Reklama

Reklama

"Bez wsparcia nie uda się powstrzymać planów Rosji"

Jacek Saryusz-Wolski i Paweł Kowal uważają, że bez silnego międzynarodowego wsparcia, jakie Ukraina powinna otrzymać, nie uda się powstrzymać planów Rosji.

W czwartek prezydent Rosji Władimir Putin wystąpił w Jałcie, na anektowanym w połowie marca Krymie, przed deputowanymi do Dumy Państwowej. Jak mówił, Rosja uczyni wszystko, co od niej zależne, aby konflikt na Ukrainie został zażegnany. Sytuację w tym kraju określił jako "krwawy chaos" i "bratobójczy konflikt". Putin zapewniał też, że Rosja nie chce odgradzać się od świata. Zapowiedział jednocześnie wzrost nakładów na wojsko oraz możliwość wypowiedzenia przez Rosję traktatów międzynarodowych.

Reklama

W tym samym czasie konwój 280 ciężarówek z rosyjską pomocą humanitarną stacjonował przy granicy z Ukrainą.

Zdaniem europosła Jacka Saryusza-Wolskiego, prawdziwym celem Putina jest przejęcie kontroli nad wschodnią Ukrainą, jej ewentualne oderwanie od Kijowa i zatrzymanie demokratycznych reform.

"Słowa Putina mają znaczenie wyłącznie propagandowe i prowokacyjne. On chce po prostu wygrać i doprowadzić do destabilizacji całej Ukrainy, żeby zatrzymać marsz tego kraju do Europy" - powiedział PAP Saryusz-Wolski.

W jego ocenie, rosyjski konwój stacjonujący przy granicy z Ukrainą, łamiąc w końcu prawo międzynarodowe dokona aktu agresji.

"Sądzę, że ten konwój wkroczy na wschodnią Ukrainę, w tej części, która jest kontrolowana przez siły separatystyczne. Będzie on służył tworzeniu pozorów pomagania ludności, ewentualnie do użycia jako pretekst do wkroczenia regularnych wojsk, ażeby osłaniać tą niby humanitarną akcję i po trzecie, żeby dostarczyć potrzebną żywność, lekarstwa i być może broń oddziałom rosyjskich separatystów i wzmocnić ich kadrowo rosyjskimi wojskowymi" - podkreślił.

Władzom w Kijowie - kontynuował - pozostanie wówczas jedynie walczyć o własne terytorium.

"Ukraina powinna kontynuować operację antyterrorystyczną, co tak naprawdę jest wojną o odzyskanie kontroli nad własnym terytorium, do czego ma wszelkie prawo. W myśl prawa międzynarodowego wejście nieoznakowanego konwoju - cokolwiek by on wiózł - bez zgody państwa, na terytorium którego wkracza, jest aktem agresji" - powiedział Saryusz-Wolski.

Zaznaczył, że Zachód powinien jak najszybciej zwiększyć sankcje gospodarcze trzeciego stopnia oraz wzmocnić militarnie obecność NATO we wschodnich krajach członkowskich Sojuszu takich jak kraje bałtyckie, Polska, czy Rumunia.

"Pomoc militarna może mieć dwie postacie. Udział wojsk NATO w tej wojnie byłby pożądany, ale jest niemożliwy, bowiem nie ma na to zgody Sojuszu. Natomiast jest możliwa - i już od dawna powinna być udzielana - pomoc w postaci dostarczania uzbrojenia i sprzętu. Kraje NATO powinny przerzucić na Ukrainę i wyposażyć ją we wszelki sprzęt wojskowy, jaki Ukraina potrzebuje, żeby mogła sama stawić czoła rosyjskiej agresji" - powiedział Saryusz-Wolski.

Z kolei według byłego europosła Pawła Kowala, krótkofalowym celem Putina jest doprowadzenie do tego, by na wschodzie Ukrainy pozostał stale tlący się, nierozstrzygnięty konflikt, bo to - jak mówi Kowal - bardzo utrudnia, a być może uniemożliwia reformy na Ukrainie i normalne życie polityczne w tym kraju. "A to z kolei może długofalowo powodować zniechęcenie obywateli do obecnych władz Ukrainy" - dodał.

Zdaniem Kowala, to scenariusz, na którym zależy Putinowi. "Realizacji tego scenariusza można zapobiec, jeśli Ukraina dostanie mocne wsparcie międzynarodowe i jeśli władze Ukrainy będą w stanie wybronić swoje terytoriom. Bez tego czeka nas długotrwały scenariusz chaosu" - mówił.

Pytany o konwój rosyjski zmierzający do ukraińskiej granicy, odparł że ma on znaczenie głównie propagandowe. "Chodzi o to, żeby całkowicie zatrzeć fatalne wrażenie, jakie powstało na świecie - nawet nie tyle w kręgach politycznych, co wśród obywateli poszczególnych państw po zestrzeleniu samolotu malezyjskiego. Powszechnie na świecie prasa obciążyła za to odpowiedzialnością polityczną Kreml, co postawiło politykę Kremla w bardzo trudnej sytuacji, bo ludzie na Zachodzie zaczęli akceptować sankcje wobec Kremla" - dodał.

Kowal uważa, że wysłanie konwoju to "genialny zabieg PR-owski". "Nagle mówi się o Rosji w kontekście tego, że chce pomagać, nie zważając ani na to, że aktywnie wspomaga rebelię na wschodzie Ukrainy i ponosi odpowiedzialność polityczną za to, co tam się dzieje. Ani nawet (na) zestrzelenie samolotu. Te sprawy odeszły na dalszy plan, problem dziś jest skoncentrowany wobec kształtu pomocy humanitarnej dla wschodu Ukrainy" - powiedział.

Zwrócił uwagę również na to, że wiele dzieje się przy wschodniej granicy akurat w sierpniu - "miesiącu lenistwa na Zachodzie Europy czy w Stanach". "Dlatego to nie jest pierwszy raz, gdy sierpień jest wykorzystywany przez Putina do wzmożenia akcji politycznej" - mówił Kowal. Rosja w sierpniu 2008 roku dokonała agresji na Gruzję; zaanektowała Osetię Płd. i Abchazję.

Były europoseł ocenił, że Zachód wobec tej sytuacji nie zachowuje się odpowiednio. "Unia Europejska powinna była natychmiast zorganizować dostawy pomocy humanitarnej na wschód Ukrainy, kupując ze środków przeznaczonych właśnie na tego rodzaju pomoc humanitarną te produkty, na które Rosja ogłosiła embargo. Putin zresztą wręcz prowokował do takiego zachowania, bo w tym konwoju, który jedzie na Ukrainę, szczególnie eksponowano właśnie obecność soków jabłkowych. To brzmiało jak prowokowanie Zachodu, biorąc pod uwagę kształt tego embarga, które nałożyły władze Rosji" - ocenił Kowal.

Trzeba zwrócić uwagę na to - kontynuował - że ten konwój jest realnym wsparciem logistycznym dla rebeliantów i do nich jest skierowany. (

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy