Reklama

Reklama

Eksperci o referendum separatystów ukraińskich

Polscy eksperci krytycznie o referendum, jakie organizują dzisiaj ukraińscy separatyści na wschodzie kraju. Głosowanie ma - według nich - doprowadzić do ogłoszenia niepodległości obwodów donieckiego i ługańskiego.

Szef Polsko-Rosyjskiego Centrum Dialogu i Porozumienia, Sławomir Dębski uważa, że referendum to "czysta farsa". Jednocześnie - jego zdaniem - oficjalne władze w Kijowie będą w trudnej sytuacji, bo nie chcą dopuścić do rozlewu krwi. - Dodatkowo w tle tej sprawy cały czas jest Rosja - podkreśla Dębski. Szef Polsko-Rosyjskiego Centrum Dialogu i Porozumienia jest przekonany, że władze ukraińskie tego referendum nie uznają. Nie chcą też interweniować siłą, aby nie doszło do ofiar cywilnych. 

Reklama

- Jednocześnie - jak podkreśla Sławomir Dębski - zdają sobie sprawę, że są tu stroną słabszą". Ekspert przypomina, że władze w Kijowie są w związku z tym cały czas poddawane naciskom: zarówno ze strony Rosji, jaki i społeczności międzynarodowej, która uważa, że konflikt na wschodzie Ukrainy da się rozwiązać politycznie. 

Z kolei Wojciech Łuczak z magazynu wojskowego "Raport" obawia się, że w czasie dzisiejszego głosowania może znów "być gorąco". Ekspert uważa jednocześnie, że reakcja ukraińskich władz w regionach, gdzie będzie odbywało się głosowanie, może być bardzo różna. Zdaniem Wojciecha Łuczaka, mamy w tym przypadku alternatywę: albo tam, gdzie zapowiedziano separatystyczne referenda pojawi się wojsko i zrobi porządek siłą, albo zostanie to zignorowane. - Dojdzie do zignorowania, bo ten rząd nie ma specjalnie możliwości szybkiego i skutecznego działania - tłumaczy Wojciech Łuczak. 

Ukraińskie władze podkreślają, że referendum jest organizowane niezgodnie z prawem. Wspólnota międzynarodowa również nie uzna wyników tego głosowania. OBWE nazywa plebiscyt absurdem i apeluje o jego odwołanie. Pod koniec tygodnia z apelem do separatystów o przełożenie referendum zwrócił się też prezydent Władimir Putin.

Rebelianci w obwodach donieckim i ługańskim wydrukowali jakoby 3 miliony kart do głosowania. Nie są one jednak w żaden sposób zabezpieczone przed sfałszowaniem. Nie wiadomo też kto, gdzie i na jakiej zasadzie będzie głosował. Organizatorzy nie mają bowiem list wyborców. Media szacują, że swoje głosy odda około 15 procent mieszkańców Donbasu.

Dowiedz się więcej na temat: Ukraina

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy