Reklama

Reklama

​Premier Bułgarii: Obawiamy się sankcji gospodarczych wobec Rosji

Premier Bułgarii Płamen Oreszarski dał do zrozumienia w poniedziałek, że jego kraj popiera terytorialną integralność Ukrainy, lecz sprzeciwia się sankcjom gospodarczym wobec Rosji, gdyż będzie jednym z krajów, którzy poniosą największe straty w ich wyniku.

Sytuacja na Ukrainie oraz ocena działań Rosji stały się jednym z głównych tematów konferencji prasowej w Sofii z udziałem Oreszarskiego oraz Sergeja Staniszewa i Lutfiego Mestana, liderów popierających rząd ugrupowań: Bułgarskiej Partii Socjalistycznej (BSP) i Ruchu na rzecz Praw i Swobód (DPS).

Reklama

Wszyscy trzej wyraźnie wstrzymywali się od potępienia Rosji mimo ponawianych przez dziennikarzy pytań o to, jak władze Bułgarii oceniają sytuację na Krymie oraz działania Moskwy w stosunku do Kijowa.

- Bułgaria opowiada się za terytorialną jednością Ukrainy i nie zgadzamy się z polityką pogróżek ze strony Rosji. Jednocześnie nowe władze (w Kijowie - PAP) powinny dążyć do deeskalacji napięcia. Obie strony, zarówno ukraińska, jak i rosyjska, powinny rozwiązać otwarte sprawy wyłącznie dyplomatyczną drogą. Cieszylibyśmy się z tego z wielu przyczyn, m.in. ze względu na nasze interesy gospodarcze oraz interesy bułgarskiej mniejszości na Ukrainie - mówił Oreszarski.

W konfrontacji między Rosją a Ukrainą Bułgaria powinna zachować wyważone stanowisko - dodał premier. Według niego "Bułgaria jest jednym z państw, które poniosą największe straty w wyniku dalszej konfrontacji między UE a Rosją".

- Nie jesteśmy odosobnieni, analogiczne stanowisko na unijnym szczycie (w ubiegłym tygodniu - PAP) wyrazili premierzy jeszcze co najmniej 4-5 państw - powiedział Oreszarski. - Podstawowym instrumentem obrony naszych interesów jest Unia Europejska, Komisja Europejska. Jeżeli dojdzie do ukarania któregoś z uczestników konfliktu, nie powinno to oznaczać kary także dla państwa unijnego - wyjaśnił.

Oreszarski i lider BSP Staniszew, który równocześnie jest przewodniczącym Partii Europejskich Socjalistów (PES), kilkakrotnie zwrócili uwagę na spoczywający na władzach w Sofii obowiązek bronienia interesów bułgarskiej mniejszości na Ukrainie. Liczy ona według różnych szacunków 250-300 tys. osób.

- Oceniłem, że należy bacznie śledzić sytuację, zwłaszcza w kontekście działań nowych ukraińskich władz w sferze językowej, których nie aprobujemy. Za jedno z najważniejszych zadań uznaliśmy obronę naszych rodaków na Ukrainie - podkreślił Oreszarski.

Premier powiedział, że praca nad projektem budowy gazociągu South Stream, który zgodnie z planem powinien zacząć dostarczać rosyjski gaz do Europy Środkowej w 2018 roku, nie została wstrzymana. - Działania przygotowawcze są w toku - mówił, odrzucając sugestie szefa MSZ Krystiana Wigenina sprzed kilku dni, że w obecnej sytuacji bardziej korzystne byłoby zawieszenie prac.

Bułgarscy przedsiębiorcy obawiają się unijnych sankcji wobec Rosji. Bułgaria sprowadza z Rosji 85 proc. gazu i połowę dostaw ropy. Ewentualne ograniczenia handlowe uderzyłyby w energetykę, przemysł chemiczny, hutnictwo i przede wszystkim turystykę, która odpowiada za ok. 14 proc. PKB. Rocznie Bułgarię odwiedza ponad 600 tys. rosyjskich turystów, a 300 tys. Rosjan posiada tu nieruchomości.

Z Sofii Ewgenia Manołowa

Dowiedz się więcej na temat: Płamen Oreszarski | Bułgaria

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje