Reklama

Reklama

Katowice: Portier odprawił małżeństwo sprzed szpitala. Kobieta przeszła zawał

Kobieta z silną dusznością została we wtorek odprawiona przez portiera sprzed Okręgowego Szpitala Kolejowego w Katowicach. Mąż zawiózł ją do innej placówki, gdzie okazało się, że ma zawał. - Jestem niezmiernie oburzony tą sytuacją. 30 lat pracowałem w służbie zdrowia i nie zetknąłem się z taką sytuacją. Nie może tak być, żeby placówka służby zdrowia to był tylko ochroniarz - mówi mężczyzna. Pacjentka przebywa obecnie na oddziale intensywnej terapii.

Dyrekcja szpitala twierdzi, że mąż chorej nie przekazał informacji o jej poważnym stanie, a portier zachował się prawidłowo. Zapowiada jednak dogłębne wyjaśnienie sprawy i zapowiada szkolenia dla pracowników firmy ochroniarskiej, z którą zawarto umowę zaledwie kilka tygodni temu.

"Otworzył ochroniarz poruszający się o lasce"

Reklama

Jak relacjonował w środę w rozmowie z dziennikarzami mąż chorej kobiety Romuald Broll, późnym wieczorem żona źle się poczuła, skarżąc się przede wszystkim na trudność w oddychaniu. Samochodem zawiózł ją więc do najbliższego szpitala, dysponującego izbą przyjęć - Okręgowego Szpitala Kolejowego w Katowicach. Mężczyzna próbował zaprowadzić chorą do szpitala pod rękę, ale kobieta nie była w stanie pokonać nawet krótkiego dystansu z parkingu.

Mąż odprowadził ją więc do auta i sam podszedł do drzwi z napisem "Wejście dla pacjentów". - Drzwi otworzył ochroniarz poruszający się o lasce. Poprosiłem, żeby mnie wpuścił na izbę przyjęć, która wiedziałem, że tutaj działa. Mówiłem, że ta kobieta, która tam stoi, za chwilę się przewróci i dojdzie do tragedii. Pan oświadczył mi, że tu już nie ma oddziału internistycznego, tu jest kartka, ja tego nawet nie czytałem, bo byłem w szoku. Powiedział, że tu jest tylko okulistyka i żeby udać się do szpitala w Murckach - relacjonował Romuald Broll.

Była reanimowana

Mężczyzna zawiózł więc żonę do odległego o kilkanaście kilometrów szpitala w dzielnicy Murcki, gdzie stwierdzono, że kobieta przeszła właśnie zawał ściany przedniej serca. Tamtejsza lekarka wezwała karetkę, która przetransportowała kobietę do Górnośląskiego Centrum Medycznego w Katowicach-Ochojcu. W tamtejszej izbie przyjęć musiała być reanimowana. Po zaopatrzeniu trafiła na oddział intensywnej opieki medycznej. - Jest obecnie pod dobrą opieką - oświadczył Romuald Broll, emerytowany pracownik pogotowia.

- Jestem niezmiernie oburzony tą sytuacją. 30 lat pracowałem w służbie zdrowia i nie zetknąłem się z taką sytuacją. Nie może tak być, żeby placówka służby zdrowia to był tylko ochroniarz. Ten pan z nikim się nie konsultował, tylko zamknął drzwi. Ktoś te kontrakty z NFZ wygrywa, a nie panuje nad tym - denerwował się mężczyzna, który nie wyklucza złożenia skargi w tej sprawie.

Dyrektor szpitala odpowiada

Dyrektor Okręgowego Szpitala Kolejowego w Katowicach Bohdan Kozak poinformował dziennikarzy, że zasięgnął już informacji w tej sprawie. Wynika z nich, że ochroniarz nie wiedział, że chora kobieta jest w tak poważnym stanie, bo jej mąż o tym nie mówił. - Osoba, która pełniła tu swoje obowiązki, przekazała nam, że podjechał tu samochód i pan poprosił o poradę medyczną dla żony. Zgodnie z procedurami poinformował, że nasza placówka nie prowadzi już nocnej i świątecznej opieki medycznej, od 1 stycznia robi to szpital w Murckach. Udzielił informacji, żeby tam jechać, podał numer telefonu - powiedział dyrektor.

Potwierdził, że w szpitalu działa izba przyjęć, gdzie jednak nie odnotowano zgłoszenia się we wtorek takiej pacjentki. W szpitalu działa też oddział internistyczny.

Dyrektor Kozak zapowiedział dalsze, dogłębne wyjaśnienie tej sprawy oraz kolejne szkolenia dla pracowników firmy ochroniarskiej, zaznaczając jednak, że zostali przeszkoleni przed podjęciem obowiązków. - Widocznie potrzebne jest kolejne szkolenie - ocenił.

Wasze komentarze
No hate

Dodawanie komentarzy pod tym artykułem zostało wyłączone

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym, nasyconym nienawiścią komentarzom, niezależnie od wyrażanych poglądów. Jeśli widzisz komentarz w innych serwisach, który jest hejtem – wyślij nam zgłoszenie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy