Pieśń kojarzona z niepodległością. Jej pierwsza wersja została zmieniona
"Boże, coś Polskę" to jedna z najważniejszych pieśni religijno-patriotycznych w dziejach Polski. Choć dziś śpiewamy ją jako modlitwę o wolność Ojczyzny, pierwotnie była hymnem pochwalnym… dla cara Aleksandra I.

Historia tej pieśni sięga roku 1816. Autorem słów był Alojzy Feliński, poeta, historyk i sekretarz Tadeusza Kościuszki. Napisał tekst na zamówienie wielkiego księcia Konstantego, brata cara Aleksandra I, który po Kongresie Wiedeńskim został królem Polski. Feliński miał stworzyć hymn wyrażający wdzięczność wobec monarchy.
Melodia, skomponowana przez kapitana Jana Nepomucena Kraszewskiego, nawiązywała do brytyjskiego "God Save the King". Pierwsze wykonanie odbyło się 3 sierpnia 1816 roku w Warszawie, podczas mszy ku czci cesarzowej Marii Teodorówny. Utwór nosił tytuł "Pieśń narodowa za pomyślność króla" i kończył się słowami: "Naszego Króla zachowaj nam, Panie!".
Była to modlitwa za cara, który wówczas przedstawiany był jako władca mający zapewnić Polakom pokój i stabilność. Jednak już kilka lat później słowa hymnu zaczęły budzić sprzeciw.
Bunt wśród wiernych i zmiana treści pieśni
Od samego początku istnienia pieśni w nieoficjalnym obiegu śpiewano zmieniony refren: "Naszą Ojczyznę racz nam wrócić, Panie!". Był to gest symboliczny, ale pełen odwagi. W miejscu prośby o opiekę nad carem pojawiło się błaganie o wolność dla kraju.
Pieśń, która miała sławić monarchę, zaczęła wyrażać bunt i nadzieję na niepodległość. Szybko przeniosła się z dworskich uroczystości do kościołów, gdzie śpiewano ją podczas nabożeństw. Później dołączono kolejne strofy o wymowie patriotycznej.
Ich autorem był poeta Antoni Gorecki. W ten sposób "Boże, coś Polskę" przestało być hymnem państwowym, a stało się modlitwą narodu.
Podczas powstań listopadowego i styczniowego śpiewano je jak pieśń bojową. Carskie władze zakazały jej publicznego wykonywania, ale nie zdołały jej wymazać z pamięci ludzi.
Pieśń, która dojrzewała z narodem
Każde pokolenie Polaków dopisywało do niej swoją historię. Po 1918 roku pieśń zyskała nową wersję. Usunięto wersy odnoszące się do monarchy, a w refrenie pojawiło się wezwanie: "Ojczyznę wolną pobłogosław Panie".
Przez pewien czas była nawet rozważana jako hymn narodowy, zanim ostatecznie wybrano "Mazurka Dąbrowskiego".
W czasie II wojny światowej i w okresie PRL wielu Polaków wróciło jednak do dawnej wersji: "Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie". Dla ludzi żyjących pod okupacją i w zniewoleniu te słowa znów nabrały pierwotnej mocy. Były cichą formą sprzeciwu i modlitwą o wolność.
11 listopada. "Boże, coś Polskę" dzisiaj
Dziś pieśń funkcjonuje przede wszystkim jako utwór religijny. Śpiewana podczas mszy za Ojczyznę i uroczystości państwowych łączy wymiar duchowy z narodowym. Znalazła trwałe miejsce w śpiewnikach i tradycji kościelnej, a jej melodia nadal wzrusza - tak samo w świątyniach, jak i na placach podczas świąt narodowych.
"Boże, coś Polskę" to coś więcej, niż pieśń. To modlitwa, która dojrzewała razem z narodem. Od hymnu dla cara po błaganie o wolną Polskę. Jej historia pokazuje, jak bardzo słowa mogą zmieniać znaczenie, kiedy zmienia się serce narodu.












