Reklama

Reklama

Proces ws. katastrofy na skoczni w Wiśle-Malince w styczniu

Dopiero w przyszłym roku, w styczniu, rozpocznie się proces pięciu osób, oskarżonych o przyczynienie się do katastrofy budowlanej na skoczni narciarskiej w Wiśle-Malince w 2006 roku.

W czwartek przed katowickim sądem nie udało się odczytać aktu oskarżenia, bo na rozprawie nie stawił się jeden z podsądnych. Kolejny termin sąd wyznaczył na 14 stycznia.

Reklama

Prokuratura objęła aktem oskarżenia trzech projektantów i dwóch geologów. Proces miał się rozpocząć w czwartek, jednak w Sądzie Rejonowym Katowice-Zachód nie stawił się jeden z projektantów. Obrońca oskarżonego mec. Maciej Linzenbarth oświadczył, że jego klient nie otrzymał wezwania na rozprawę, ponadto w czwartek zeznaje jako świadek przed innym katowickim sądem.

W tej sytuacji sąd odroczył rozprawę i najbliższe terminy wyznaczył na 14 i 28 stycznia. Do zakończenia postępowania dowodowego posiedzenia sądu mają się odbywać w każdy drugi i czwarty piątek każdego miesiąca.

W sierpniu 2006 roku na zeskoku budowanej skoczni osunęła się ziemia. Nikomu nic się nie stało, ale poważnie naruszona została konstrukcja, na której miał zostać ułożony igelit. Usunięcie szkód po katastrofie, a także konieczność wykonania dodatkowych prac umacniających stok góry, kosztowały około 9 mln złotych.

Zdaniem prokuratury w Cieszynie, która prowadziła śledztwo, wina za katastrofę spoczywa na projektantach: głównym i dwóch branżowych, a także geologach. Przed sądem odpowiedzą za doprowadzenie do zdarzenia, które zagrażało życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu. Grozi za to od roku do 10 lat więzienia.

Zdaniem śledczych projektanci i geolodzy popełnili szereg błędów, między innymi źle ocenili podłoże, które miało tendencję do osuwania się. Nie sięgnęli, choć mieli taki obowiązek, do materiałów archiwalnych.

Jak wskazywał prokurator rejonowy w Cieszynie Andrzej Hołdys, istnieje opracowanie z lat 70. XX wieku, gdy planowano budowę zapory w Wiśle-Malince. Wówczas jeden z przyczółków zapory miał być posadowiony w miejscu, gdzie znajduje się skocznia. Wówczas wszystko zostało dokładnie zbadane.

Prokuratura stoi na stanowisku, że budowa powinna zostać zakwalifikowana do III kategorii geotechnicznej. Wówczas badania gruntu musiałyby być o wiele dokładniejsze, nie tylko polowe, ale i laboratoryjne: spoistości i twardości podłoża. Twórcy przyjęli II kategorię geotechniczną, dokumentacja została uproszczona i badania nie zostały przeprowadzone - wynika z ustaleń śledztwa.

Zdaniem prokuratorów błędy projektantów są częściowo powiązane z błędami geologów, choć miały inny charakter. Główny projektant zaliczył budowę do II kategorii, a projektanci nie obliczyli stateczności zbocza i nie wskazali, jak przeprowadzać na nim roboty, co doprowadziło do osuwiska - uznała prokuratura.

Akt oskarżenia pierwotnie został skierowany do Sądu Rejonowego w Cieszynie. Sprawa trafiła jednak ostatecznie do Katowic, gdyż właśnie tam mieszkają oskarżeni, większość świadków oraz biegli.

Skocznia w Wiśle-Malince powstała w 1933 r. Gruntowna jej modernizacja rozpoczęła się w z początkiem 2005 r. Prace zatrzymało osunięcie się ziemi na zeskoku w sierpniu następnego roku. Później roboty przy budowie skoczni zostały całkowicie zawieszone, gdyż groziły kolejną katastrofą. Prace ostatecznie zakończono latem 2008 roku. Koszt przebudowy skoczni, łącznie z potrzebnymi naprawami i wzmocnieniem zeskoku wyniósł około 47 mln złotych.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne