Reklama

Reklama

Rzeczniczka MSZ Niemiec nie chciała komentować słów Tuska

Niemiecki MSZ wezwał Rosję do powstrzymania się od wszelkich działań, które mogą przyczynić się do dalszej destabilizacji sytuacji na Ukrainie; zaznaczył, że manewry i równoczesna koncentracja oddziałów wojskowych nie służą rozładowaniu napięcia.

"Rząd bardzo dokładnie obserwuje rozwój sytuacji na granicy ukraińsko-rosyjskiej, w tym manewry lotnicze po stronie rosyjskiej" - powiedziała zastępczyni rzecznika MSZ Sawsan Chebli. Jak dodała, strona niemiecka domaga się od Moskwy "możliwie maksymalnej otwartości".

Reklama

"W obecnej napiętej sytuacji w tym regionie połączenie zakrojonych na szeroką skalę manewrów z koncentracją oddziałów nie służy deeskalacji konfliktu" - podkreśliła rzeczniczka.

Chebli nie skomentowała, pomimo pytań dziennikarzy, wypowiedzi premiera Donalda Tuska, który wcześniej powiedział, że są powody, by przypuszczać, iż zagrożenie bezpośrednią interwencją Rosji na Ukrainie jest większe niż jeszcze kilkanaście dni temu.

Zastępczyni rzecznika rządu Christiane Wirtz powiedziała dziennikarzom, że wstrzymanie importu polskich owoców i warzyw jest jak do tej pory jedyną retorsją podjętą przez Rosję w odpowiedzi na unijne sankcje. Dodała, że przepisy unijne przewidują w takim przypadku procedury pozwalające na ubieganie się o odszkodowanie. Wirtz podkreśliła, że Berlin nadal zabiega o dialog "na wszystkich szczeblach" z Rosją.

Jak wyjaśniła, rząd nie dysponuje jeszcze danymi dotyczącymi wpływu sankcji na niemiecką gospodarkę. "Kto wprowadza sankcje, ten musi się liczyć z kosztami" - podkreśliła Chebli.

Minister gospodarki Sigmar Gabriel obiecał firmom, które ucierpią w wyniku sankcji, pomoc ze strony państwa.

Z Berlina Jacek Lepiarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje