Reklama

Reklama

Odessa: Remis bez wskazania

​Martwy chłopak leżał nakryty ukraińską flagą. Przypadkowy człowiek podszedł do niego, wyjął mu z kieszeni komórkę i zadzwonił do jego ojca mówiąc: "Zastrzelili Waszego syna. Przyjeżdżajcie go zabrać".

42 zabitych, niemal 200 rannych - tak według najnowszych danych przedstawia się bilans piątkowych wydarzeń w Odessie.

Reklama

Wszystko zaczęło się wczoraj przed meczem piłkarskim Czarnomorca Odessa i Metallista Charków. Kibice obu drużyn spotkali się przed pierwszym gwizdkiem na Placu Sobornym w centrum miasta. Jak podaje Ukraińska Prawda, do śpiewających ukraiński hymn i trzymających ukraińskie flagi kibiców przyłączyli się mieszkańcy miasta i wszyscy razem zamierzali udać się w stronę stadionu. Około tysiąca osób, krzyczeli "Sława Ukrainie", czy "Wschód i Zachód [kraju - zr] razem". Kibice wielu ukraińskich drużyń, w tym właśnie Czarnomorca i Metallista, w ciągu ostatnich miesięcy wielokrotnie manifestowali swoje przywiązanie do ukraińskiej państwowości - m.in. aktywnie angażowali się we wspieranie Majdanu.

Maszerujący tłum został nagle zaatakowany (o godzinie 15.30 czasu lokalnego) - pojawili się uzbrojeni i zamaskowani ludzie. Zaczęto szybko rozbierać kostkę brukową i rzucać kamieniami. Zginęły cztery osoby, w sieci pojawiły się zdjęcia na których widać "separatystów" trzymających pistolety.

Uczestnik wydarzeń, Poll Lenec, pisze na swoim Facebook: "Kiedy wróciłem na ulicę Żukowskiego zobaczyłem najstraszniejszą scenę w moim życiu. Martwy chłopak leżał nakryty ukraińską flagą. Przypadkowy człowiek podszedł do niego, wyjął mu z kieszeni komórkę i zadzwonił do jego ojca mówiąc: Zastrzelili Waszego syna. Przyjeżdżajcie go zabrać na Deribasowską". Lenec podkreśla też, że uczestników proukraińskiego marszu było znacznie więcej, jednak ich przeciwnicy byli dobrze uzbrojeni. I mieli inne intencje.

Szef obwodu odesskiego winą za tragedię obarczył milicjantów ("nie powinni kupczyć swoją ojczyzną" - pisał na Facebook), wiele głosów obserwatorów również potwierdza, że milicja byłą bierna bądź - momentami w ogóle jej nie było. Poza tym niektórzy milicjanci nosili opadki oznaczające, że solidaryzują się z prorosyjskimi aktywistami.

Mieszkańcy miasta szybko się zorganizowali i rozpędzili miasteczko odesskich separatystów (mieściło się na Placu Kulikowe Pole stąd często pojawia się nowe określenie separatystów - "kulikowcy"), a ci schronili się w budynku Związków Zawodowych (część ludzi rozbiegła się po mieście i w innych jego punktach również dochodziło do mniejszych starć, donosi odesski kanał telewizyjny Pierwyj gorodskoj). Według świadków z czwartego piętra zablokowani separatyści zaczęli się ostrzeliwać. Jak donosiła Dumskaya.net proukraińscy manifestanci rzucali w budynek m.in. koktajlami mołotowa, a jeden z nich doprowadził do pożaru (redaktor naczelny Dumskiej również został zresztą ciężko ranny).

Lenec relacjonuje: "Bardzo szybko, instynktownie, wszyscy zrozumieliśmy, że trzeba ich ratować. Od czasu podpalenia minęła przeszło godzina, a straży pożarnej dalej nie było". Proukraińscy aktywiści pomagali uwięzionym w budynku opuścić go. "Niektórzy nie czekali na swoją kolej i wyskakiwali z czwartego piętra [według numeracji polskiej było to trzecie piętro - zr], prosto na asfalt. To było straszne, bo po upadku już nikt z nich się nie podnosił" - kontynuuje opowieść. Większość ofiar zginęła od zaczadzenia.

Mecz Czarnomorca i Metallista zakończył się tego dnia remisem 1:1, nikt nie wygrał. Póki co nie wiadomo również, kto zwycięży w samej Odessie. Na razie wszyscy przegrywają.

Zbigniew Rokita

Dowiedz się więcej na temat: odessa | Ukraina | Rosja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy