Spółdzielnie mieszkaniowe razem z firmami specjalizującymi się w odczytywaniu podzielników przedstawiają nam rachunki, których praktycznie nie jesteśmy w stanie zweryfikować. Można w nich wiele ukryć. Przekonali się o tym mieszkańcy Bytomskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Ich rachunki za ciepło wzrosły nagle o kilkadziesiąt procent. Zdziwieni spółdzielcy zaczęli liczyć, docierać do dokumentów, porównywać dane. Powstała nawet Grupa Inicjatywna Obrony Lokatorów. Po kilkumiesięcznej batalii z zarządem nie mieli już wątpliwości, że spółdzielnia ich oszukała. - Dopisywała nieuczciwie to, co nie powinna. Jaki był cel, że chciała ściągnąć więcej pieniędzy - trudno mi powiedzieć - mówi jedna z lokatorek. Mieszkańcy ustalili, że za ciepło spółdzielnia sama rozliczała się z dostawcą, ale firma, która obliczała zużycie ciepła w poszczególnych mieszkaniach, dostawała od spółdzielni zupełnie inne dokumenty. W efekcie na jednym węźle cieplnym spółdzielnia zarabiała ok. 4 tys. zł. Mieszkańcy, którzy poinformowali prokuraturę, mówią, że w sumie oszukano ich na pół mln zł. Oczywiście spółdzielnia wszystkiemu zaprzecza, wciąż rządzą też nią ci sami ludzie, ale w ubiegłym roku rachunki niespodziewanie obniżono - również o kilkadziesiąt procent... Najlepszym rozwiązaniem, by uniknąć wszelkich oszustw, byłoby montowanie mierników ciepła, ale ze względów technologicznych, jest to możliwe tylko w nowych blokach. Podzielniki, które mamy, są niedoskonałe - więcej kresek ubywa, jeśli mieszkamy na parterze, ostatnim piętrze lub nad prześwitem. Jak jednak zapewnia prezes Lubelskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, rekompensują to odpowiednie obliczenia. - Tam, gdzie jest więcej możliwości uciekania ciepła, więcej go trzeba do ogrzania mieszkania, stosuje się odpowiednie współczynniki zmniejszające - mówi Jan Gąbka. Wszystko jest w porządku, jeśli owe współczynniki są ustalone, jak należy. Jeśli nie - nasze pieniądze wyparowują...