Reklama

Reklama

Putin przelał czarę goryczy

Aneksja Krymu nie utonie w zapomnieniu, a przenikanie broni i żołnierzy przez granicę rosyjsko-ukraińską to inny wymiar zamachu Moskwy na europejski ład pokojowy, oświadczył w Warszawie Frank-Walter Steinmeier.

Poprzednio, szef dyplomacji RFN przebywał w Polsce pół roku temu. Powiedział wówczas dziennikarzom, że o Ukrainie Polacy wiedzą więcej niż niemal wszyscy inni Europejczycy. Przyjechał, by "wspólnie zastanowić się, co możemy zrobić, by przezwyciężyć polityczną blokadę w Kijowie".

Reklama

Wydaje się, że było to dawno, bo sytuacja zmieniła się dramatycznie; dziś na wschodzie Ukrainy toczy się regularna wojna. Zestrzelenie malezyjskiego samolotu pasażerskiego przelało czarę goryczy, podsumowałł bieg wydarzeń szef polskiej dyplomacji, Radosław Sikorski.

Czego boją się Niemcy?

Steinmeier przemawiał podczas dorocznej konferencji ambasadorów RP z całego świata. Taki zaszczyt spotkał poprzednio ministrów spraw zagranicznych Francji i Rosji. - Nie ma przesłanek - podkreślił  - by stwierdzić, że Rosja zrobiła cokolwiek dla zmniejszenia napięcia. Dlatego trzeba zwiększyć presję, by powróciła na drogę odpowiedzialnej polityki.

Krótko mówiąc, nadszedł czas na trzecią fazę sankcji. Ale Niemcy się boją. Czego? Takie pytanie postawił na konferencji prasowej korespondent sieci ARD. Lekko wzburzony minister odparł: z ręką na sercu, nie ma zrozumienia dla takiego pytania. Wyjaśnił, ze Niemcy od początku kryzysu opowiadają się za stopniowym zwiększaniem nacisku na Moskwę i są w tym konsekwentne. Tym niemniej, w takim działaniu nie może być automatyzmu, ponieważ sam konflikt może być rozwiązany jedynie stopniowo. Pierwszym stopniem na tej drodze musi być zawieszenie broni.

 - Nie w tym rzecz - zauważył Sikorski - jacy jesteśmy twardzi, lecz jak wpłynąć na zachowanie drugiej strony. Im szybciej Rosja powróci do współpracy międzynarodowej w oparciu o traktaty, procesy, wartości, tym lepiej. Udział Rosji w polskim handlu zagranicznym jest większy niż w niemieckim efekcie sankcji, ale prezydent Putin nie pozostawia nam innej możliwości.

Instrukcje dla ambasadorów

Politycy wyrazili przekonanie, że rezultaty tej narady przyniosą owoce właśnie w postaci sankcji trzeciej fazy. Sikorski wymienił tu embargo na broń, restrykcje na dostawy zaawansowanych technologii, w tym tzw. technologii podwójnego zastosowania, ograniczenia w dostępie do europejskich rynków finansowych. Sankcje te mają być skoordynowane z działaniami USA.

- Jeśli ambasadorowie otrzymają właściwe instrukcje, a co do instrukcji ambasadorów Polski i Niemiec jestem spokojny, to w najbliższych dniach Unia Europejska może przyjąć te decyzje - powiedział Sikorski.

Wyraźniejsza różnica stanowisk zarysowała się w kwestii silniejszej obecności sił NATO w Polsce i innych krajach regionu. W wywiadzie dla publicznego radia amerykańskiego Sikorski stwierdził mianowicie, że kraje takie jak Niemcy, Francja, Hiszpania, czują się bezpiecznie w sytuacji kryzysu za wschodnią granicą UE i powściągliwie traktują polskie postulaty. Sprawa ta powróciła na konferencji w Warszawie.

Steinmeier przypomniał, że Republika Federalna zwiększyła obecność swej floty na Bałtyku, uczestniczy w operacji stałego zwiadu lotniczego - air policing - nad Litwą, Łotwą i Estonią.

Sikorski sprecyzował oczekiwania: poziom bezpieczeństwa na całym  terytorium sojuszu powinien być wyrównany, a gwarancje traktatowe należy wesprzeć "praktycznymi możliwościami wypełnienia". Dodał, że w obliczu konfliktu za wschodnia granicą sojuszu, trwa intensywny dialog członków paktu.

Michał Jaranowski, Warszawa/ Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje