Reklama

Reklama

Ekspert: Ukraina nie chce rozlewu krwi , Rosja wciąż eskaluje

Zdaniem eksperta od spraw ukraińskich Rafała Sadowskiego, Kijów za wszelką cenę stara się nie dopuścić do przelewu krwi na Krymie. Rosyjskie wojska i pro moskiewskie tzw. oddziały samoobrony zajmują kolejne obiekty wojskowe. Stacjonujące na półwyspie siły ukraińskie nie reagują.

Jak dodaje Sadowski, jakakolwiek eskalacja konfliktu byłaby tylko na rękę Moskiwe. Ekspert z Ośrodka Studiów Wschodnich podkreśla, że działania Rosji i sił prorosyjskich na Krymie są bardzo prowokacyjne. Jak dodaje, Kreml oczekuje incydentu, który posłużyłby jako usprawiedliwienie interwencji.

Ekspert zaznacza, że mimo zachodnich deklaracji o potrzebie integralności Ukrainy, Krym może na trwałe odejść od Kijowa. Jednak jak podkreśla Rafał Sadowski - ostateczny status półwyspu nie jest chyba jeszcze przesądzony. Zdaniem eksperta wciąż nie wiadomo, czy Rosjanie będą chcieli przyłączenia Krymu do Federacji, czy też będą przeciągać niestabilność na półwyspie, wykorzystując to w rozgrywkach z zachodem.

Sadowski zaznacza, że Rosja najprawdopodobniej będzie w dalszym ciągu podsycała nastroje separatystyczne na wschodzie kraju - po to by destabilizować sytuację. Jak dodaje, prorosyjskie wystąpienia w Charkowie, Doniecku, czy Ługańsku były w dużym stopniu inicjowane przez ludzi, którzy przyjechali z Rosji. Zdaniem eksperta, strona rosyjska wciąż będzie prowokować separatyzmy.

Dziś siły rosyjskie na Krymie zajęły w Symferopolu szpital wojskowy. W akcji wzięli także udział członkowie prorosyjskiej samoobrony Krymu. Na półwyspie w ostatnich dniach doszło do pobić i zatrzymań ukraińskich i zagranicznych dziennikarzy.
Władze Ukrainy oskarżają Rosję o inicjowanie prorosyjskich manifestacji na wschodzie i południu.

Paweł Buszko

Dowiedz się więcej na temat: Ukraina | Rosja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy