Reklama

Reklama

"Nie potrafiliśmy powiedzieć Rosjanom, że kłamią"

- Byliśmy zbyt grzeczni wobec Rosjan, nie potrafiliśmy im powiedzieć, że kłamią - ocenił w poniedziałek były minister spraw zagranicznych Szwecji Carl Bildt podczas debaty w polskim przedstawicielstwie przy UE w Brukseli.

Były szef szwedzkiej dyplomacji był - m.in. obok szefa MSZ Grzegorza Schetyny - jednym z uczestników dyskusji, która odbyła się przy okazji prezentacji raportu pt. "European Foreign Policy Scorecard". W debacie poruszono praktycznie wszystkie kwestie dotyczące polityki zewnętrznej Unii Europejskiej, ale dominującym tematem był konflikt rosyjsko-ukraiński.

Reklama

"Myślę, że to, co stanie się z Ukrainą, zdecyduje o przyszłości Rosji i bezpieczeństwa europejskiego na wiele lat" - oświadczył Bildt. Zastanawiając się, co UE mogła zrobić lepiej, Szwed zwrócił uwagę, że wiele uwagi poświęcono i nadal się poświęca sankcjom wobec Rosji. Przyrównał przy tym politykę zagraniczną Unii do maszyny do nakładania sankcji, co nie pomogło np. w przypadku wojny domowej w Syrii. Zdaniem Bildta sankcje wobec Rosji były koniecznym instrumentem, ale niewystarczającym. Więcej uwagi Unia powinna bowiem poświęcić finansowej, politycznej, strukturalnej pomocy Ukrainie, także w dziedzinach bezpieczeństwa i obronności - przekonywał.

Bildt zwrócił szczególną uwagę na zwalczanie rosyjskiej propagandy. "Wszyscy byliśmy beznadziejni i zbyt grzeczni wobec Rosjan" - powiedział. "Nie mówimy: kłamiesz, to co powiedziałeś nie ma nic wspólnego z prawdą" - podkreślił Bildt. Zdaniem szwedzkiego dyplomaty brak reakcji pozwala Rosjanom mówić, co chcą, zwłaszcza że w odpowiedzi słyszą, iż Zachód "wciąż jest zainteresowany rozwijaniem partnerstwa z Rosją".

Również minister spraw zagranicznych Danii Martin Lidegaard ocenił, że w kwestii Ukrainy UE nie potrafiła sobie poradzić z rosyjską propagandą.

Duńczyk podkreślił, że w ubiegłym roku ministrowie spraw zagranicznych krajów członkowskich dyskutowali o konflikcie na Ukrainie 16 razy. Rozpoczynali te debaty z bardzo różnymi punktami widzenia na temat problemu i jego rozwiązania, ale za każdym razem ostateczne stanowisko było jednolite. "Myślę, że to było coś. Myślę, że to symbol tendencji w polityce zagranicznej w Europie, gdzie 28 państw widzi konieczność działania coraz bardziej razem" - powiedział Lidegaard.

Zaznaczył, że w ciągu najbliższych 50 lat gospodarki krajów spoza UE wzrosną dwukrotnie, więc nic dobrego nie wyniknie z tego, że Europa nie będzie w stanie mówić jednym głosem, zarówno w kryzysach, jak i w bardziej strategicznych sprawach.

Na problemy ze znalezieniem wspólnego punktu widzenia zwrócił też uwagę minister Grzegorz Schetyna. Podkreślił jednak, że udało się to osiągnąć za każdym razem, także w poniedziałek, kiedy UE odroczyła na prośbę Ukrainy wprowadzenie w życie nowych sankcji wizowych i finansowych.

Schetyna zauważył też, że raport zaprezentowany w poniedziałek w polskim przedstawicielstwie daje wysokie noty za jedność w sprawie Ukrainy. "Cieszymy się z tego, ponieważ dochodzenie do wspólnego stanowiska czasem było trudne" - przyznał.

Zdaniem szefa polskiej dyplomacji odpowiedź UE na rosyjską agresję będzie miała decydujący wpływ na przyszłość Unii.

Unijna lista objętych sankcjami wizowymi i finansowymi ma zostać rozszerzona o 19 osób, w tym pięciu rosyjskich polityków, oraz dziewięć firm i organizacji. Jest to konsekwencją nasilenia walk na wschodniej Ukrainie i ostrzelania przez prorosyjskich separatystów miasta Mariupol. Wdrożenie tej decyzji UE odłożyła do 16 lutego w oczekiwaniu na wyniki planowanego na środę szczytu przywódców Ukrainy, Rosji, Francji i Niemiec w Mińsku. Szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini poinformowała, że decyzja o odroczeniu wprowadzenia sankcji została podjęta jednomyślnie.

Z Brukseli Rafał Lesiecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy