Reklama

Reklama

Interwencja policyjna w Rybniku. "Weszli bez żadnej zgody, gazowali nas w lokalu"

W nocy z soboty na niedzielę w jednym z rybnickich klubów, który został otwarty mimo zakazu, interweniowała policja. Współwłaściciele lokalu twierdzą, że funkcjonariusze proszeni o przedstawienie się używali filmowych nazwisk: James Bond i Grzegorz Brzęczyszczykiewicz. - Weszli na lokal bez żadnej zgody, siłą, zaatakowali klientów. Gazowali nas w lokalu - mówi Sandra Konieczny. W niedzielę przed tamtejszą komendą protestowało kilkadziesiąt osób.

Reklama

- Policja sprowokowała, wtargnęła nielegalnie do klubu, użyła gazu, pani rzecznik policji kłamie, mamy mnóstwo nagrań i oświadczam, że wszelkie próby, które już wielokrotnie były, nagabywania uczestników, zabierania telefonów komórkowych, są bezprawne - mówił lider strajku przedsiębiorców Michał Wojciechowski. 

Reklama

- Wszystkie filmy mamy zgrane i pokażemy je w odpowiednim momencie, więc niech się policja nie kompromituje i nie mówi, że nie użyła gazu w zamkniętym pomieszczeniu - dodał. 

To odpowiedź na słowa policji, która twierdzi, że wewnątrz klubu nie stosowała gazu. - Na miejsce weszli policjanci z sanepidem. Właściciel unikał kontaktu jednak z nami, dlatego decyzja została ogłoszona zarówno pracownikom, właścicielowi, jak i tym osobom, które się tam bawiły - relacjonowała Aleksandra Nowara z katowickiej policji. 

Tłumaczyła, że "proszono ich o wyjście z lokalu". - Z tego lokalu część wyszła dobrowolnie, część nie chciała, wywiązała się pyskówka. Absolutnie zaprzeczam, bo takie komentarze się pojawiły, że w środku używaliśmy siły fizycznej czy też gazu, takich środków absolutnie nie używaliśmy. W końcu te osoby wyszły na zewnątrz, tam zgromadziło się kilkaset osób - przekazała Nowara.

"Zaatakowali klientów, gazowali nas w lokalu"

Współwłaściciele klubu - Marcin Koza i Sandra Konieczny - oceniali, że policja weszła do lokalu bez podstaw prawnych, a proszeni o przedstawienie się funkcjonariusze używali filmowych nazwisk: James Bond i Grzegorz Brzęczyszczykiewicz.

- Myślałam, że w tym trudnym czasie, kiedy jest pandemia, policja chce chronić ludzi przed pandemią. Jak się jednak okazuje, policja atakuje ludzi, żeby chronić pandemię - powiedziała Sandra Konieczny.

- Weszli do lokalu bez żadnej zgody, siłą, zaatakowali klientów. Gazowali nas w lokalu, przez co jedna z naszych klientek miała problemy z oddychaniem w górnej strefie lokalu. Nie pozwolili nam jej sprowadzić na dół - relacjonowała.

Wylegitymowano 213 osób

Decyzją Państwowego Inspektora Sanitarnego lokal został zamknięty. 

Część uczestników - jak informują policjanci - dobrowolnie opuściła lokal, zaś pozostali nie chcieli dostosować się do poleceń.

Na zewnątrz zebrała się grupa kilkuset osób, wśród których - jak głosi policyjny komunikat - "większość była nietrzeźwa i agresywna w stosunku do policjantów". Niektórzy nie mieli na twarzach maseczek, pili alkohol i podawali policjantom fałszywe dane personalne - informuje policja.

Mundurowi zatrzymali trzech mężczyzn w wieku 30, 44 i 48-lat, którzy w czasie interwencji naruszyli nietykalność cielesną funkcjonariuszy.

Dwóch policjantów zostało rannych, zniszczono także dwa radiowozy - czytamy na stronie policji.

W zabezpieczeniu brało udział prawie 150 funkcjonariuszy KMP w Rybniku oraz OPP w Katowicach.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje