Reklama

Reklama

Synod o rodzinie: Bez przełomu, ale uchylono drzwi w duchu miłosierdzia

Jak przewidywano, synod biskupów na temat rodziny zakończył się bez przełomu w delikatnej kwestii dostępu rozwodników w nowych związkach do komunii. W klimacie polemik udało się wypracować kompromis, co już można uznać za sukces. Najważniejszym jednak sukcesem synodu jest to, że wszystkie 94 punkty dokumentu końcowego zostały zaaprobowane w głosowaniach większością dwóch trzecich głosów.

To istotna zmiana w porównaniu z zeszłorocznym synodem, gdy kilka najbardziej spornych paragrafów na temat rozwodników i homoseksualistów, budzących protesty tzw. konserwatystów, przyjęto tylko zwykłą większością głosów.

Wśród komentatorów dominuje przekonanie, że na synodzie zrobiono wiele kroków naprzód. Dokument, przeznaczony dla Franciszka, do którego należą teraz wszelkie decyzje, wskazuje, że ma on swoiste "pole manewru" - twierdzą włoscy obserwatorzy.

Zauważa się, że zgodnie z intencjami papieża na synod ten należy patrzeć przez pryzmat rozpoczynającego się niebawem Roku Miłosierdzia; miłosierdzia także wobec ludzi w trudnych sytuacjach rodzinnych i tzw. nieregularnych związkach.

Reklama

W obradach drugiego za pontyfikatu Franciszka synodu pod hasłem "Powołanie i misja rodziny w Kościele i świecie współczesnym" uczestniczyło 270 biskupów z całego świata. Obecne zgromadzenie zwołano rok po poprzednim, które przyniosło bardzo głębokie podziały w kwestii przedstawionej przez kardynała Waltera Kaspera propozycji dopuszczenia, pod ściśle wyznaczonymi warunkami, osób rozwiedzionych w nowych, niesakramentalnych związkach do komunii.

Przeciwnicy takiego rozwiązania, wśród nich przewodniczący polskiego episkopatu arcybiskup Stanisław Gądecki, ostrzegali, że odchodzi się od nauczania Jana Pawła II i próbuje forsować "antymałżeńską ideologię".

Po roku potwierdziły się podziały i wizja braku szans na jednomyślność wśród biskupów.

Wynikiem kompromisu, koniecznego wobec chóru głosów przeciwnych wszelkiemu otwarciu, jest więc to, że w ogłoszonym w sobotę dokumencie podsumowującym trzy tygodnie dyskusji o sprawie komunii dla rozwodników mówi się wyłącznie w sposób niebezpośredni, a słowem kluczem jest często używane przez ludzi Kościoła i wskazane przez Jana Pawła II "rozeznanie", czyli analiza i ocena konkretnej sytuacji, bo są one - jak zauważył w arcybiskup Wiednia kardynał Christoph Schoenborn - bardzo różne. Podkreślił, że każdej z nich należy przyjrzeć się z bliska, rozpoznać je i towarzyszyć ludziom.

“Dokument końcowy wyznacza kryteria nie tylko w kwestii dostępu do sakramentów, ale także sytuacji, które katechizm Kościoła katolickiego nazywa nieregularnymi" - oświadczył metropolita austriackiej stolicy.

W duchu nauczania Jana Pawła II

Podczas gdy w zeszłym roku przestrzegano przed odchodzeniem od dziedzictwa nauczania Jana Pawła II, kluczowy punkt dotyczący rozwodników i rozeznania ich konkretnej sytuacji życiowej oparto w przygotowanej relacji właśnie na jego słowach z uznanej za podstawę wszelkich decyzji adhortacji "Familiaris consortio" z 1981 roku.

Niewiele miejsca poświęcono kwestii osób homoseksualnych. Ci, którzy na to liczyli, będą rozczarowani - przyznał kard. Schoenborn. Kwestia homoseksualizmu poruszona została głównie w aspekcie szacunku i unikania dyskryminacji oraz obecności osób o takiej orientacji w rodzinie i chrześcijańskiego podejścia do nich. Nie ma więc odniesienia do par homoseksualnych.

Radio Watykańskie przytoczyło w przeddzień zamknięcia obrad wypowiedź jednego z francuskich biskupów, który przyznał, że tekst dokumentu końcowego jest "bardzo wygładzony". W tym sensie - wyjaśnił - "nosi on na sobie piętno konfrontacji, która miała miejsce w czasie dyskusji, oraz zabiegów o pacyfikację nastrojów". To wyjątkowo mocne słowa opisujące obrady w Watykanie.

Synodalne trzęsienie ziemi

Synod rozpoczął się od trzęsienia ziemi, a w następnych tygodniach doszło do jeszcze silniejszych wstrząsów - zauważają watykaniści. Przypominają, że w przeddzień obrad doszło do poważnej prowokacji, jaką była konferencja prasowa ówczesnego teologa z Kongregacji Nauki Wiary księdza Krzysztofa Charamsy, który ogłosił, że jest gejem i żyje w stałym związku.

Polski ksiądz uczynił publiczny "coming out" pod swoistym patronatem obradującego wówczas w Rzymie, właśnie z powodu synodu, stowarzyszenia katolików - osób LGBT, którego był gościem. Charamsa, natychmiast zwolniony z pracy w Watykanie i na papieskich uczelniach, nie osiągnął - jak się zauważa - swego celu, jakim było nakłonienie uczestników synodu do szerokiej dyskusji na temat osób homoseksualnych i ich związków oraz zmiany nauczania Kościoła w tej materii.

Kilka dni później falę komentarzy wywołało ujawnienie listu kilkunastu kardynałów do papieża Franciszka. Dostojnicy utożsamiani ze skrzydłem konserwatywnym zaprotestowali zarówno przeciwko metodzie pracy na synodzie, jak i temu, że za bardzo ich zdaniem dyskusja koncentruje się na sprawie rozwodników, co może - przestrzegali - odwrócić uwagę od zasadniczego celu obrad, jakim jest przywrócenie godności małżeństwu i rodzinie.

List, odebrany jako atak pod adresem papieża, wywołał ogromne zamieszanie, także dlatego, że część jego sygnatariuszy zdementowała, jakoby złożyła pod nim podpis. Petycję tę odebrano jako głos tych kręgów hierarchii, które od dawna mówiły o tym, że synod będzie "zdalnie sterowany" po to, by zagrozić doktrynie Kościoła na temat małżeństwa.

Papież odpowiedział sygnatariuszom, krytykując snucie teorii "spiskowych".

Plotki i manipulacja

Za próbę manipulacji i zdyskredytowania papieża oraz podważenia jego autorytetu ze strony jego przeciwników uznano przyjęte z oburzeniem rozpowszechnienie wiadomości o rzekomym nowotworze mózgu, jaki u niego stwierdzono. Wiadomość została zdementowana natychmiast przez Watykan, który potępił takie zachowanie. "Wybrany moment rozsiewania takich plotek wydaje się wskazywać na manipulacyjny cel całego zamieszania" - ocenił dziennik "L’Osservatore Romano".

Jad, intrygi, ataki, ofensywa ultrakonserwatystów przeciwko papieżowi, zatruta atmosfera - tak afery wokół synodu podsumowała rzymska gazeta "Il Messaggero".

Inni komentatorzy mówią zaś o próbach wywierania presji, przede wszystkim na Franciszka, by nie naciskał na niebezpieczny zdaniem niektórych kurs otwarcia Kościoła pod znakiem miłosierdzia oraz reform. Takich nacisków nigdy wcześniej nie było - zauważa się. 

Zwraca się też uwagę, że niektórzy przedstawiciele tej frakcji mieli nawet nadzieje na wsparcie ze strony emerytowanego papieża Benedykta XVI, który zachował całkowite milczenie.

Watykańskie biuro prasowe podało statystykę dotyczącą zakończonego zgromadzenia biskupów: 90 godzin prac, 2012 tweetów, 425 wystąpień ojców synodalnych i audytorów.

Z Watykanu Sylwia Wysocka


Zobacz też: Koniec synodu o rodzinie. Franciszek: Nasz obowiązek to głoszenie miłosierdzia, a nie wydawanie wyroków"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy