Reklama

Reklama

Ukraińskie media: Władimir Konstantinow winny bankom ponad 100 mln dolarów

Władimir Konstantinow, przewodniczący krymskiej Werchownej Rady, jest winien ukraińskim bankom ponad 100 mln dolarów - piszą dzisiaj ukraińskie gazety.

W komentarzach można przeczytać, że może dlatego tak bardzo spieszy mu się do Rosji - w zeszłym tygodniu, głosując w sytuacji okupacji przez wojska rosyjskie całego półwyspu, parlament krymski przesunął termin referendum na 16 marca.

Reklama

Przez ukraińskich parlamentarzystów Konstantinow, Rosjanin urodzony w Mołdawskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej, oskarżany jest też o przestępstwa gospodarcze popełniane ze swoim bliskim biznesowym partnerem Siergiejem Aksjonowem, nowym premierem Krymu.

Decyzję o zwołaniu referendum i zmianie premiera autonomii na Askjonowa parlament podejmował 27 lutego. O obradach z tego dnia mało wiadomo, bo budynek parlamentu był wówczas okupowany przez uzbrojonych mężczyzn. Tzw. siły samoobrony Krymu (określenie prezydenta Rosji Władimira Putina) tam właśnie na początku skierowały swe kroki, dopiero później zdecydowały się opanować cały Półwysep Krymski.

Nie da się na przykład ustalić, ilu było parlamentarzystów na sali i czy za niektórych nie oddano głosów mimo ich nieobecności.

Tatarzy Krymscy to rdzenni mieszkańcy Półwyspu Krymskiego. 18 maja 1944 roku na podstawie fałszywych oskarżeń o kolaborację z nazistami zostali w ramach "kolektywnej kary" deportowani wgłąb ZSRR (przede wszystkim do Uzbekistanu). W wyniku tej operacji z głodu i chorób zmarła około połowa z ponad 200 tys. deportowanych, a Tatarzy, którzy na początku wieku stanowili około 40 proc. mieszkańców Krymu, całkowicie zniknęli z mapy demograficznej regionu. W 1967 roku społeczność doczekała się oficjalnej rehabilitacji, ale z zakazem powrotu. Tatarzy zaczęli powracać na Krym dopiero po rozpadzie ZSRR i obecnie stanowią ponad 10 proc. ogółu populacji.


Tak się robi demokrację na Krymie

Od czasów Józefa Stalina Rosjanie stanowią większość mieszkańców półwyspu (60 proc.), od piątku można tutaj oglądać tylko putinowskie stacje telewizyjne i słuchać putinowskiego radia, a po inwazji na półwyspie stacjonuje w obecnej chwili około 20 tys. świetnie uzbrojonych rosyjskich żołnierzy wspieranych przez okręty Floty Czarnomorskiej, którzy przejęli kontrolę nad całym Krymem poza kilkoma oblężonymi bazami ukraińskich żołnierzy. Nie wiadomo, ilu dodatkowo sił wojska skoncentrowanych jest po rosyjskiej stronie Cieśniny Kerczeńskiej.

Wczoraj rosyjscy żołnierze zaczęli budować zasieki na oddzielającym Półwysep Krymski od reszty Ukrainy Przesmyku Perekopskim, a wcześniej ostrzelali m. in. przelatujący tamtędy samolot ukraińskiej straży granicznej. Nie wpuszczają także na półwysep obserwatorów OBWE - w sobotę w kierunku ich konwoju oddano strzały ostrzegawcze. Są też liczne przypadki ataków na dziennikarzy.

W tej atmosferze przebiegać będzie "kampania wyborcza", której pierwsze przejawy można już oglądać na ulicach miast półwyspu.

Tak wygląda wyborczy billboard zachęcający do głosowania za odłączeniem Krymu od Ukrainy i przyłączeniem do Rosji, jak na razie jedynego państwa z byłej grupy G8 (państwa G7 bojkotują obecnie udział w swoich obradach Federacji Rosyjskiej), które skłonne jest uznać wyniki referendum:

Ukraińskie media starają się z drugiej strony pokazać światu, że półwysep, zamieszkany jest przez wiele mniejszości, które do tej pory prowadziły obok siebie normalne życie:

Mateusz Lubiński

Dowiedz się więcej na temat: wybory | Krym | Ukraina

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy