Wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Bolesnej to dzień, kiedy Kościół przypomina sobie Maryję jako matkę, która wytrwale towarzyszyła Synowi aż pod krzyżem, w ucisku i smutku. Liturgia w subtelny sposób składa cześć jej niezłomnej miłości i poświęceniu.
Miejsce święta w kalendarzu nie jest przypadkowe: przypada dzień po święcie Podwyższenia Krzyża, co podkreśla związek między krzyżem a cierpieniem Maryi.
Dlaczego w Kościele wspominamy cierpienie Matki Bożej?
Pierwsze lokalne święto upamiętniające cierpienie Maryi pojawiło się już w roku 1423 w diecezji kolońskiej w Niemczech. Nosiło ono nazwę "Współcierpienie Maryi", i obchodzono je w piątek po trzeciej niedzieli Wielkanocy jako formę duchowego zadośćuczynienia.
W 1727 roku papież Benedykt XIII rozszerzył to lokalne święto na cały Kościół i przeniósł obchody na piątek przed Niedzielą Palmową. Równolegle pojawiło się drugie święto - Siedmiu Boleści Maryi - wprowadzane przez zakon serwitów już od XIII wieku. Zakon Serwitów, oddany Matce Bolesnej, rozwinął tę tradycję w różnych miejscach.
Od 1667 święto zyskało akceptację w niektórych diecezjach, a w 1814 roku papież Pius VII zatwierdził je dla całego Kościoła, ustalając jego datę na trzecią niedzielę września.
Kluczowy zwrot nastąpił za pontyfikatu Piusa X, który przeniósł obchody na 15 września, co stanowi obecny i ustalony termin.
Dwa święta w kalendarzu Kościoła. Zmieniła to reforma
Przez wieki Kościół obchodził dwa święta odnoszące się do cierpienia Maryi: w Wielkim Poście - wspomnienie Matki Bożej Bolesnej, i 15 września - wspomnienie Siedmiu Boleści. Po reformie liturgicznej (w roku 1969) zrezygnowano z tego pierwszego wspomnienia. Pozostało tylko wspomnienie z 15 września jako obowiązujące w kalendarzu.
Umieszczenie wspomnienia dzień po Podwyższeniu Krzyża nie jest przypadkowe. Podkreśla, jak cierpienie Maryi jest ściśle związane z męką Jezusa.
Siedem Boleści Maryi
Tradycja mówi o siedmiu kluczowych momentach cierpienia Maryi, które są znane jako "Siedem Boleści". W języku potocznym wyrażenie to często ma żartobliwy wydźwięk, ale jego pochodzenie wynika z dawnej duchowości.
To wspomnienie pokazuje nam, że odnoszenie się do cierpienia może mieć głęboki, ludzki wymiar, niezależnie od przekonań religijnych. Maryja jawi się tu jako postać matki i opiekunki w najczulszym sensie - ktoś, kto towarzyszy, cierpi i nie odchodzi.
To także sposób na zrozumienie, jak tradycja łączy elementy historii, codzienne emocje i duchowość w jednym, prostym obrazie - bez konieczności używania trudnych terminów.











