Reklama

Reklama

"Wschodniej Ukrainie może grozić destabilizacja"

Kijowski publicysta Witalij Portnikow uważa, że po ustąpieniu oligarchy Ihora Kołomojskiego ze stanowiska szefa administracji obwodowej w Dniepropietrowsku na wschodniej Ukrainie może dojść do destabilizacji.

Zaakceptowana przez prezydenta Petra Poroszenkę dymisja Kołomojskiego jest wygodna dla Rosji, gdyż osłabia wschodnie obwody. "Kołomojski jako silny gubernator obwodu dniepropietrowskiego miał również istotne wpływy w sąsiednich regionach: zaporoskim, odeskim i charkowskim" - powiedział Portnikow PAP.

Reklama

"Jeśli Rosja zdecyduje się na ingerencję w tych obwodach, to niewykluczone, że słabe administracje obwodowe nie będą w stanie jej się przeciwstawić" - ocenił.

Jego zdaniem Kołomojski potrafił połączyć funkcje gubernatora, przedstawiciela aparatu państwowego, z nieformalnymi wpływami wynikającymi z jego statusu finansowego.

"Nikt dziś nie zna odpowiedzi na pytanie, co będzie, jeśli Rosja postanowi rozhuśtać sytuację we wschodnich regionach. A jeśli dojdzie do ingerencji, to czy Kołomojski zechce się jej przeciwstawić?" - powiedział.

Publicysta przypomniał, że w ostatnich wyborach parlamentarnych, w październiku ubiegłego roku, w rządzonym przez Kołomojskiego obwodzie dniepropietrowskim najlepszy wynik uzyskał Blok Opozycyjny, wywodzący się z Partii Regionów obalonego prezydenta Wiktora Janukowycza.

Przywołał także przykład innego ukraińskiego oligarchy, Rinata Achmetowa, który swego czasu nie zgodził się na przyjęcie stanowiska szefa obwodu donieckiego, skąd pochodzi i gdzie znajduje się jego imperium.

"Właśnie dlatego, że Achmetow nie został gubernatorem obwodu donieckiego i nie połączył wpływów formalnych i nieformalnych w jednych rękach, stała się możliwa okupacja część terytorium tego obwodu przez rosyjskie wojska" - podkreślił Portnikow.

Kołomojski podał się do dymisji w nocy z wtorku na środę, a prezydent Poroszenko ją przyjął. Przyczyną był konflikt z władzami centralnymi, który wybuchł, gdy w ubiegłym tygodniu oligarcha zajął wraz z uzbrojonymi ludźmi siedzibę Ukrtransnafty, państwowego operatora rurociągów naftowych, ponieważ zwolniono lojalnego wobec niego szefa tego przedsiębiorstwa. Działania te były efektem zmian prawa dotyczącego zwoływania walnych zgromadzeń spółek akcyjnych. Zmiany te, które weszły w życie ze skutkiem natychmiastowym, pozbawiły Kołomojskiego decydującego wpływu w kontrolowanych dotychczas przez niego przedsiębiorstwach.

Po wydarzeniach minionego tygodnia Poroszenko oświadczył, że żaden gubernator nie będzie miał swoich "kieszonkowych armii", a wszystkie bataliony obrony terytorialnej powinny znaleźć się w strukturach sił zbrojnych i podlegać ich dowództwu.

Kołomojski, którego majątek szacowany jest na 3 mld dolarów, w ubiegłym roku bardzo zaangażował się w tworzenie ochotniczych batalionów, które do dziś walczą z prorosyjskimi separatystami na wschodzie kraju. Pierwszym z nich był batalion Dnipro, którego zadaniem była walka z separatystami przenikającymi do obwodu dniepropietrowskiego z obwodów donieckiego i ługańskiego.

Z Kijowa Jarosław Junko

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje