Reklama

Reklama

USA: Obama będzie apelował do UE o przedłużenie sankcji wobec Rosji

Podczas szczytu G7 w Niemczech prezydent USA Barack Obama ma apelować o utrzymanie presji na Rosję w związku z sytuacją na Ukrainie. Jego doradcy przyznają, że priorytetem jest zachowanie jedności ws. przedłużenia już nałożonych sankcji, a nie ich zaostrzenia.

- Zawsze mówiliśmy, że będą dodatkowe konsekwencje dalszej agresji Rosji - powiedział zastępca doradcy ds. bezpieczeństwa Ben Rhodes w czwartek. - Ale najpilniejsze dziś jest utrzymanie jedności w sprawie sankcji, które już wdrożyliśmy i które mają bardzo poważne konsekwencje dla rosyjskiej gospodarki.

Reklama

Podczas briefingu prasowego na temat udziału prezydenta Obamy w szczycie G7 w Niemczech 7 i 8 czerwca, Rhodes podkreślał, że przekaz dla Rosji powinien być jasny: "Presja nie zniknie, dopóki nie zobaczymy pełnego wdrożenia dyplomatycznego rozwiązania". Nawiązał tym samym do porozumienia zawartego w lutym w Mińsku, z udziałem Moskwy, w sprawie zawieszenia broni przez strony konfliktu na wschodzie Ukrainy.

Wyraził też duże zaniepokojenie zaobserwowanym w ostatnich dniach wzrostem przemocy na wschodzie Ukrainy, gdzie - jak dodał - dochodzi do użycia broni ciężkiej, która zgodnie z porozumieniem Mińska powinna była zostać wycofana.

Obama, zgodnie z zapowiedziami jego doradców, będzie na szczycie G7 apelować zwłaszcza do partnerów z Unii Europejskiej, by przedłużyli sankcje, jakie Zachód nałożył na Rosję w odpowiedzi na zajęcie przez nią ukraińskiego Krymu i aktywne wspieranie rebelii na wschodzie Ukrainy.

"Mamy narzędzia, które mogą być użyte w razie eskalacji działań Rosji i separatystów"

- Na ostatnim szczycie Unia Europejska podjęła decyzję, że kwestia sankcji powinna być powiązana z pełnym wdrożeniem porozumienia z Mińska. Stany Zjednoczone uważają, że jesteśmy od tego bardzo daleko. W konsekwencji prezydent będzie przekonywał Europejczyków, by UE przedłużyła sankcje, gdy spotkają się pod koniec czerwca na szczycie (unijnym) - powiedział dyrektor ds. Europy w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego przy Białym Domu Charles Kupchan.

Choć USA koncentrują się obecnie na przedłużeniu przez Zachód już obowiązujących sankcji wobec Rosji, to - jak zapewnił Rhodes - zawsze możliwe jest zaostrzenie sankcji, jeśli Rosja będzie kontynuować agresję wobec Ukrainy. - W arsenale USA mamy kolejne narzędzia, które będą mogły zostać użyte, jeśli zobaczymy eskalację działań po stronie Rosjan i separatystów - powiedział.

Przedstawiciele administracji bronili też dotychczasowej polityki USA w sprawie konfliktu na Ukrainie, zapewniając, że nie zaszła w niej żadna zmiana, jak twierdzili niektórzy po niedawnym spotkaniu sekretarza stanu Johna Kerry'ego z rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem w Soczi.

- Nie ma zmiany w naszej polityce wobec Ukrainy ani nie ma zmęczenia Ukrainą. Zawsze mówiliśmy, że wolimy dyplomatyczne rozwiązanie kryzysu, a to oznacza utrzymanie otwartych kanałów komunikacji z Rosją - powiedział Kupchan.

Z kolei Rhodes podkreślił, że spotkanie w Soczi nie było poświęcone tylko Ukrainie, ale było też dla USA "ważną okazją" do sprawdzenia, jakie jest stanowisko Rosji w innych kwestiach, m.in. dyplomatycznych wysiłków w sprawie zakończenia wojny w Syrii i zawarcia porozumienia w sprawie programu nuklearnego Iranu.

Przywódcy siedmiu najbardziej rozwiniętych krajów świata - USA, Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Kanady, Włoch i Japonii - spotkają się 7 i 8 czerwca w zamku Elmau w Bawarii w Niemczech. Rosja została wykluczona z tych spotkań w ubiegłym roku, po tym jak dokonała aneksji Krymu, naruszając suwerenność i integralność terytorialną Ukrainy.

Tematowi Ukrainy poświęcone będzie dwustronne spotkanie Obamy z kanclerz Niemiec Angelą Merkel, które ma się odbyć jeszcze przed szczytem.

Szacuje się, że w walkach na wschodzie Ukrainy między wspieranymi przez Rosję separatystami a ukraińskimi siłami rządowymi zginęło od kwietnia ubiegłego roku ponad 6 tys. osób.

Z Waszyngtonu Inga Czerny

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy