Reklama

Reklama

Dębski: Rosja nie ma podstaw do agresji na Ukrainę

Nie było ataków na Rosjan na Ukrainie, Federacja Rosyjska nie ma podstaw do agresji na ten kraj; takie działanie to złamanie Karty Narodów Zjednoczonych - ocenia dr Sławomir Dębski, szef Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia.

"Polska ma szczególną rolę w sprawie wydarzeń na Ukrainie, bo jesteśmy sąsiadem tego państwa. Dlatego polskim zadaniem powinno być - i jest - mobilizowanie światowej opinii publicznej do bardzo stanowczego potępienia agresji Rosji na Ukrainę, bo autoryzowanie przez Radę Najwyższą Federacji Rosyjskiej agresji na Ukrainę i wprowadzenie tam wojsk bez zgody władz ukraińskich to w istocie złamanie Karty Narodów Zjednoczonych. Tym samym Rosja stawia się poza społecznością państw cywilizowanych" - powiedział ekspert.

Reklama

Jego zdaniem społeczność międzynarodowa - w tym Polska - powinna dążyć do powstrzymania eskalacji napięcia w regionie, bo sytuacja wymknie się spod kontroli, jeśli tylko jedna ze stron otworzy ogień do drugiej. "Władzom Rosji trzeba jasno powiedzieć, że po tej agresji nie będzie już tak jak kiedyś, że to działanie będzie miało swoje konsekwencje" - podkreślił.

W jego ocenie nie było podstaw do agresji na Ukrainę. "Nie było ataków na rosyjską ludność lub żołnierzy stacjonujących na Krymie, tak, że podstawę prawną, jaką Kreml przyjął wysyłając wojsko za granicę należy uznać za wydumaną. Warto zauważyć, że w rosyjskim sondażu z 24 lutego, przeprowadzonym przez państwowy ośrodek badawczy, aż 73 proc. respondentów było przeciw rosyjskiej interwencji na Ukrainie" - zauważył dr Dębski.

Uważa on, że w tej sytuacji Rosję powinny dotknąć różnorakie konsekwencje tych zdarzeń: polityczne, gospodarcze i finansowe. "Należałoby w tych obszarach zamrażać kontakty z Rosją. Istnieje też możliwość pozbawiania Rosji członkostwa w instytucjach, należenie do których ma charakter prestiżowy. Wydaje się, że grupa G8 rychło stanie się grupą G7. Kolejne państwa zamrażają swój udział w grupie z Rosją, szczyt w Soczi wydaje się zagrożony" - wskazał szef Centrum.

Jego zdaniem społeczność międzynarodowa powinna skierować na Krym misję rozjemczą Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE). "To przecież instytucja, która ma w statucie ochronę bezpieczeństwa w regionie, zajmuje się też ochroną mniejszości narodowych" - przypomniał.

W jego ocenie nasze władze robią, co mogą i co należy w sprawie wydarzeń na Ukrainie. "Mobilizując światową opinię Polska powinna też zwalczać panujący defetyzm, że skoro nic nie możemy zrobić, to się nie robi nic. Nasze zadanie to mobilizowanie społeczności międzynarodowej, ale nie przeciw Rosjanom, lecz wobec działań władz tego kraju" - zaznaczył.

Dowiedz się więcej na temat: Kijów | Krym | Ukraina

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje