Reklama

Reklama

Śledztwo w sprawie Jezusa

Jaki był ów człowiek, który od dwóch tysięcy lat fascynuje serca wszystkich? Należy odnaleźć i złożyć w spójny obraz wszystkie udokumentowane przekazy historyczne, które mogą konkretnie ukazać nam na tle epoki Jezusa w działaniu.

Antonio Socci w swojej bestsellerowej książce "Śledztwo w sprawie Jezusa", poszukuje m.in. detali oświetlających osobowość Jezusa, chcąc zrozumieć jego postawy, słowa i gesty, a także - na ile to możliwe - psychikę, światopogląd i wnętrze. Oto fragmenty książki udostępnione przez polskiego wydawcę, Dom Wydawniczy RAFAEL.

Nie było obojętnych

Reklama

(...) W jaki sposób postrzegali Go współcześni? Co czuli lub myśleli ludzie, którzy Go spotykali, słuchali i widzieli, jak czynił nadzwyczajne znaki? Czy można odtworzyć tamte emocje? Tak, jest to możliwe. Pójdziemy szlakiem badań trzech mistrzów: Karla Adama, Romana Guardiniego i Luigiego Giussaniego w ich skrupulatnym przetrząsaniu ewangelicznych kronik, czterech niewielkich ksiąg pisanych stylem suchym, zwięzłym, niemal dziennikarskim, stanowiących wierne i szczegółowe sprawozdanie z faktów dotyczących Jezusa.

Przytoczono w nich autentyczne świadectwa tych, którzy tam byli, widzieli Go na własne oczy i dotykali swoimi rękoma i - aby złożyć świadectwo o tym, co widzieli - gotowi byli narazić się na uwięzienie, procesy i karę śmierci. Ta ostatnia okoliczność jest probierzem autentyczności relacji, ponieważ ludzie z pewnością nie pozwoliliby się torturować i zabijać - i to masowo! - za bajkę, którą sobie wymyślili.

(...) Z kart Ewangelii wynika jasno, że wobec Jezusa nikt nie pozostawał obojętny. "Jego zewnętrzna postać - zauważa Karl Adam, za którego tokiem rozważań pójdziemy w tej części naszych badań - musiała być niezmiernie pociągająca, a nawet fascynująca, skoro na Jego widok kobieta z tłumu wydała okrzyk spontanicznego uwielbienia: "Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś!" (Łk 11,27). Korygująca odpowiedź Jezusa: "Owszem, ale przecież błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je" (Łk 11,28), zdradza, że owa kobieta, obok duchowych zalet Jezusa, miała również na myśli Jego przymioty fizyczne".

Nie miał domu i nic nie posiadał

Możemy wyrobić sobie pogląd w tej kwestii na podstawie Całunu Turyńskiego. Człowiek z całunu miał trzydzieści pięć lat, wzrost powyżej metra i osiemdziesięciu centymetrów. Jego szczupła sylwetka świadczy o tym, że był zdrowy i silny, jak ktoś, kto od młodości wykonywał ciężką pracę fizyczną.

Jak pisze dr Baim Bollone, lekarz medycyny sądowej, który badał całun: "Masa mięśniowa piersi, pleców, pośladków, ud i łydek, jest dobrze widoczna". Człowiek ten miał pociągłą twarz o regularnych rysach, usta wydatne, szerokie czoło, włosy do ramion i długą brodę. Jest to jednak jedynie opis zewnętrzny, niewiele mówiący o Jego sposobie mówienia czy zwracania się do innych, o temperamencie czy spojrzeniu.

(...) Jezus nie miał domu i nic nie posiadał. Pełnił swoją publiczną misję bez stałej siedziby, bez miejsca, "gdzie by głowę mógł złożyć", śpiąc często pod gołym niebem, wystawiony na niepogodę, na duszny upał i zimowe chłody. Nieustannie pielgrzymował przez doliny, góry i pustynie. Niestrudzony, zawsze w drodze. Często Jego towarzysze, którzy szli za Nim, narzekali na głód i pragnienie, na słońce pustyni.

Godna uwagi jest - jak zauważa Adam - "ostatnia Jego podróż odbyta w podobnych warunkach z Jerycha do Jerozolimy [...]. Nie bacząc na straszliwy skwar, musiał On w sześciogodzinnym marszu wdzierać się na zalane słońcem, najeżone skalistymi zwałami, wzniesione powyżej tysiąca metrów ponad poziom morza wzgórze i - co najdziwniejsze - nie czuł się zmęczony i jeszcze tego samego wieczora wziął udział w uczcie, którą Mu przygotował Łazarz wraz ze swymi siostrami (zob. J 12,2)" (...).

Nieuchwytna tajemnica...

Jezus zatem jawi się oczom współczesnych jako młody galilejski rabbi, wysoki, postawny, silny, niezmordowany i dyspozycyjny dla wszystkich. Od samego początku działalności publicznej otoczony przez ludzi, nieraz przez wielkie tłumy, tak że - jak mówi św. Marek - często "nawet na posiłek nie mieli czasu" (zob. Mk 3,20; 6,31), ponieważ "z nastaniem wieczora [...] przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych" (Mk 1,32), a On okazywał współczucie wszystkim. Patrzył na nich, na wszystkie ich ukryte cierpienia, i dojrzewały w Nim słowa poruszające jak serdeczny uścisk: "Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię" (Mt 11,28).

(...) Jak mówili współcześni Jezusowi, wiadomo było, skąd On pochodzi, znano Jego krewnych (nawet wrogowie są na Jego temat dobrze poinformowani). Samo nasuwa się więc pytanie: co za mądrość jest Mu dana?

Jednak był kimś tak wyjątkowym, że zaraz trzeba zadać następne pytanie: kim jest naprawdę? Także wśród przyjaciół Jezusa, którzy codziennie widzieli, jak dokonywał cudów, panowało przekonanie, że nosi On w sobie jakąś nieuchwytną tajemnicę, dopóki On sam nie powiedział otwarcie: "Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że Ja Jestem" (J 8,28).

Pozwolił się maltretować

To oszałamiające i niesłychane wyrażenie powtórzył jeszcze raz: "Zanim Abraham stał się, Ja Jestem" (J 8,58). Wyrażenie "Ja Jestem" było dla Żydów świętym imieniem Boga Najwyższego, którego nie wolno było wymawiać. Zatem słowa Jezusa były bluźnierstwem (karanym śmiercią) w oczach Jego wrogów i w opinii niektórych pobożnych tradycjonalistów, którzy nie byli wrogo do Jezusa nastawieni. Należy powiedzieć wyraźnie - to jedyny tego rodzaju przypadek w historii. Jakże można uwierzyć, że syn cieśli z Nazaretu jest Przedwiecznym, Wszechmocnym, Tym, który wytyczył bieg galaktyk i tysiącleci? Czy Jezus naprawdę właśnie to powiedział o sobie?

(...) Największym, najbardziej poruszającym wydarzeniem, w którym wyraża się cała osobowość Jezusa, a jednocześnie najbardziej gorszącym, jest sposób, w jaki wydał się On swoim katom i w jaki pozwolił w milczeniu się zabić. Mógłby z całą pewnością uniknąć grożącego Mu aresztowania, o którego planowaniu dobrze wiedział, a jednak postanowił dać się dobrowolnie ująć. Mocą, której używał, by uzdrawiać innych i im pomagać, Chrystus mógł pokonać wszystkich wrogich żołnierzy w ciągu sekundy, a jednak nie chciał jej nigdy używać dla siebie (jak tego już dowiódł w czasie kuszenia na pustyni).

W ciągu tamtych dramatycznych godzin jednak pozwolił się maltretować, obrzucać oszczerstwami, upokarzać, opluwać, torturować ponad wszelkie granice, a na koniec zamordować w najbardziej okrutny i niegodny sposób.

"Jeśli Jezus nie jest Bogiem, Bóg nie istnieje!"

Dlaczego Jezus we własnej obronie nie użył zdumiewającej mocy, jakiej tylekroć używał wobec innych, czyniąc spektakularne cuda? Dlatego, że na ludziach zrobiłoby to wrażenie, ale by ich nie poruszyło wewnętrznie. Pełni bojaźni uznaliby, że jest On Bogiem. Nie poznaliby jednak nieskończonej miary Jego miłości stanowiącej głęboką naturę Boga i nie mogliby dobrowolnie wybierać miłości do Niego. Nie zrozumieliby, że miłość jest silniejsza niż władza oparta na sile, że miłość jest wręcz Bogiem (...).

Wszystko to nakreśla odpowiedź na pierwsze pytanie Flewa, od którego rozpoczęliśmy tę książkę, czy Jezus z Nazaretu może objawiać Boga, czy to możliwe, by przez Jezusa Bóg wszedł w kontakt z ludźmi, a nawet że sam Jezus jest Bogiem, który stał się człowiekiem.

Posłuchajmy odpowiedzi laickiego intelektualisty, historyka Ernesto Galli Della Loggii, który mówiąc o Jezusie (a dokładnie o ewangelicznym epizodzie z kobietą cudzołożną - J 8,1-11) wyraził to - powiedziałbym - obiektywne, neutralne spostrzeżenie: "Jeśli Bóg istnieje, jeśli istnieje objawienie, musiało być nim to. Tylko tu mamy do czynienia z tak pełną wzruszenia solidarnością z człowiekiem. Można nie wierzyć, ale to wszystko jest niezrównane".

Jean Guitton wyraża to w innych słowach: "Jeśli Jezus nie jest Bogiem, Bóg nie istnieje!", a Malegue posuwa się jeszcze dalej: "Dziś trudność nie polega na tym, żeby zaakceptować fakt, że Chrystus jest Bogiem. Trudność polegałaby na zaakceptowaniu Boga, gdyby nie był Chrystusem".

Zdobył świat i historię

Historyczna konkluzja, którą musieli wypowiedzieć nawet niektórzy laicy, jest następująca: stoimy wobec człowieka tak wspaniałego, tak doskonałego, do tego stopnia wyjątkowego i jedynego w swoim rodzaju, że żaden Bóg nie mógłby być lepszy, żaden Bóg nie mógłby Go przewyższyć. Wyjaśnia to również, dlaczego Jego tajemnica i piękno są niewyczerpane. Tego dowodzi to, co nieustannie się dzieje. Mimo upływu wieków bowiem fascynacja osobą Jezusa z Nazaretu nie zmniejsza się, a nawet rośnie.

Za każdym razem powtarza się historia ta sama, a jednak zawsze nowa, ta sama przygoda, ale oblekająca się w nieprzewidywalne i niewyobrażalne formy: kto bowiem mógłby po św. Pawle i św. Benedykcie, św. Augustynie i św. Bonifacym wyobrazić sobie czy "wynaleźć" Franciszka z Asyżu albo Ignacego Loyolę i jego towarzyszy? Kto mógł przewidzieć Katarzynę Sieneńską, Teresę z Avila, Ojca Pio czy Matkę Teresę albo Bernadettę czy Joannę d'Arc? Wieczna młodość, nieskończona seria wiosen, wszystkie tak samo rozświetlone i każda w innych kolorach.

A kto mógł przypuszczać, że Człowiek, który pozwoli się unicestwić i zamordować, zdobędzie świat i historię? Kto może zwyciężyć poprzez własne męczeństwo? Co to za paradoks? Historyczny absurd? Któż zdobędzie wszystkich, ze wszystkiego rezygnując? Jaka niezwyciężona moc może działać na ziemi, po tym jak wybrała całkowite odrzucenie wszelkiej władzy ludzkiej i ziemskiej? (...)

-------------

Tytuł oryginału włoskiego: "Indagine su Gesu". Informacje o autorze i kontakt - strona internetowa: www.antoniosocci.it

2010 Dom Wydawniczy Rafael, Kraków; e-mail: rafael@rafael.pl

www.rafael.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne