Reklama

Reklama

Zapomniane gwarancje dla Ukrainy

Gwarancje bezpieczeństwa w zamian za rezygnację z broni atomowej. Tak brzmiało porozumienie między Ukrainą, Zachodem a Rosją. Dzisiaj o gwarancjach przypomina się niechętnie, a Kijów czuje się oszukany.

O tym, że Ukraina była kiedyś mocarstwem atomowym i pozbyła się swojej broni nuklearnej w zamian za gwarancje bezpieczeństwa, wiedzieli na Zachodzie do niedawna tylko eksperci ds. bezpieczeństwa i niektórzy politycy. Od czasu rosyjskiej aneksji Krymu Ukraina przypomina o tzw. Memorandum Budapeszteńskim, dokumencie podpisanym 5 grudnia 1994 na szczycie Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE).

Reklama

W dokumencie tym USA, Wielka Brytania i Rosja poparły decyzję kijowskiego rządu o przystąpieniu do traktatu antyatomowego. Zagwarantowały m.in. respektowanie niepodległości i "istniejących granic" Ukrainy. Podobne porozumienia podpisały tego samego dnia byłe republiki sowieckie Białoruś i Kazachstan.

Walizka u Jelcyna

20 lat temu Memorandum Budapeszteńskie oznaczało zakończenie długoletnich rokowań między państwami powstałymi w wyniku rozpadu Związku Radzieckiego i czołowymi zachodnimi mocarstwami atomowymi. Ukraina miała przy tym szczególną pozycję. Po upadku Związku Radzieckiego w 1991 kraj ten odziedziczył 176 strategicznych i ponad 2500 taktycznych rakiet atomowych. Tym samym Ukraina posiadała trzeci co do wielkości (po Stanach Zjednoczonych i Rosji) arsenał broni atomowej na świecie.

Tak było tylko formalnie, twierdzi Leonid Krawczuk, były prezydent Ukrainy w rozmowie z Deutsche Welle. De facto Kijów był bezsilny. - Wszystkie systemy kontrolne były w Rosji, tak zwana czarna walizka z przyciskiem "Start" u prezydenta Rosji Borysa Jelcyna - mówi Krawczuk.

Nacisk i formalne gwarancje

Ukraina mogła zatrzymać broń atomową, jednak cena za to byłaby bardzo wysoka, wyjaśnia Krawczuk. Wprawdzie rakiety nośne były produkowane w Dnipropetrowsku na południu Ukrainy, ale głowice nuklearne już nie. Produkcja własna i przegląd techniczny byłyby za drogie. - Kosztowałoby to nas 65 miliardów dolarów, a kasa państwowa była pusta - mówi Krawczuk. Poza tym Zachód groził Ukrainie izolacją, bo rakiety były skierowane na USA. Dlatego "jedyną możliwą decyzją" - jak zaznacza były prezydent Ukrainy - była rezygnacja z broni atomowej.

Ukraińskie rakiety zostały przewiezione do Rosji i zniszczone. W ramach kompensacji ukraiński rząd otrzymał pomoc finansową z USA, korzystne dostawy energii z Rosji i gwarancje bezpieczeństwa, które zostały zapisane w Memorandum Budapeszteńskim.

Gwarancje te były tylko formalnością, ponieważ nie zapisano żadnego mechanizmu sankcji. Wskazuje na to ekspert ds. Europy Wschodniej Gerhard Simon z Uniwersytetu w Kolonii: - Memorandum nie przewiduje, że w razie, gdy jedno z państw naruszy umowę, inne zaingerują militarnie - mówi Simon. Podobnie uważa publicysta i znawca Ukrainy Winfried Schneider-Deters: - Porozumienie nie jest warte papieru, na którym zostało napisane - konstatuje. Warunki Memorandum Budapeszteńskiego zostały naruszone w przypadku Krymu przez stronę rosyjską, ale również przez Zachód.

Rosja odpiera zarzuty

Takiego zdania jest również obecny rząd w Kijowie. W sierpniu tego roku zażądał rozmów z sygnatariuszami porozumienia. Bez skutku. Rosja odpowiedziała, że nie ma ku temu powodu. Już w kwietniu, zaledwie kilka tygodni po aneksji Krymu, Moskwa odparła wszystkie zarzuty z Kijowa. "Wystąpienie Krymu z Ukrainy" to efekt "kompleksowych procesów wewnętrznych". Te z kolei nie dotyczą rosyjskich zobowiązań w ramach Memorandum Budapeszteńskiego.

Podobnie Stany Zjednoczone zaprzeczają, jakoby nie wywiązały się ze swoich zobowiązań. - Memorandum Budapeszteńskie nie było porozumieniem o gwarancjach bezpieczeństwa - powiedział w maju ambasador USA w Kijowie, Jeffrey Payette. Było to zobowiązanie do respektowania suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy. Rosja je naruszyła.

Kijów chce kolejnej umowy

Ukraina z kolei obstaje do dzisiaj przy Memorandum. Podkreślił to prezydent Ukrainy Petro Poroszenko w udzielonym pod koniec listopada wywiadzie dla stacji ARD. Wyjaśnił, że jego kraj dąży do drugiego porozumienia. Eksperci nie kryją jednak sceptycyzmu. - Porozumienie miałoby tylko sens przy udziale Rosji i gdyby Rosja byłaby gotowa zagwarantować Ukrainie bezpieczeństwo - twierdzi Gerhard Simon. Uważa jednak, że to nieprawdopodobne. - Gdyby Zachód podpisał takie porozumienie, byłoby to niczym małe wstąpienie do NATO, pomimo, iż formalnie tak nie jest - dodaje Simon. Obawia się jednak, że ani USA, ani Wielka Brytania czy inne państwo nie są do tego skłonne. Memorandum Budapeszteńskie jest jego zdaniem "martwe", na nowe się nie zanosi, a Ukraina jest pozostawiona sama sobie.

Publicysta Schneider-Deters uważa, że Ukraina nie powinna starać się o powtórne memorandum. Zamiast tego Kijów powinien rozbudować własną obronę. - Wierzę, że Ukraina mogłaby postawić na nogi zdolność do odstraszania i obrony - uważa Schneider-Deters. - To lepsze niż gwarancje bezpieczeństwa, które w rzeczywistości nie są przestrzegane.

Roman Goncharenko / Katarzyna Domagala, Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje