Reklama

Reklama

Saryusz-Wolski: To wkroczenie rosyjskiej armii na Ukrainę

Na Ukrainie doszło do otwartej konfrontacji wojsk ukraińskich i rosyjskich. Tak ostatnie wydarzenia na granicy obu państw komentuje eurodeputowany Platformy Obywatelskiej, Jacek Saryusz-Wolski.

W nocy na terytorium Ukrainy wjechała kolumna rosyjskich pojazdów pancernych. Część z nich została zniszczona przez ukraińską artylerię. Jacek Saryusz-Wolski powiedział Informacyjnej Agencji Radiowej, że oznacza to wkroczenie rosyjskiej armii na Ukrainę.

Reklama

- To jest próba przejęcia kontroli i odbicia tej części donbasko-ługańskiej - powiedział polityk. Jego zdaniem, Rosja może w każdej chwili uderzyć na Ukrainę większymi siłami. Jacek Saryusz-Wolski podkreślił, że fakt, iż granicę przekroczyły oznakowane rosyjskie pojazdy, oznacza otwartą inwazję w przeciwieństwie do dotychczasowej, której dokonywali "przebierańcy".

Zdaniem Jacka Saryusz-Wolskiego, Zachód powinien podjąć w tej sytuacji zdecydowane działania. Unia Europejska powinna przejść do tak zwanych sankcji sektorowych, poważniejszych od zastosowanych do tej pory, a NATO powinno dostarczyć Ukrainie broń i ekwipunek. Polityk podkreślił, że nie oznaczałoby to konfliktu NATO z Rosją.

Co siedzi w głowie Władimira Putina?

- Rosja nie potrzebuje pretekstu, aby zaatakować Ukrainę - uważa doradca ministra obrony, generał Bogusław Pacek. Jego zdaniem jednak, fakt przekroczenia granicy ukraińskiej przez kolumnę rosyjskich wozów pancernych jest dziwny w sytuacji, gdy Ukraińcy byli gotowi przyjąć niewygodną dla siebie pomoc humanitarną. Generał dodał, że władze Ukrainy poszły na duże ustępstwo, zgadzając się przyjąć konwój humanitarny nie wiedząc, co naprawdę wiezie.

Generał powiedział w Jedynce, że świat zachodni nadal nie do końca wie, co siedzi w głowie Władimira Putina. Bardzo trudno jest ocenić, do czego naprawdę dąży Rosja i Putin - powiedział Pacek dodając, że wielu specjalistów uważa, iż nie chodzi tylko o Krym i Donieck.

Ekspert do spraw wschodnich Bartosz Cichocki uważa natomiast, że to obecność brytyjskich dziennikarzy przy granicy ośmieliła ukraińskich żołnierzy do ostrzelania rosyjskiej kolumny pancernej. Gość radiowej Jedynki przypomniał, że Rosjanie już wielokrotnie prowokowali Ukrainę, ale Kijów obawiał się bezpośredniego ataku na rosyjskie wojska. Tymczasem, zachodni dziennikarze sfotografowali rosyjskie pojazdy opancerzone przy przekraczaniu granicy. Sprawa stała się głośna i Ukraińcy postanowili działać, tym bardziej, że obecności tych pojazdów nie da się wytłumaczyć niesieniem pomocy humanitarnej.

Na wschodzie Ukrainy toczy się po prostu wojna

Dziennikarka telewizyjnego Studia Wschód Maria Przełomiec uważa, że na wschodzie Ukrainy toczy się po prostu wojna. Podkreśliła, że Ukraińcy ostrzelali rosyjską kolumnę, gdyż wtargnęła na ich terytorium.

- Wydaje mi się to absolutnie logicznym działaniem, a Rosja wkroczyła zbrojnie na teren obcego państwa - powiedziała Maria Przełomiec. Podkreśliła przy tym, że konflikt na wschodzie Ukrainy trwa już od paru miesięcy, choć ma on formę "wojny hybrydowej".

Dziennikarka przypomiała, że we wrześniu 1939 roku część państw też traktowała wojnę polsko-niemiecką jako "konflikt regionalny".

Zdaniem dziennikarki trudno przewidzieć, jak dalej rozwinie się sytuacja. - Pewne jest to, że Ukraina sama sobie nie da rady - powiedziała Maria Przełomiec dodając, że Europa zachodnia nie włączy się do wojny. Jednak zdaniem wielu ekspertów wystarczyłoby, gdyby Stany Zjednoczone wysłały na Ukrainę sprzęt wojskowy i doradców, a przede wszystkim udzieliły jej informacji o rosyjskiej armii i jej działaniach.

Dowiedz się więcej na temat: Ukraina

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne