Reklama

Reklama

Zrabowane dzieci: Inżynier Zoglauer zabiera Liselottę

"Dzień dobry. W 1942 roku zrabowano moim dziadkom córkę Liselottę Łukaszczyk, ur. 5 kwietnia 1941 r. w Gliwicach. Adoptowało ją niemieckie małżeństwo - Franz Josef i Sidonia Zoglauer" - czytamy w liście do redakcji.

"Dziecku zmieniono imię i nazwisko na Maria Zoglauer. Dziadkowie szukali córki całe życie przez Czerwony Krzyż, ale dowiedzieli się tylko tyle, że córka jest zamężna, podobno chora i że spotkanie z prawdziwymi rodzicami mogłoby jej zaszkodzić. Posiadamy kilka dokumentów, m.in. akt adoptowania tego dziecka, korespondencję Czerwonego Krzyża, zdjęcia i inne. Prosimy o pomoc w poszukiwaniach" - napisała w styczniu 2018 roku do redakcji Interii, w związku z akcją "Zrabowane dzieci", Mirosława Sosna.

***

Liselotta przychodzi na świat 5 kwietnia 1941 roku w klinice w Gliwicach. Poród jest kleszczowy. Dziecku zostają na skroniach ślady. W szpitalu spędza pół roku. Jej ojciec zostaje wcześniej zastrzelony na dworcu w Katowicach, mamę wysyłają na roboty przymusowe. Dziewczynka trafia do Stacji Opieki nad Niemowlętami "Sauglingsheim", czyli do żłobka w Bytomiu1. W spisie dzieci zaginionych znajduje się karta Lukasczyk Lisselotty Gertrudy (pisownia oryginalna), sporządzona 9 czerwca 1949 roku.

Reklama

Zdrobnienie używane przez rodzinę (przed wywiezieniem, zaginięciem): "Kika"

Adres dziecka przed wywiezieniem, zaginięciem: Kędzierzyn, u inżyniera chemika Franza Josefa Zoglauera

Adres po wywiezieniu: nieznany

Czy dziecko było zapisane na niemiecką listę narodową: brak danych

Wygląd zewnętrzny, cechy fizyczne: gruba, blondynka

Co dziecko może pamiętać, na co zareaguje? (jak zidentyfikować dziecko, gdy inne czynniki zawiodą?) Nie będzie pamiętać, miała trzy lata

Co się stało z rodzicami w chwili, gdy dziecko zaginęło, zostało zabrane przez Niemców? Ojciec poległ na wojnie, matka przebywała w Legnicy, gdzie zatrudniona była w charakterze pomocy domowej

Kiedy, od kogo i w jakich okolicznościach dziecko zaginęło, zostało zabrane przez Niemców? W roku 1944 zostało zabrane przez wychowawcę inż. chem. F. J. Zoglauera, zamieszkałego ostatnio w Kędzierzynie i wywiezione w głąb Rzeszy

Co było wiadomo o losie dziecka po zaginięciu?...

Jakie urzędy niemieckie interesowały się dzieckiem? Zarząd gminy Chropaczów i Stacja Opieki nad Niemowlętami "Sauglings-heim" w Bytomiu.

Gdzie i kiedy zgłoszono poszukiwanie dziecka? W roku 1947, w PCK w Katowicach.

***

Michał Mucha, drugi mąż Gertrudy - mamy Liselotty, tuż po zakończeniu wojny jedzie do Kędzierzyna-Koźla i przeszukuje opuszczone przez Zoglauerów mieszkanie.

Nie zdążyli wszystkiego zabrać. Mucha znajduje dokumenty i zdjęcia.

***

Nie wiemy, w którym momencie i jakich okolicznościach w historii małej Liselotty pojawia się inżynier Zoglauer. Wiadomo natomiast - z "trzeciej listy dzieci zabranych i przeznaczonych do zabrania do zakładów niemieckich, sierocińców, adopcji i pracy w Niemczech, a także rodzin niemieckich w celu germanizowania", sporządzonej przez PCK na podstawie akt poniemieckich - że to Jugendamt zadbał o to, by dziewczynka trafiła do żłobka w Bytomiu.

Tam opieką i późniejszą adopcją dziewczynki zainteresowany jest inżynier chemik Franz Josef Zoglauer, zamieszkały w Chropaczowie. Wkrótce dziecko zostaje mu oddane na wychowanie, a Zoglauer wraz żoną i małą Liselottą przenosi się do Kędzierzyna. Doktor Zoglauer chce ją po pewnym czasie - "stosownie do rozwoju dziecka" - adoptować i prosi władze niemieckie o jeszcze jedną dziewczynkę. Ponieważ jednak nie cieszy się u nich dobrą opinią, władze chcą, by Liselotta powróciła do swojej matki. "Ale po tygodniu pobytu dziecko czuje się tak dalece słabo, że musi powrócić do dr. Zoglauera" - czytam w aktach4. Z dokumentów adopcyjnych wynika, że Franz Josef Zoglauer jest członkiem "zarządu kopalni Schlesiengrube" w Chropaczowie. Ma trzypokojowe mieszkanie z kuchnią, osobne łóżeczko dla małego dziecka. Zarabia nieźle - 650 marek miesięcznie. Żona - Sidonia z domu Zinger - nie pracuje. Jest od niego o dziesięć lat młodsza. Ma jakichś krewnych w Łodzi, słabo mówi po polsku. Mieszkanie Zoglauerów znajduje się przy ulicy Admiral-Hipper-Straße w Kędzierzynie5. Lokalizacja, jak się okaże, nie jest przypadkowa.

***

W sprawie adopcji małej Liselotty inżynier Zoglauer znajduje sprzymierzeńca w osobie burmistrza Chropaczowa. Ten w piśmie z 15 lipca 1942 roku prosi żłobek w Bytomiu, w którym rzekomo znajduje się mała Liselotta, o przekazanie dziecka Franzowi Zoglauerowi, ponieważ zgodził się ją wziąć pod opiekę za darmo. Pięć miesięcy później Zoglauer pisze z Heydebreck, czyli z Kędzierzyna-Koźla, do burmistrza Chropaczowa. Zaznacza, że byłoby dla niego bardzo trudne oddzielić się od dziecka, które zostało mu powierzone pod opiekę, bo się z nim związał, i w tej sytuacji dalszy los dziecka nie pozostałby dla niego obojętny. Zaznacza, że byłoby szkoda, gdyby zabrano mu dziecko, które się z nim zżyło, i uważa, że na pewno tak dobrej opieki i warunków nie miałoby, gdyby zostało przy matce. Zwraca się z prośbą do burmistrza o szczere opisanie sprawy. Niecierpliwi się. Sugeruje, że matka powinna napisać oświadczenie, że zrzeka się praw do dziecka. Jeśli to nie nastąpi, deklaruje gotowość do oddania dziecka. Prosi, by załatwić to jak najszybciej, bo z każdym dniem byłoby mu coraz trudniej pogodzić się z utratą małej Liselotty. Pisze o inwestycji w książeczkę oszczędnościową. Uzbierana kwota byłaby do dyspozycji Liselotty po ukończeniu przez nią 20. roku życia. Czeka na szybką odpowiedź6.

***

- Do 1944 roku, zanim Zoglauerowie wyjechali, babka z dziadkiem mieli ich pod pewną kontrolą. Wiedzieli, gdzie mieszkali, ale nie mogli nic zrobić, bo dziecko zostało zabrane i adoptowane. Jak już wyjechali, to od tego czasu nie mogli ich znaleźć. Wcześniej to jeszcze jakoś dawali radę... - mówi Mirosława Sosna, córka siostry Liselotty - Barbary Pastuszki. - Widywali wcześniej Liselottę? - Na spacerach. Śledzili ją. Mama musiała patrzeć, jak Niemka zajmuje się jej dzieckiem. A bała się, że ją jaki szupok zastrzeli - mówi pani Barbara. - Szupok? - No, Niemiec. Szupok - od "Schutzpolizei". - Łzy leciały, patrzyła, ale nie śmiała podejść do własnego dziecka. Tragiczne... Oni tam w Kędzierzynie-Koźlu mieszkali obok fabryki - mówi siostra. Gertruda i Michał patrzyli z ukrycia, jak Niemka bawi się z małą "Kiką".

I później "Kika" zniknęła.

(fragment rozdziału)

***

Historia Lizelotty została opisana w książce "Teraz jesteście Niemcami", która ukazała się nakładem Wydawnictwa M.

SPOTKANIE Z AUTORAMI KSIĄŻKI NA TARGACH KSIĄŻKI W KRAKOWIE

Sobota, 27 października, godz. 12 (Salonik Literacki), godz. 13 stanowisko C3

Więcej informacji TUTAJ.


 

 

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy