregowym członkiem koła PO i uważam, że kierunek koła wyznacza zarząd. Mam nadzieję, że współpraca pana prezydenta z kołem PO będzie bardzo owocna - podkreśla.

Konkluzja z tej historii jest jedna - prezydent miasta ma mocny mandat do sprawowania urzędu i instrumenty w postaci stabilnej większości w radzie. Jak mówią lokalni politycy, w tym wypadku nie ma znaczenia legitymacja partyjna, bo Ruda Śląska jest jedna.

Łukasz Szpyrka

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Ruda Śląska | koalicja | Michał Pierończyk

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy