Reklama

Reklama

Jaki będzie następny krok Rosji ws. Ukrainy?

Rosja zapewne nie podejmie w najbliższym czasie ostrych kroków wobec Ukrainy, lecz będzie liczyć na przedłużanie się tam niestabilności politycznej. Zapewne sięgnie też po instrumenty ekonomiczne, jakie ma wobec Kijowa - ocenia ekspert OSW Szymon Kardaś.

Jako "alarmistyczne" określa on tezy o możliwości wkroczenia na Ukrainę wojsk rosyjskich. - Nie sądzę, by to tego doszło. Na pewno nie jest to scenariusz, którego Rosjanie w ogóle nie rozważają w jakiejś sytuacji ostatecznej. Niemniej, wydaje się, że będą próbowali zachować dystans i dyskredytować to, co się obecnie na Ukrainie dzieje, a już po przesileniu politycznym będą próbowali wykorzystywać instrumenty ekonomiczne, jakimi dysponują wobec Ukrainy - prognozuje Kardaś.

"Rosja od samego początku prowadzi grę"

Reklama

Jego zdaniem, należy spodziewać się, że Rosjanie nie będą stosowali wobec Kijowa preferencji handlowych, ustalonych jeszcze w grudniu 2013 roku. - Mechanizm ich jest tak pomyślany, by to od woli Rosji zależało, czy będzie korzystać z nich, czy nie. Przykładem jest sfera gazowa, gdzie zniżka cen na rosyjski gaz musi być potwierdzana co kwartał - przypomina analityk Ośrodka Studiów Wschodnich.

- Rosjanie liczą na to, że Zachód - poza moralnym i politycznym wsparciem - nie udzieli znaczącej pomocy ekonomicznej Ukrainie, a to będzie oznaczało dalsze pogorszenie się sytuacji gospodarczej kraju, negatywnie wpływające na możliwość osiągnięcia wewnętrznej stabilności politycznej - ocenia Kardaś. Moskwa liczy też na to, że nowym elitom w Kijowie trudno będzie uniknąć wewnętrznej rywalizacji.

Ekspert zauważa, że Rosja "od samego początku" prowadzi "grę obliczoną na delegitymizację władz, które wyłaniają się w wyniku rewolucyjnych wydarzeń" na Ukrainie. Ta "gra na delegitymizację" będzie zapewne stałym elementem strategii Rosji wobec Kijowa w najbliższym czasie.

- W interesie Rosji nie będzie raczej podejmowanie drastycznych kroków, a oczekiwanie, że poziom niestabilności politycznej na Ukrainie będzie się utrzymywał jak najdłużej. Ta niestabilność będzie bowiem potwierdzać rosyjską narrację o tym, że przewrót, jakikolwiek by nie był, nie prowadzi do niczego dobrego - wyjaśnia politolog.

Dlaczego Putin milczy?

Komentując słowa premiera Rosji Dmitrija Miedwiediewa o tym, że uznanie przez część państw Zachodu nowych władz na Ukrainie jest "aberracją świadomości", Kardaś wskazuje, że potwierdzają one dotychczasowe stanowisko Rosji. To "narracja, że tak naprawdę to Zachód jest odpowiedzialny za to, co na Ukrainie się wydarzyło, za 'niestabilność'" - wyjaśnia.

- Rosjanie cały czas kreują narrację, że mamy do czynienia z sytuacją "niestabilną, groźną, niebezpieczną pod pewnymi względami" i próbują wskazywać, że Zachód jest nieodpowiedzialny w swej polityce wobec Ukrainy - przypomina ekspert.

Jego zdaniem, "dużo bardziej zobowiązująca, niż jakiegokolwiek polityka rosyjskiego" byłaby wypowiedź na temat Ukrainy prezydenta Rosji Władimira Putina. To, że zachowuje on jak dotąd milczenie, "świadczy o tym, że Rosjanie zamierzają się sytuacji na Ukrainie przyglądać i zachować ostrożność, jeśli chodzi o wypowiedzi najwyższych decydentów" - mówi Kardaś.

- Niewykluczone, że wynika to z bardziej strategicznych narad trwających na Kremlu w sprawie przyjęcia jednoznacznego kursu wobec Ukrainy - dodaje ekspert. Jego zdaniem, przedmiotem tych narad są zapewne długofalowe scenariusze wobec Ukrainy.

- Niewykluczone, że Moskwa - wybierając długofalową strategię na pogłębianie ukraińskiego kryzysu - chciałaby doprowadzić do sytuacji, w której jej zaangażowanie w rozwiązanie sytuacji okazałoby się niezbędne - podsumowuje analityk OSW.

Anna Wróbel

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje