Reklama

Reklama

Autobusowe prawo dżungli

Patrycja Gediga, studentka 5 roku kulturoznawstwa, pisząc pracę magisterską pt. "Zachowania kulturowe w przestrzeni autobusu komunikacji miejskiej" odkryła kilkanaście norm regulujących nasz sposób zachowania w autobusie.

Patrycja zbierała materiały do pracy magisterskiej dojeżdżając na uczelnię (fot. Joanna Nowicka)

Reklama

Do badań posłużył jej autobus linii 820, którym codziennie przemierza drogę z Tarnowskich Gór do Katowic. Pokonanie takiego dystansu trwa średnio 75 minut (w jedną stronę!). Obserwowała pasażerów, wybierała niektórych i umawiała się z nimi na wywiady.

- Koniecznie poza autobusem. Ludzie niechętnie opowiadają o swoich wrażeniach w obecności współpasażerów - mówi Patrycja Gediga. Większość z nich narzekała na komunikację miejską i kierowców, których bierność sprawia, że przestrzeń w autobusach traktowana jest jako ziemia niczyja. Inne powody niezadowolenia to tłok, smród i chamstwo.

- Zadowolona, wręcz zachwycona była tylko jedna pani, która w wolnym czasie pakuje kanapki i cały dzień podróżuje komunikacją miejską. Marzy przy tym, aby w przyszłości zostać kierowcą autobusu - śmieje się Patrycja.

Prawo dżungli, czyli łokcie w ruch

Ziemia niczyja to teren niezdobyty, na którym obowiązuje prawo dżungli. Przy wsiadaniu do autobusu nikogo nie dziwią skupiska ludzi w czterech miejscach na przystanku przy ul. Stawowej - kiedy podjedzie autobus, to na ich wysokości powinny znaleźć się drzwi. Kiedy się otworzą, w ruch pójdą łokcie, w walce o miejsca zwyciężą silniejsi i sprytniejsi.

- Doświadczeni pasażerowie przekonują, że najgorsza rzecz, którą można zrobić, to stanąć obok staruszki, która spowolni wsiadanie. Wtedy ci, którzy napierają na inne drzwi, zajmą wszystkie miejsca siedzące. Dlatego czasami nie warto pchać się do pierwszego rzędu, ale zaatakować z drugiej linii - mówi Gediga.

Po wdarciu się do autobusu, jeśli jest wybór, okazuje się, że miejsce miejscu nierówne. Największym powodzeniem cieszą się te w przedniej części pojazdu, podwójne i koniecznie przy oknie. Nie chodzi tu jednak o podziwianie widoków - po prostu gdy pojawi się staruszka lub matka z dzieckiem, to osoba obok będzie musiała ustąpić miejsca. I poza tym, pasażer na sąsiednim miejscu to doskonała ochrona przed tłoczącymi się ludźmi.

Fajnie jest zniknąć

Właśnie po to spora część pasażerów czyta podczas jazdy (to nie tylko przywilej siedzących) i słucha muzyki. Nie chodzi o rozsmakowywanie się w dobrej książce i delektowanie się muzyką Beethovena, a o to, aby odseparować się od otoczenia, pozostać biernym i niezauważonym. Na drugim biegunie znajdują się ludzie, którzy ekshibicjonistycznie opowiadają znajomym pasażerom o swoim życiu osobistym, a nawet intymnym, będąc w pełni świadomi, że pasażerowie podsłuchują.

- O ile współpasażerowie są w stanie znieść takie rozmowy (dostarczają im one nieco rozrywki podczas dojazdów), o tyle bardzo źle postrzegane jest ostentacyjne rozmawianie przez komórkę. Nawet zbyt głośno słuchana muzyka nie działa tak drażliwie na innych, jak głośne: "Jo jest w autobusie, jada do dom, co na obiad?" - cytuje Gediga.

Bartłomiej Wnuk

bartlomiej.wnuk@echomiasta.pl

Tak walczymy o miejsce siedzące

- Obserwujemy, gdzie zwykle otwierają się drzwi do autobusu na przystanku i stajemy w pierwszej linii.

- Kiedy otworzą się drzwi, używamy łokci i napieramy na pasażerów z przodu (pomocna jest też teczka, którą blokujemy drogę innym).

- Zakładamy na uszy słuchawki lub czytamy. Udajemy zajętych, więc nikt nas o nic nie pyta.

w lidzie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama