Reklama

Reklama

Władze Doniecka: Nie było decyzji o ewakuacji miasta

Władze Doniecka na wschodzie Ukrainy zaprzeczyły informacjom o ewakuacji miasta, którą rozpowszechniano w związku z trwającą tu operacją przeciwko separatystom prorosyjskim. Przyznały jednak, że wciąż trwają starcia z rebeliantami, wśród których są Czeczeni.


"W okolicy donieckiego lotniska wciąż słychać strzelaninę. Prosimy mieszkańców o opuszczenie tego rejonu" - ogłoszono w komunikacie opublikowanym w sobotę. "Informacja o ewakuacji jest nieprawdziwa. Żadna ewakuacja nie jest prowadzona" - poinformowano.

Reklama

Milicja w Doniecku przekazała, że nadchodzą do niej informacje o cywilach, którzy zgłaszają się do szpitali z ranami postrzałowymi. Media podały, że było ich co najmniej czterech.

W sobotę w Doniecku odbył się wiec sił prorosyjskich skupionych wokół tzw. Donieckiej Republiki Ludowej (DRL). Uczestniczyło w nim około tysiąca osób z flagami DRL i Rosji.

Na zgromadzeniu padła propozycja utworzenia batalionu kobiecego, który zajmowałby się blokowanie ukraińskich jednostek wojskowych. "Nikt nie powie, że strzelają oni do terrorystów, jeśli wyjdą kobiety" - oświadczyła ze sceny aktywistka zakazanej na Ukrainie partii Rosyjski Blok, Natalia Biełocerkowska.

Samozwańczy "gubernator ludowy" Pawło Hubariew oświadczył na tym samym wiecu, że siły DRL powinny pomóc innym obwodom Ukrainy w przyłączeniu się do nowego państwa federacyjnego pod nazwą "Noworosja". Separatyści zaliczają dziś do niego obwody doniecki i ługański, gdzie ogłoszono Ługańską Republikę Ludową.

Informacje o starciach sił prorosyjskich z siłami ukraińskiej operacji antyterrorystycznej nadchodziły w sobotę także z okolic Słowiańska na północy obwodu donieckiego. Rzecznik operacji Władysław Selezniow oświadczył, że rebelianci starają się przerwać blokadę miasta. Tutaj także słychać było strzelaninę i wybuchy.

Ukraińskie władze powtarzają, że w walkach z siłami rządowymi uczestniczą nie tylko prorosyjsko nastawieni obywatele Ukrainy, ale także obywatele Rosji.

Prezydent Czeczenii, która wchodzi w skład Federacji Rosyjskiej, Ramzan Kadyrow oświadczył w sobotę, że na wschodzie Ukrainy po stronie rebeliantów walczą jego rodacy, ale jest ich niewielu. "Czeczeni walczą na Ukrainie. W prasie pisze się, że są ich setki, ale to kłamstwo. Według naszych danych było tam 14 Czeczenów. Jeden z nich został zabity" - powiedział w wywiadzie dla azerbejdżańskiej telewizji ANS, którego fragmenty cytuje agencja Interfax-Ukraina.

Z Kijowa Jarosław Junko

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy